Czy katolicy bili dzieci w zemście za „dehumanizację” waginą na kiju?

Na sobotnim marszu równości w Białymstoku hordy katolickich kiboli urządziły polowanie na ludzi idących w marszu:

Propagandyści z TVP już powielają fejki: wydarzenia są rzekomo ustawką, a sfilmowane sceny inscenizacją. Ale też poważni prawicowi dziennikarze prezentują interpretacje niby bardziej wyważone, lecz przez powierzchowną sensowność może nawet bardziej niebezpiecznie zacierające znaczenie tego, co się faktycznie wydarzyło i w Polsce ciągle wydarza.

Michał Szułdrzyński w Rzeczpospolitej potępił przemoc:

Oglądając zdjęcia i filmy z sobotnich bójek na ulicach Białegostoku, ze smutkiem trzeba stwierdzić, że wojna polsko-polska zaczyna się wymykać spod kontroli tych, którzy ją rozpętali.

Ale zaraz potem przeszedł do wyjaśniania głębszych przyczyn niemal-pogromu do jakiego doszło na ulicach Białegostoku (podkreślenie moje):

Co jest przyczyną? Próba przekucia konfliktów społecznych na polityczne paliwo. W każdym społeczeństwie istnieją społeczne napięcia – to nic nadzwyczajnego, że środowiska LGBT chcą rozszerzenia swoich prawnych przywilejów, nic też dziwnego, że środowiska konserwatywne są temu niechętne. Sam spór nie jest niczym złym. Gorzej, gdy ten spór próbuje się rozwiązywać za pomocą siły. Czy inicjatorzy akcji „Strefa wolna od LGBT" naprawdę wierzą, że można Polskę „oczyścić" z gejów, lesbijek, osób bi- i transseksualnych? Czy uczestnicy parady w Gdańsku, podczas której parodiowano procesję Bożego Ciała, co dla wielu wierzących było profanacją Najświętszego Sakramentu, lub organizatorzy prześmiewczej liturgii podczas parady w Warszawie nie zdawali sobie sprawy z tego, że zasiewają nienawiść u swoich przeciwników i dają im casus belli?

A chwilę wcześniej w tym samym artykule (znowu, podkreślenie moje):

Spór i konflikt są istotą demokratycznej polityki. Tam jednakże, gdzie pojawia się przemoc, kończy się demokratyczny dyskurs. Dotyczy to w równym stopniu przemocy fizycznej, co przemocy symbolicznej. Ani na jedną, ani na drugą nie powinno być miejsca w cywilizowanym państwie – ani na bicie uczestników parad organizowanych przez mniejszości, ani na obrażanie uczuć większości przez wojowniczo nastawioną mniejszość mniejszości. Szarganie świętości, uderzanie w tabu nie jest niewinną intelektualną prowokacją. Zasiewa nienawiść, która później rodzi przemoc. Obie te postawy wynikają bowiem z dehumanizacji przeciwnika. Biję, bo nie uważam przeciwnika za człowieka. Jednak obrażając, uderzając w to, co dla drugiego święte, także pozbawiam go człowieczeństwa.

Czyli: za homofobiczną przemoc, przynajmniej częściowo, są też odpowiedzialni ci co dehumanizują obrażając święte symbole, to oni posiali ziarna nienawiści. Wagina na kiju, durszlak na głowie duchownego Kościoła Pastafariańskiego, wlepki z Maryją z tęczową aureolą. To dehumanizacja, przemoc symboliczna, na którą nie powinno być miejsca w cywilizowanym państwie.

To nieustanne przywoływanie rzekomych ataków na świętości, jeszcze mocniejsze gdy się chce usprawiedliwić lub tylko wyjasnić nagonkę na LGBT, jest już męczącym przykładem całkowicie fałszywego symetryzmu.

Widzieliśmy taki symetryzm wcześniej.

Je ne suis pas Charlie

15 stycznia 2015 islamistyczni zamachowcy wtargnęli do redakcji satyrycznego tygodnika Charlie Hebdo. Dokonali masakry redakcji, ukaranej za publikacje karykatur Mahometa na okładce pisma.

W reakcji na masakrę doszło do ruchu solidarności z satyrykami krytykującymi religię. Pojawił się hasztag #jesuischarlie. Ale dość szybko pojawił się inny nurt w tej dyskusji, z własnym hasztagiem #je nesuispasCharlie.

Czym kierowali się przeciwnicy solidarności z pomordowanymi? Owszem, przyznawali półgębkiem, zabicie pracowników Charlie Hebdo było złe, ale nie wolno ignorować symbolicznej przemocy, której ci pracownicy się dopuszczali, rasistowskich w istocie karykatur Mahometa, które - przez naruszanie największej świętości już i tak prześladowanych muzułmanów - czyniły im dodatkową realną krzywdę.

To znaczące, że na zachodzie argumentu tego używali raczej skrajnie lewicowi wyznawcy radykalnych form polityki tożsamości. Jeszcze bardziej znaczące, że w Polsce próbuje go dziś używać prawica. O ile we Francji lewica może jakoś tłumaczyć się, że religijne tabu mniejszości w pewnym sensie musi być chronione, bo mniejszość jest prześladowana jego łamaniem bardziej niż większość, tego listka figowego nie ma prawica w Polsce. Katolicyzm jest potężnym kultem większości obywateli. Normalizacja religijnych tabu katolicyzmu jest tutaj wyłącznie normalizacją religijnego autorytaryzmu i łamania umysłów i sumień niewiernych. 

Ich krew spadnie na nich

Zaledwie kilka tygodni temu wybuchnęła sprawa Tomasza z Ikei. Zwolniony za napisanie na firmowym Intranecie:

 
krew.png
 

…w reakcji na dość standardową akcję antydyskryminacyjną, w ramach której pracodawca prosił o niewykluczanie pracowników LGBT, jest kreowany na ofiarę antykatolickich uprzedzeń. W jaki sposób?

Dowiadujemy się, że powyższy cytat nie jest nawoływaniem do zabijania, czy nienawiści wobec osób homoseksualnych. W istocie reprezentujący Tomasza prawnicy wygrażają pozwem każdemu, kto sugeruje inaczej. Oświadczają, że niedosłowne odczytanie, wedle którego „Obaj będą ukarani śmiercią” znaczy mniej więcej tylko „Bóg bardzo tego nie lubi i ich duszę będą potępione”, jest oczywiste w naszym kręgu kulturowym.

Katolicy nie tylko uważają, że mają prawo w kontekście akcji dyskryminacyjnych cytować fragmenty Biblii mówiące, że należy zabijać homoseksualistów, mają też prawo wymagać, by je odczytywać jako metaforyczne, a więc potępiające, ale nie nawołujące do nienawiści czy mordów.

Inni nie mają tego komfortu. Prawo do narzucania właściwych odczytań ich komunikatów jest im zabrane przez tych samych katolików, którzy decydują o tym co dokładnie znaczy biblijne ich krew spadnie na nich.

Tekturowa wagina na kołku

Jedną z rzekomych profanacji, którą opętany nienawiścią Episkopat i zastępy prawicowych ekstremistów przytaczają wciąż i od nowa w każdym możliwym kontekście jako dowód na rzekome prześladowania katolików, była tekturowa wagina na kiju, obecna od dłuższego czasu na niektórych paradach, ale dziwnym trafem wywleczona przy okazji gdańskiej, jak niektórzy sugerują, by uderzyć w tamtejszą prezydent miasta. Wagina miała być nieludzkim szyderstwem z katolickiego obrządku, dehumanizacją, jak to ujął pan Szułdrzyński. Nic to, że autorki waginy upierają się, że to nieprawda:

Nasza instalacja nie miała niczego parodiować. Królewska Wagina niczego nie imituje, jest tym, czym ma być. Rzeczy typu wstążki, korona funkcjonowały w społeczeństwach na długo przed nastaniem katolicyzmu. Kościół korzysta z rytuałów tradycji ludowej, pogańskiej oraz z elementów innych wyznań, więc nie ma na nie monopolu.

A więc: katolik może zacytować fragment Biblii wskazujący, że za homoseksualizm należy się kara śmierci i następnie domagać się metaforycznego odczytania, tak by uniknąć posądzenia o szerzenie nienawiści.

Grupa feministycznych aktywistek może zrobić waginę nawiązującą do ludowej obrzędowości, ale nie może się następnie domagać odczytania wedle własnych intencji, wręcz przeciwnie, będzie wciąż i od nowa oskarżana o szerzenie nienawiści i szyderstwo z katolickiego obrzędu, bo grupa katolickich ekstremistów postanowiła sobie odczytywać waginę jako godzącą w ich uczucia religijne.

Durszlak na głowie

Zerknijmy na kolejną rzekomą profanację - durszlak na głowie w trakcie ekumenicznego nabożeństwa, tym razem warszawskiej paradzie równości. Osoba z durszlakiem była duchownym Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Wyznanie to istnieje, jeśli można tak to ująć, jako kult krytyczny per se wobec religijnego uprzywilejowania. Szczególnie w takim kraju jak Polska, z całą mnogością przywilejów dla dominującego kultu, jego wyznawców, a szczególnie kapłanów, owo uprzywilejowanie jest realnym problemem społecznym. Ale ostatnio dowiadujemy się, że samo istnienie kapłanów kultu potwora Spaghetti to obrażanie katolików, lub nawet, jak widzimy w dyskutowanym tu tekście Rzeczpospolitej, wręcz dehumanizacja.

I znowu intencje twórców i wyznawców kultu - krytyka uprzywilejowania przez wyzyskiwanie mechanizmów uprzywilejowania kultów religijnych - są nieważne. Jedyną grupą, która ma prawo narzucać wszystkim odczytania i znaczenia, są katoliccy ekstremiści, zdehumanizowani durszlakiem na cudzej głowie.

Tęczowa Maryja

Najbardziej znaczący przykład profanacji. Rozlepione przez (zaaresztowaną za to później) Elżbietę Podleśną wlepki przedstawiające Maryję z tęczową aureolą były reakcją na homofobiczny eksces w płockim kościele, gdzie ksiądz umaił rytualny grób pański grzechami, w tym złodziejstwem i wiszącym obok LGBT.

Sama Tęczowa Maryja jest raczej, jeśli już, symbolem chrześcijaństwa pozbawionego nienawiści do LGBT. I tak tez została szybko zaadaptowana, gdy aresztowanie Podleśnej rozsławiło ją na świecie. Amerykański Kościół Episkopalny zaczął jej używać jako swoistej reklamy swojej wersji chrześcijaństwa otwartego na LGBT.

Ale to zagranica. W Polsce znowu jedna, skrajna, nienawistna wobec LGBT opcja przejęła dyskurs i swoją brednię o obrazie uczuć religijnych narzuciła wszystkim. Po prostu każdy ma interpretować to tak samo, jako przemoc symboliczną, jako dehumanizację.

To nie tylko kolejny przykładem autorytarnego funkcjonowania polskiego katolicyzmu, który dość dosłownie narzuca wszystkim jedną interpretację świata, wykorzystując w tym celu aparat państwowej represji w postaci aresztowań, przesłuchań, gróźb oskarżeń z paragrafu o obrazie uczuć religijnych. To także obnażenie przerażającego wymiaru polskiego katolicyzmu jako fundamentalnie homofobicznego. Do tego stopnia, że obraz sugerujący samą możliwość katolicyzmu wolnego od nienawiści do osób LGBT jest określany jako obraza, jako dehumanizacja katolików.

Skoro katolików dehumanizuje sugerowanie, że mogą być wolni od nienawiści do LGBT, to tym bardziej nie powinno nas dziwić, że nader wielu przedstawicieli tej wiary nie tylko kopie nastoletnich LGBT po twarzy, ale zalewa społeczność LGBT oceanami przemocy symbolicznej.

„W krwi tego pederasty który jest stroną nadstawiającą się, płynie rozcieńczona, bo rozcieńczona, ale jednak gnojówka”

Nie ulega wątpliwości, że katolicyzm jest religią doktrynalnie homofobiczną. Przywoływany często fragment Katechizmu nawołujący do traktowania osób homoseksualnych ze współczuciem i delikatnością mówi wszak także, że są one obiektywnie wewnętrznie nieuporządkowane.

To jest po prostu nieprawda. To jest coś fundamentalnie sprzecznego z całością współczesnej wiedzy o psychologii i seksuologii osób homoseksualnych. Każdy ma oczywiście prawo wierzyć w co chce, ale to trzeba powiedzieć wyraźnie: katolicyzm ma o homoseksualizmie błędne, szkodliwe wyobrażenie wpisane w fundamenty swego nauczania. Być może Katechizm łagodzi biblijne wezwania do zabijania homoseksualistów, ale nadal oferuje obraz homoseksualizmu na poziomie diagnozy, że Ziemia jest obiektywnie płaska.

A przecież ta obiektywnie homofobiczna doktryna jest i tak niczym wobec praktyki.

Praktyka jest prawdziwą, pozbawioną hamulców, skrupułów i resztek przyzwoitości dehumanizacją i demonizacją osób LGBT, uprawianą non stop z czasami niebywałą zaciekłością i wyraźną przyjemnością przez katolickich kapłanów i niektórych wiernych. Tytuł tej sekcji jest przykładem dyskursu, jakim w praktyce kler katolicki posługuje się mówiąc o osobach homoseksualnych. Geje mają gnojówkę we krwi. Są zainfekowani chorobami:

Kiedyś w jakiejś audycji telewizyjnej pewien pederasta żalił się, że pani pielęgniarka nie chciała przyjąć jego krwi, a on tak chciał komuś pomóc i to było poniżające dla niego. Wtedy jeden z komentatorów przyznał, że owszem w Polsce jest zalecenie, żeby nie pobierać krwi pederastów. W takiej na przykład Wielkiej Brytanii pobierają krew – żeby nie razić uczuć homoseksualistów, ale potem ją wylewają do zlewu. Tacy delikatni są i mili. A Polacy ranią ich uczucia, bo od razu im odmawiają pobrania krwi. Pewnie to brak ogłady i wyrobienia, wiele się jeszcze musimy nauczyć od Brytyjczyków w kwestii ogłady.

Tak wygląda katolickie współczucie i delikatność w praktyce. Zauważmy tutaj, że wbrew bredniom tego nienawistnego kapłana kolejne kraje rezygnują z zakazu oddawania krwi przez gejów.

Opowieści o grupach ludności będących siedliskiem chorób nie są nowością. Stosowali je naziści:

 
wszy.png
 

Ktoś powie, to tylko jeden ksiądz. Ale Kościół to organizacja hierarchiczna i autorytarna. Gdy jakiś ksiądz robi coś nie po myśli Episkopatu, na przykład za bardzo kocha Żydów, jest uciszany. Skoro inny ksiądz od wielu lat może swobodnie opisywać gejów jako zahiwionych i z gnojówką we krwi, to znaczy, że takie zdanie jest zdaniem Episkopatu.

Ponadto nawet pobieżne przeszukanie polskiego Twittera pozwala znaleźć masę homofobicznego szczucia uprawianego przez katolicki kler, wykraczającego daleko poza suche nieprawdy Katechizmu o obiektywnym nieuporządkowaniu.

Dehumanizacja zmiękcza teren, ale to demonizacja służy podjudzeniu społeczeństwa, by faktycznie wzięło się za bicie pedała. I katolicy mają tu ogrom swoich zasług.

“Pedofilu pierdolony, kurwa, wypierdalaj ci powiedziałem!”

Na jednym z filmików, którymi otwarłem ten wpis, można usłyszeć jak jeden z katolickich oprawców krzyczy do bitego chłopaka: „pedofilu pierdolony, kurwa, wypierdalaj ci powiedziałem!”.

Skąd brunatnemu mętowi, który polować na swoją ofiarę wyruszył prawdopodobnie spod modlitewnego spędu pod pobliską katedrą, w której zaledwie tydzień wcześniej lokalny biskup bełkotał o non possumus w kontekście marszu, przyszło do głowy nazywać nastoletnią ofiarę pedofilem?

Homoseksualisci gwałcą dzieci - głoszą ponure samochody, które od jakiegoś czasu krążą po ulicach polskich miast. Pod pretekstem walki z pedofilią sączą kłamstwa o rzekomej pedofilii prawie wszystkich gejów i lesbijek. Wśród postaci stojących za fundacją opłacającą te mobilne rozsadniki nienawiści pełno zdeklarowanych katolików. Jeden jeździł ostatnio po Białymstoku.

„Czy Rafał Trzaskowski poinformował, czym LGBT jest naprawdę? Czy wspominał, że to propagowanie między innymi pedofilii? Sprzedaje się ludziom kłamstwa, że to walka o równe prawa dla homoseksualistów. Warszawiacy, dlaczego godzicie się na krzywdzenie waszych dzieci?!” napisała na Twitterze małopolska kurator oświaty z PIS, Barbara Nowak, zadeklarowana katoliczka.

„Niech pan nie mówi o złym dotyku, to jest nieprzyzwoite, szczególnie pan nie powinien o tym mówić” mówiła do posła Rabieja, otwartego geja, w 2016 roku katolicka, pisowska posłanka Mazurek.

„Na 1000 pedofilów 400 to geje, 1 to ksiądz” bredził ksiądz Oko (ten od gnojówki we krwi gejów).

„Pedofilia to odrażające przestępstwo i grzech. By nie dochodziło do niej więcej w Kościele trzeba wreszcie zwalczyć lobby homoseksualne wśród duchownych.” pisał katolicki ksiądz znany z tego, że większość jego tweetów to szczucie na osoby LGBT.

„Wiele statystyk i badań jednoznacznie pokazuje, że homoseksualiści są wielokrotnie bardziej skłonni do przestępstw seksualnych na nieletnich, niż osoby heteroseksualne.” już w 2013 roku na łamach katolickiej Niedzieli pisał jeden z tamtejszych publicystów.

„Wydaje mi się, że nie można zrozumieć problemu tego, co się dzieje dzisiaj w Kościele, bez dotknięcia problemu „lawendowej mafii”, czyli osób, które mają skłonności homoseksualne czy są homoseksualistami. Jest to bezpośrednio powiązane z pedofilią.” ze współczuciem i delikatnością mijał się z prawdą bp Mirosław Milewski w wywiadzie dla tegoż samego tygodnika.

Katolickie kłamstwo

Jest kłamstwem, że homoseksualizm, tak jak go się potocznie rozumie, jako pociąg mężczyzn do innych mężczyzn, jest powiązany z pedofilią, w tym homoseksualną pedofilią. Ten wpis jest już bardzo długi, więc tylko słowem zwięzłego wyjaśnienia:

  • Geje to homoseksualni androfile (czują pociąg do dorosłych mężczyzn - androfilię - a ponieważ sami są mężczyznami, są homoseksualnymi androfilami, w przeciwieństwie do większości kobiet, które są heteroseksualnymi androfilami)

  • Pedofile czują pociąg do dzieci, a jeśli akurat molestują dzieci płci męskiej są homoseksualnymi pedofilami (warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że wedle wielu seksuologów pedofilia - w medycznym sensie - u kobiet praktycznie nie występuje)

  • Istniejąca literatura naukowa wyraźnie wskazuje, że pedofilia homoseksualna i androfilia homoseksualna są ze sobą niezwiązane, mają inna etiologię i w żaden sposób nie są ze sobą statystycznie skorelowane

Powyższe punkty są tylko streszczeniem artykułów, jakie na ten temat napisali seksuologowie: James Cantor i Gregory Herek. Obaj w swoich pracach odwołują się do bogatej literatury przedmiotu.

Większość homofobicznego szczucia wygląda mniej więcej tak:

Homoseksualiści odpowiadają za 30-40% aktów pedofilii, a jest ich w społeczeństwie tylko 2-3%, z tego wynika, że są ogromnie nadreprezentowani w populacji pedofilów.

Jeśli porzucimy manipulacyjny język celowo wykorzystujący niedokładność potocznego słownictwa, brzmi to przekonująco. Jeśli jednak przełożymy to na precyzyjny język seksuologii, widać absurdalność:

Homoseksualni pedofile odpowiadają za 30-40% aktów pedofilii. Homoseksualni androfile stanowią 2-3% męskiej populacji, z tego wynika, że homoseksualni androfile sa nadreprezentowani w populacji pedofilów.

Oczywiście jedno z drugiego nie wynika. W sensie logicznym nawet. Cała propaganda katolickiej, prawicowej nienawiści oparta jest na prostackim kłamstwie.

Kto posiał ziarna nienawiści?

Od dwóch lat trwa zorganizowana kampania nienawiści: dehumanizacji i demonizacji mniejszości seksualnych. Budowana jest ona na solidnym fundamencie obiektywnej homofobii katolicyzmu i istniejących już wcześniej uprzedzeń.

Obecnie jej ostrze, uczynione z kłamstwa o pedofilii osób LGBT, jest przekuwane powoli z przemocy symbolicznej w fizyczną.

Parady, jak i wszelkie urojone, a choćby i rzeczywiste, drwiny z katolicyzmu, są reakcją na ten ocean katolickiej nienawiści. Nie ma żadnej odpowiedzialności społeczności LGBT za eskalujący konflikt. Nie można ofiar oskarżać o motywację oprawców. Demokratyczny dyskurs nie zakończył się bo ktoś wbił tekturową waginę na kiju. Krytyka symboliki religijnej jest w pełni demokratyczna.

Dyskurs zakończył się, bo katolicka hierarchia zaprosiła neonazistów do kościołów, święciła ich zielone od faszyzmu proporce, a potem wypuściła na ulice by polowali na gejów.

Nienawiść posiewa katolicki kler, katoliccy politycy, katoliccy ekstremiści wsród wyznawców.

Obecny szantaż urażonymi uczuciami jest niedopuszczalny. Religijne odczucia katolików i ich obrażanie, rzeczywiste czy urojone, w żaden sposób nie mogą być używane jako usprawiedliwienie dla dyskryminacji, demonizacji i fizycznych ataków na osoby LGBT.