Racje podzielone

Kinga Dunin - socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka - zrecenzowała książkę Marcina Rotkiewicza - dziennikarza naukowego publikującego w Polityce. Mówiąc oględnie jej recenzja nie wydaje mi się szczególnie udaną.

Zresztą nie tylko mnie, osobliwe podejście do roli faktu i teorii naukowej w podejmowaniu decyzji, które prezentuje Dunin, opisał dość trafnie moim zdaniem blog nic prostszego.

Untitled.png

Chciałbym się skupić tylko na jednym. Dunin zdaje się akceptować naukową rację prezentowaną przez Rotkiewicza w kwestii GMO, natomiast twierdzi, że brak rzeczywistej symetrii między walką ze szczepionkami, a walką z GMO:

Jak na tym tle wygląda spór o rolnicze zastosowanie GMO, żywność? Czy jest to analogiczna sytuacja i – jak twierdzi Marcin Rotkiewicz w książce W królestwie Monszatana – po jednej stronie mamy dobrze potwierdzone naukowe dowody, mówiące o przydatności i zaletach GMO, a po drugiej pseudonaukę, rozmaite grupy interesu, otumanioną opinię publiczną i zależne od niej rządy? Po stronie zła stoi Greenpeace, a po stronie dobra koncerny takie jak Monsanto? Czy może jednak mamy tu do czynienia ze sporem, w którym racje są podzielone? Tego autor raczej nie bierze pod uwagę, skupiając się na demaskowaniu „ekologistów”.

W tym porównaniu przekonań anty-GMO do innych antynaukowych, chociaż powołujących się na naukę twierdzeń, jedno nie pasuje. Przeciwnicy GMO nie zajmują miejsca analogicznego do antyszczepionkowców i innych pseudonaukowych szarlatanów – ich znaczenie nie jest marginalne. Na całym świecie stawia się słabsze lub silniejsze zapory przed niekontrolowanym rozprzestrzenianiem się upraw GMO i wprowadzaniem nowych odmian roślin. Czy naprawdę wszystko da się sprowadzić do zderzenia rozumu z pseudorozumem, z którego niestety i zupełnie nie wiadomo dlaczego zwycięsko wychodzi ten drugi?

Widzicie, zbyt wiele much zleciało się do tego gówna by, tfu, zbyt wielu ludzi walczy z GMO, by było to czystą szarlatanerią, coś w tym musi być

Rotkiewicz w istocie daje dobrą odpowiedź: za ruchami anty-GMO w tej chwili stoją potężne lobby, których (na szczęście) brak w przypadku ruchów antyszczepionkowych. Nie ma antyszczepionkowego Greenpeace, który ospa-party zmieniałby w medialne imprezy, podobne do skakania po polach w maskach gazowych, co regularnie wyprawiają grinpisowcy w kontekście roślin modyfikowanych genetycznie.

Nie ma żadnej alternatywy dla szczepionek, którą dałoby się monetyzować równie skutecznie, co tak zwane ekologiczne jedzenie, w USA sprzedawane przez megakorporację Whole Foods, zarabiającą setki milionów dolarów na polanych gnojówką warzywach.

Jeśli istnieje realna asymetria, to związana jest z widocznymi korzyściami. Szczepionki już uratowały miliony ludzi - korzyści  widoczne. Tam, gdzie chwilowo pomyleńczym ruchom antyszczepionkowym udaje się przebić z przekazem do mainstreamu, od razu pojawiają się kokluszowe niemowlęce trupki i inne tragedie, dostarczające medialnego paliwa zwolennikom stosowania szczepień.

GMO to wciąż raczej pieśń przyszłości - korzyści w sumie nie widać, skutków niestosowania w pewnym sensie też nie. Co prawda z utylitarnego punktu widzenia odmawianie dzieciom w Azji złotego ryżu jest de facto świadomym skazywaniem ich na ślepotę, ale jak wykazują liczne badania, utylitaryzm nie jest domyślnym trybem pracowania ludzkiej moralności. Ludzie widzą fundamentalną różnicę między robieniem czegoś, a powstrzymywaniem się od czegoś. Stąd przecie większość absurdalnych kontrowersji związanych z eutanazją.

Odmowa stosowania szczepionek to trupy, których w powszechnym odczuciu można łatwo uniknąć. GMO to tajemne machinacje, bez których po prostu utrzymamy status quo, do którego wszyscy się przecie przyzwyczailiśmy. Praktycznie nikt tego nie postrzega w kategoriach straty.

Ale racje stojące za obiema postawami są podobne i podobnie stoją w sprzeczności z wiedzą naukową. Rotkiewicz skupia się na antyGMOwych szarlatanach, bo ze świecą szukać uczciwych naukowców zdolnych podać rozsądne argumenty na rzecz tezy o niebywałej szkodliwości GMO.

Co więcej tekst Dunin to przydługa wariacja na temat "nie mam nic przeciwko GMO, no ale korporacje". Ten argument sam w sobie nie jest bez sensu, a na pewno nie jest zupełnie bez sensu. Tylko znowu - tu znowu panuje pełna symetria między szczepionkami, czy szerzej wytworami Big Pharma, a GMO. To nie jest tak, że korposy produkujące szczepionki są jakoś bardziej szlachetne i uczciwe od tych zajmujących się tworzeniem GMO.

A jednak Dunin jakoś nie szanuje antykorporacyjnego argumentu antyszczepionkowców, mimo, że on też jest w użyciu. Ciekawe dlaczego tutaj nie widzi podzielonych racji?

No i ten argument jest z płaszczyzny doskonale ortogonalnej do dyskusji o szkodliwości GMO. Większość ruchów antyGMO nie robi nic by zawalczyć z tym źrodłem potencjalnych patologii. Przecie wielki korpos produkujący organic food nie jest bardziej chętny zwiększeniu regulacji państwowych w obszarze produkcji żywności, niż Monsanto.

Slwstr2 Comments