Lewicowy totalizm

Jarosław Niemiec dla Nowego Obywatela:

Gdyby pracownik zwolniony z IKEI za zwalczanie LGBT cytatami z Biblii poprosił mnie jako związkowca o ochronę, udzieliłbym mu jej z najczystszym sumieniem, mimo zupełnie odmiennych poglądów. Biedak nie padł ofiarą żadnej poprawności politycznej ani z powodu tego, że dyskryminuje LGBT i sprzeciwia się tolerancji. Zwolniono go, bo nie wykonywał strategii marketingowej swojej firmy. (…)

Lewica z kolei musi wziąć pod uwagę kilka rzeczy, zanim zacznie klaskać rączkami i nóżkami, że zwolniono homofoba. Przede wszystkim był on pracownikiem fizycznym i nie obchodziłoby nikogo, co ma do powiedzenia o LGBT, gdyby nie obowiązująca strategia marketingowa firmy. Tak samo jak nikogo nie obchodzi to, co my, pracownicy, myślimy o wyzysku, przywilejach bogaczy, nierówności i niesprawiedliwości. Ten pracownik nie pracował w dziale opiniotwórczym, nie był osobą publiczną jak urzędnik, nauczyciel czy dziennikarz, od których organ prowadzący wymaga określonej postawy ideologicznej. Ten pracownik był od roboty na zyski korporacji. Pies z kulawą nogą nie zwracał pewnie uwagi na to, co mówił wcześniej, aż tu nagle, zupełnym przypadkiem, wywołał moralne oburzenie. Właśnie w tygodniu LGBT.

Cóż, Jarosław Niemiec dokonał tu pomieszania dwóch rzeczy:

  • korporacje są pozbawionymi uczuć i wartości moralnych konstruktami służącymi maksymalizacji zysku dla udziałowców

  • absolutnie każda struktura, funkcja i proces korporacji służy maksymalizacji zysków

Pierwsze jest oczywistą prawdą. I rzeczywiście sprawia, że poważne traktowanie wywodów o wartościach firmy jest absurdalne. Widać to było ostatnio w przypadku Google. Firma, która nominalnie jest aktywna w promowaniu praw LGBT, swoje googlebusiki umajone tęczowymi kolorami podsyła na pride’y na całym świecie, nie ma nic przeciwko notorycznemu gnojeniu homoseksualnego dziennikarza na swojej platformie. Nie ma, bo gdyby na serio potraktowała własne terms of service, to by sobie odcięła istotny strumień monetyzacji.

Wszelako drugie jest oczywistą nieprawdą. Firmy mają mnóstwo struktur i funkcji, który ostatecznie służą ich przetrwaniu i zyskowi, ale bezpośrednio rozwiązują konkretne problemy, na przykład wypełniają lokalne prawo o niedyskryminacji.

Niemiec ignoruje, że firma zwolniła pracownika, bo ma obowiązek chronić pracowników LGBT przed prześladowaniem. Jego logika jest tak niewyobrażalnie kulawa, że zastanawiam się czemu nikt z redaktorów Nowego Obywatela nie zakwestionował sensowności publikacji. Niemiec pisze, że pracownik nikomu nie był znany, wiec jego ludobójcze wpisy na intranecie nie zwróciłyby niczyjej uwagi, gdyby nie chęć tęczowego marketingu. Ale przecie to nie Ikea zrobiła z tego akcję marketingową. To aktywiści homofobiczni rozpętali nagonkę na korposa nie dlatego, że złamał on prawa pracownika, tylko dlatego, że nie pozwoliła fundamentaliście bezkarnie wypisywać słabo zawoalowanych gróźb śmierci pod adresem swoich pracowników LGBT.

I wpisy zwróciły uwagę - agresywnie poniżanych pracowników LGBT.

Pracownik został zwolniony, bo na intranecie pisał o nawoływania do zabijania. Ikea nie wyniosła jego wypowiedzenia na sztandary swojego tęczowego marketingu. To Ordo Iuris robi z niego męczennika za wiarę, która najwyraźniej wymaga prawa do pisania, że homoseksualistów powinno się zabijać.

To fundamentaliści robią teraz z niego męczennika, wymyślając coraz bardziej absurdalne tłumaczenia (zabicie to tylko metafora dla zagrożeń dla duszy). To oni rozpętali akcję, wylewająca się powoli poza granice kraju. Co więcej, to ta akcja, zwolnienia jakiegoś homofoba, staje się teraz elementem marketingu - marketingu nienawiści wobec LGBT, wspieranego przez to zdeprawowane państwo.

Niemiec mówi, że jako związkowiec wsparłby homofoba. Mam kilka pytań do Niemca:

  1. Firma zwalnia pracownika fizycznego za mobbing. Czy Niemiec wspiera go, bo to oczywiście tylko marketing, firmom jest obojętne czy ktoś kogoś mobbuje?

  2. Firma zwalnia pracownika za molestowanie seksualne. Czy Niemiec wspiera go, bo to oczywiście tylko marketing, firmom jest obojętne czy ktoś kogoś molestuje?

  3. Firma zwalnia pracownika za przychodzenie po pijanemu do pracy. Czy Niemiec wspiera go, bo to oczywiście tylko marketing, firmom jest obojętne czy ktoś pije po przyjściu do pracy?

Jeszcze Niemiec:

Ten przykład świetnie ilustruje także naiwność tych, którzy podcinają gałąź, na której siedzą, bo jest to bardzo dobra lekcja rozpoznawania konfliktu interesów oraz świetna okazja do nauki rozpoznawania, czym jest interes pracowniczy i jak należy go określać.

Interes pracowniczy to prawo do pisania, że gejom powinno się uwiązać kamień młyński u szyi? Wcześniej Niemiec napisał, że zwolniony pracownik wyznaje wartości daleko odmienne od jego własnych. Czy aby na pewno?