Etyka migracji

Praktycznie w każdej dyskusji o migracji, które to dyskusje w ostatnich latach przestały być dyskusjami akademickimi, a stały się istotnym elementem tak zwanej debaty publicznej, da się, z grubsza, wyróźnić trzy postawy:

  • antymigracyjną
  • promigracyjną
  • prawdo-pośrodkową

Nietrudno zrozumieć postawę antyimigracyjną - jej przedstawiciele zasadniczo widzą głęboki problem, a nawet zagrożenie, w samym fakcie przemieszczania się ludzi między krajami. Snują wizje cywilizacyjnej zagłady, lub seksualnego zawłaszczenia własnych kobiet, których ciała należą do lokalnych mężczyzn.

Obecny skrajnie prawicowy i ksenofobiczny rząd Polski jest przykładem takich postaw. Nawet w obliczu migracji ludzi uciekających przed głodem, wojną czy innymi formami śmierci, pozostaje niewzruszony. Minister Beata Kempa, organizująca sobie za pieniądze podatnika wycieczki, w ramach których pomaga na miejscu cykając selfiki, jest doskonałą ilustracją tej postawy w działaniu.

Postawa promigracyjna sprzeciwia się narzucaniu istotnych ograniczeń migracji. Z zagrożeniami i problemami, które mogą się w jej wyniku pojawić, sugeruje walczyć na miejscu - docelowym dla migranta. Ewentualna przemoc seksualna ze strony migrantów to, jak każda przemoc seksualna, problem dla policji i wymiaru sprawiedliwości. Tak zwana integracja kulturowa to wyzwanie nie różniące się istotnie od innych problemów związanych z utrzymaniem społecznej spójności, które przecież pojawią się regularnie nawet w obliczu braku migracji, choćby z inherentnej tendencji społeczności kapitalistycznych do pogłębiania się rozwarstwienia dochodowego, za czym postępuje rozwarstwienie społeczne w szerszym sensie.

słabe.png

No i jest trzecie grupa. To ludzie, którzy, gdy im pokazać skutki wojny jako przykład tego, do czego prowadzi zamykanie przed migrantami granic, oburzają się na redukowanie złożonego problemu do zaszczucia zdjęciem martwych dzieci.

Ich postawa to w skrócie: uciekającym przed wojną dajmy pomoc, reszcie won. Przy czym i ci uciekający przed wojną w tej optyce mają mieć zwykle mocno ograniczoną swobodę poruszania - na przykład do obszaru pierwszego bezpiecznego kraju.

Czy to złożone podejście do złożonej sytuacji jest jednak moralnie usprawiedliwione?

Migracja jako prawo człowieka

carens.png

Joseph Carens, profesor nauk politycznych na University of Toronto, uważa, że nie. W swojej wydanej w 2013 roku książce The Ethics of immigration wydanej przez Oxford University Press pokazuje, że po pierwsze nawet przyjmując konwencjonalny pogląd, że kraje mają prawo ograniczać migrację, normy leżące u podstawy demokracji liberalnych jako takich czynią większość tych ograniczeń nieuzasadnionymi; po drugie sam ten pogląd konwencjonalny o prawie państw do kontroli migracji jest wątpliwy na gruncie etycznym.

Pogląd konwencjonalny

Zgodnie z tym poglądem państwa mają prawo narzucać warunki migrantom. Zarazem jednak pogląd ten wskazuje zwykle wyraźnie ograniczenia państwa w kontroli wjazdu: państwo nie ma prawa ograniczać prawa do wjazdu swoim własnym obywatelom, zaś głównym sposobem na pozyskanie obywatelstwa jest urodzenie się na terenie państwa.

Pojawia się pytanie o źródła prawa ius sanguinis, które nadaje obywatelstwo dzieciom obywateli. Według Carensa wywieśc je można z rozsądnego oczekiwania, że takie dziecko stanie się społecznym członkiem wspólnoty tworzonej przez innych obywateli. To samo uzasadnienie może wyjaśniać drugie z dwóch głównych źródeł obywatelstwa: ius soli, czyli nabywanie obywatelstwa przez każde dziecko, które urodzi się na terenie danego państwa, nawet jeśli jego rodzice nie są obywatelami danego państwa.

Jeśli teraz bycie członkiem społeczności jest źródłem prawa do przekraczania granicy, a więc znosi prawo państwa do ograniczania migracji swoich obywateli, to, jak argumentuje Carens, wynika z tego, że migranci przebywajacy kilka lat na terenie państwa, także zaczynają należeć do grupy ludzi, wobec których państwo traci prawo do regulacji ich migracji. Powód jest prosty - długotrwały pobyt w danej społeczności siłą rzeczy prowadzi do wytworzenia przez migranta licznych związków z lokalną społecznością, które w całości konstytuują jego społeczne członkostwo w lokalnej wspólnocie.

Jeśli migrant wytworzył społeczne związki z krajem swojego przebywania, a więc osiagnął to, co domyślnie leży u podstawy ius saguinis i ius soli, to należą się mu te same prawa - między innymi swoisty immunitet od prawa państwa, którego członkiem społecznej tkanki się stał, do kontroli jego wjazdu lub przebywania. - nie zależy to od jego legalnego statusu, a więc czy jest migrantem legalnym czy nielegalnym.

Co więcej, w przypadku takich migrantów próby regulacji ich pobytu, włącznie z deportacją, na gruncie takim jak:

  • posiadanie nie-liberalnych lub nie-demokratycznych postaw
  • konieczność zrzeczenia się obcego obywatelstwa
  • posiadanie "dobrego charakteru"
  • posiadanie dostatecznych środków do życia
  • przejścia testów na społeczne kompetencje

...byłyby formą dyskryminacji łamiącą fundamentalne reguły liberalnej demokracji takie jak wolność sumienia, niedyskryminowania biednych czy niewiązania obywatelstwa z kompetencjami.

Podsumowując: akceptując racjonalne przesłanki za źródłem prawa do obywatelstwa widzimy, że powinno też ono być w zasadzie automatycznie przyznawane każdemu migrantowi, który wytwarza społeczne związki ze społecznością kraju do którego migrował, zaś próba ograniczenia jego praw jest formą niedozwolonej w liberalnej demokracji dyskryminacji.

Pogląd niekonwencjonalny

A co jeśli ów konwencjonalny pogląd, że państwa mają fundamentalne prawo kontrolować migrację przez swoje granice, jest błędny? Carens ma trzy argumenty na rzecz tej tezy wynikające z:

  1. indywidualnej wolności;
  2. równości możliwości;
  3. istotnej ekonomicznej, społecznej i politycznej równości na poziomie globalnym.

Liberalne demokracje siłą rzeczy przypisują osobistej wolności fundamentalne znaczenie (dlatego nazywamy je demokracjami liberalnymi). Wolność ta obejmuje między innymi wolność do poruszania się. Zasadniczo uznaje się, że państwa będące liberalnymi demokracjami nie mogą ograniczać swoich obywateli w podróżowaniu czy osiedlaniu się gdzie chcą w granicach swojego państwa. Ale przesłanki na rzecz tej tezy, które sprowadzają się do uznania, że wolność do podróżowania i osiedlania się jest niezbędna dla posiadania osobistej wolności jako takiej, stosują się równie dobrze to kwestii migracji między krajami.

W istocie, mieszkańcy biednych krajów mają nawet większy interes w posiadaniu prawa do migracji do bogatszych krajów, niż mieszkańcy bogatych krajów mogą mieć w prawie do przemieszczania się w obrębie swoich bogatych krajów.

Mnie osobiście za najbardziej przekonujący wydaje się argument z równości możliwości: przypisanie szczególnego prawa do pobytu na terenie danego kraju jego obywatelom, a odmówienie go migrantom, niczym się nie różni od nieuzasadnionych, klasowych przywilejów w państwach feudalnych. Przyjecie argumentu o prawie do kontrolowania migracji ludzi pozbawionych jus sanguinis, to ten sam rodzaj fundamentalnej dyskryminacji, co pozbawienie ludzi praw bo urodzili się w złej kaście, czyli ze złymi rodzicami.

Ostatni argument - z globalnej równości, jest chyba najprostszy. Odrzucenie prawa państw do kontroli migracji, to odrzucenie ich prawa do utrzymywania globalnych nierówności.

A więc owszem, kwestia migracji to żłożony problem, zaś jej złożona analiza powinna wzbudzić w nas podejrzliwość wobec prawa do jakiejkolwiek regulacji migracji.

Slwstr9 Comments