2017/2018

2017 był rokiem gdy postanowiłem przestać pisać bloga, a zacząć robić zdjęcia lepiej. Wciąż niezbyt mi to wychodzi. Natomiast jeśli chodzi o powody zamknięcia bloga, to są dość złożone. Jednym z nich było, że stało się to męczące. Padłem ofiarą pragnienia lajków - pisanie bloga splątało się z warunkowaniem, jakiemu poddał mnie fejsbuk przez kilka lat użytkowania. W sumie wstydziłbym sie o tym pisać, ale ten sam problem mają dosłownie setki milionów ludzi.

Facebook w szczególności, a inne social media w ogóle, to co do zasady szkodliwy ściek, który dla mózgów użytkowników jest tym, czym papierosy są dla płuc palaczy. 2018 jest rokiem, gdy już nikt jako tako przytomny nie może żyć w dalszej nieświadomości tych faktów.

Justin Rosenstein – twórca facebookowego przycisku do polubienia – w artykule z Guardiana'Our minds can be hijacked': the tech insiders who fear a smartphone dystopia” wyznaje, że stworzona przezeń funkcja jest niczym innym, jak elementem rosnącego arsenału narzędzi wykorzystywanych przez duże internetowe korposy w celu hakowania ludzkich umysłów.

I nie jest to żadna metafora. Firmy takie jak Facebook (ale też Google i masa mniejszych internetowych bytów żyjących z handlowania reklamami) inwestują duże środki w badania nad tym jak przejmować kontrolę nad uwagą swoich użytkowników. Sposób w jaki projektowane są te aplikacje i serwisy wykorzystuje podobne zasady warunkowania, co hazard: zmienną nagrodę. Jak ujmuje to autor Guardiana: gdy dostajesz notyfikację, spieszysz sprawdzić co się za nią kryje, bo nie wiesz, czy będzie to seria lajków, interesujący update, a może nic szczególnego – na przykład reklama.

Inny przykład: gdy w Facebooku pracowano nad ikonkami notyfikacji początkowo nadano im stonowany, błękitny kolor, który estetycznie dobrze komponował się z resztą interfejsu. Analizy wykazały jednak, że nikt wtedy w nie nie klikał. Kolor zmieniono na krwistoczerwony i zaangażowanie poszybowało. Praktycznie nikt nie jest w stanie zignorować takiego sygnału.

To mała rzecz, ale pokazuje jak to wszystko działa: krok za krokiem, element za elementem, w internecie budowane są złożone systemy przejmowania naszej uwagi, które w coraz bardziej wyrafinowany sposób nas ubezwłasnowolniają.

Rosenstein wyznał także, że gdy kupuje nowego iPhone, prosi swojego asystenta o aktywację funkcji kontroli rodzicielskich tak, by uniemożliwić pobieranie pewnych rozpraszających jego uwagę aplikacji. Dla wielu to pewnie objaw ostatecznej utraty kontroli.

Dla mnie ten element wyznań Rosensteina był raczej pozytywny. Jako że moje wyobrażenia na temat natury wolnej woli są ukształtowane przez poglądy filozofa Daniela Dennetta, ustawianie takich zewnętrznych mechanizmów kontroli własnego zachowania traktuję jako przejaw ekspansji wolności, nie jej redukcji.

Ale większość ludzi, jak mniemam, nie będzie sobie w stanie takich kontroli narzucić.

W tym samym artykule znajdujemy wyznania Nira Eyala, które żyje między innymi z konsultowania firm w Dolinie Krzemowej co do sposób przejmowania kontroli nad ludzką uwagą. W ostatnim czasie zaczął zwracać uwagę na to, że jego praca może nie być do końca moralnie neutralna. Na jednej z konferencji mówił o ryzyku i odpowiedzialności tych, którzy zajmują się persuasive design.

Swoje wystąpienie zakończył własnymi trickami, jakich używa do odzyskania częściowej chociaż kontroli nad swoim zachowaniem w sieci – między innymi instalacją wtyczek blokujących pewne funkcje społecznościowe, a także aplikacji przyznającej punkty za niekorzystanie z telefonu. We własnym domu podłączył router internetowy do timera, który odcina w określonych godzinach prąd, tym samym uwalniając jego rodzinę od nieustannego dostępu do internetu.

Kolejne wyznanie: Leah Pearlman, która kiedyś pracowała jako product manager w Facebooku, a dziś jest ilustratorką. To ona w 2009 roku ogłaszała na facebookowych blogu wprowadzenie lajków jako funkcji. Dziś nie tylko na swoim komputerze ma zainstalowane wtyczki blokujące Facebooka i jego skrypty metastazujące po całym internecie, ale też zatrudnia managera od prowadzenia swojej strony facebookowej, bo nie chce mieć żadnego osobistego kontaktu z serwisem.

Pearlman jest też bohaterką artykułu „The Rise of the Like Economy” opublikowanego na The Ringer. Wspomina on o ciekawych badaniach nad psychologią odbioru lajków. Przykładowo gdy pokazywano grupom nastolatków to samo, nieszczególnie ciekawe zdjęcie, ci z nich, którzy widzieli, że otrzymało ono dużo lajków, byli znacznie bardziej skłonni też je polajkować.

Prawdodpobnie nie powinno nas to szczególnie zaskakiwać, ale ludzie to często naprawdę dość proste i przewidywalne maszyny, którymi łatwo sterować banalnymi sztuczkami.

Dziś te sztuczki wykorzystywane są na masową skalę przez pozbawione skrupułów, motywowane wyłącznie zyskiem kapitalistyczne konstrukty korporacyjne. W symbiozie z nimi żyją podmioty żywotnie zainteresowane rozkładem takich struktur jak liberalne demokracje, co widzieliśmy na przykład w USA czy Polsce, gdzie do władzy doszli odpowiednio pomylony kleptokrata i skrajna prawica. Wszystko w dziwnej synergii z interesami Rosji, w której działały farmy trolli eksploatujące social media celem wprowadzania zamętu i masowej dezinformacji w zachodnich społeczeństwach.

Social media, na co wskazuje coraz więcej badań, nie tylko pozbawiają ludzi autonomii, mają też destrukcyjny wpływ psychologiczny, prowadząc do podniesienie poziomu lęku czy obniżenia poczucia własnej wartości.

Bezrozumne w istocie algorytmy kształtują na masową skalę nasze wyobrażenia o świecie, serwując użytkownikom zniekształcony obraz rzeczywistości, rzekomo przystosowany do ich oczekiwań, co jest eleganckim eufemizmem na nazwanie zmechanizowanej produkcji bąbla uprzedzeń.

Takoż, to ostatnia notka, do której link pojawia się na fanpagu mojego bloga. Ci co chcą go dalej śledzić, znowu śledzić, mogą używać staroświeckich metod - czytników RSS albo nawet ulubionych w swojej przeglądarce.

Zobczymy co z tego wyjdzie.

PS: wszystkie nieudane foty w tym wpisie są moje.

Slwstr18 Comments