Stereotyp

Stereotyp

Istnieje specyficzna forma usprawiedliwiania zaangażowania Kościoła katolickiego w ochronę gwałcicieli dzieci, która wypływa ze źle pojętej walki ze stereotypami. Należy z tym skończyć.

Kilka dni temu wrzuciłem na fanpage bloga link do wywiadu przeprowadzonego przez Krytykę Polityczną z Markiem Lisińskim, prezesem Fundacji „Nie Lękajcie Się” pomagającej ofiarom księży-pedofili. Najlepiej, byście teraz ten wywiad po prostu przeczytali, a potem tu wrócili. Jeśli jednak nie macie czasu, pragnę zwrócić waszą uwagę na fragment, w którym Lisiński przedstawia swoje doświadczenia ze swoistym kościelnym sądem, który Kościół, zgodnie z wytycznymi Watykanu, ma powoływać w sytuacjach podejrzenia, że dochodziło do, jak oni to eufemistycznie nazywają, nadużyć kapłanów:

Jak wyglądało przesłuchanie w sądzie biskupim?

Trwało prawie trzy godziny. To był koszmar. Pamiętam duży stół, za którym siedzieli księża. To wszystko było tak urządzone, żeby składający zeznania czuł się malutki. Zacząłem się bać, trząść. Potem przez trzy tygodnie nie wychodziłem z domu. Musiałem nie tylko ze szczegółami przywołać te zdarzenia, ale też bronić się przed zarzutami, które postawił mi sprawca. To nie była rozmowa o jego czynach pedofilskich tylko o tym, czy okradłem skarbonkę w kościele. Pytano też o grupę anonimowych alkoholików, którą założyłem w swojej miejscowości. Sprawca uważał, że ten fakt podważa moją wiarygodność. Oskarżył mnie o to, że wtedy jako dziecko pożyczyłem od niego pieniądze, że mu ich nie oddałem i dlatego po tylu latach założyłem mu sprawę. To brzmi absurdalnie, prawda? Nikt z własnej inicjatywy nie próbowałby przypomnieć o sobie komuś, komu jest winny pieniądze.

Byłeś tam sam, czy ktoś cię wspierał prawnie lub psychologicznie?

Do tej pory było tak, że ofiara musiała zeznawać sama, bez żadnego wsparcia – według nowych wytycznych Konferencji Episkopatu Polski będzie mógł jej towarzyszyć psycholog, zaufana osoba albo prawnik. To ważna zmiana, bo ja jako ofiara nie umiałem zareagować na to, że to przesłuchanie nie dotyczyło w głównej mierze czynów pedofilskich sprawcy, tylko mojego późniejszego życiorysu.

Skąd sprawca miał wiedzę o twoich późniejszych losach?

Jeździł po miejscowościach, w których mieszkałem. Nie tylko zbierał plotki na mój temat, ale też rozsiewał własne, robiąc ze mnie złodzieja i przestępcę. Nie wiedziałem, jak się bronić przeciwko tym pomówieniom. Chciałem w desperacji jechać do swojej miejscowości, stanąć na ryneczku i krzyczeć, ale wiedziałem, że to nic nie zmieni. Sprawca rozmawiał z członkami mojej rodziny i władzami. Posunął się do tego, że pojechał do jednej z moich sióstr, a drugą nagabywał. Szukał kontaktu z moimi synami! Pod wpływem jego wizyty pani burmistrz napisała mi w mailu: Panie Marku, Pan Bóg kazał przebaczać… Byłem znany w tej miejscowości, bo kiedy przestałem pić, to zacząłem działać społecznie, tworzyłem różne grupy wsparcia. Sprawca chciał podważyć mój autorytet. (…)

Wytyczne Episkopatu nie spełniają zachodnich standardów dla takich dokumentów – kluczowym trikiem w nich jest to, że całą odpowiedzialność ponosi sprawca jako osoba fizyczna. Czyli Kościół najpierw chroni takiego sprawcę, tuszuje jego czyny, przenosi go z parafii na parafię, a kiedy rzecz się wyda, to pozbywa się odpowiedzialności za wszystko i ofiary nie mają do kogo zwrócić się o zadośćuczynienie. W wytycznych zapisano też pomoc psychologiczną lub prawną ze strony Kościoła. Naprawdę mamy uwierzyć, że sprawę zadośćuczynienia dla ofiary instytucji poprowadzi prawnik wynajęty właśnie przez tę instytucję? Ponad sto ofiar zgromadzonych wokół Fundacji mówiło w tej sprawie jednym głosem: nie życzymy sobie tego rodzaju pomocy od Kościoła, którego pracownicy nas krzywdzili, bo ten kto płaci, może manipulować. Był taki przypadek w Bydgoszczy: mecenas Kościoła proponował ofierze, że będzie ją reprezentował wobec sprawcy pod warunkiem, że ta osoba zrzeknie się żądania odszkodowania od samego Kościoła jako instytucji.

Kontrowersyjnym punktem wytycznych jest też pomysł przeprowadzania wizji lokalnej. Dla ofiary to koszmar. Wiele osób nie jest w stanie wrócić w miejsce gwałtu – a do tego, o tym czy będzie to konieczność, ma decydować Kościół. Jak można w ogóle czegoś takiego wymagać? (…)

Kościół naprawdę nie może być sędzią we własnej sprawie. Dlatego chcemy neutralnej, niezależnej komisji, która będzie ustalała, co się stało, jakie ma być zadośćuczynienie, jak należy chronić następne dzieci. To państwo powinno reprezentować interesy ofiar skrzywdzonych przez potężną instytucję. W Irlandii, Niemczech, Belgii, Holandii takie komisje wypracowały rzetelne raporty i wytyczne. Wyniki ich prac były w każdym z krajów szokujące – za każdym razem okazywało się, że sprawców jest wiele tysięcy, np. tak było w Australii, gdzie okazało się, że w niektórych zakonach sprawcy stanowili nawet 30% wszystkich zakonników.

Zwracam waszą uwagę na ten fragment, bo pokazuje on istotny wymiar kościelnej pedofilii: nie jest ona li tylko jednostkowymi aktami, w których jakaś anonimowa ofiara jest czasami latami gwałcona przez pojedynczego księdza. Jest ona zjawiskiem systemowym, w którym ten odziany w sutannę gwałciciel jest otoczony parasolem ochronnym stworzonym wysiłkiem całej instytucji.

Wrzuciłem ten link na Facebooka z dopiskiem, który obejmował uwagę, że Kościół jest żywotnie zainteresowany tym, by księża bezkarnie mogli sobie poruchać dzieci (mniej więcej, nie pamiętam teraz jak to dokładnie było zapisane). Najwyraźniej to nieeleganckie określenie uraziło czyjeś uczucia, bo post został zgłoszony, a Facebook dbający o standardy społeczności przychylił się do zgłoszenia, usunął post i dał mi kilkudniowego bana.

Nie dziwi mnie to aż tak, w sumie po firmie, która nie uznaje za stosowne usunąć szybko filmiku pokazującego jak się morduje człowieka (historia sprzed kilkunastu dni), mogę się spodziewać, że znajdzie siły, by dbać o uczucia obrońców kościelnej pedofilii i w tym kontekście reagować szybko.

Tak czy siak, gdy napisałem o tym w kolejnej wrzutce, zaznaczając, że Kościół to największa organizacją zajmująca się reprezentacją interesów pedofilii domagających się prawa do gwałcenia dzieci, pojawiło się kilka komci wpisujących się w pewien trend. Oto jeden z nich:

Rozumiem, że masz jakieś badania, opublikowane w recenzowanych czasopismach naukowych, udowadniające, że częstotliwość występowania gwałcicieli wśród księży jest statystycznie istotnie większa niż dla ogółu społeczeństwa oraz większa niż dla każdej innej przebadanej grupy zawodowej? Bo jeśli nie to wybacz, ale potraktuję te rewelacje podobnie jak tezy o 98% skuteczności witaminy C w leczeniu raka.

Czas wyjaśnić pewne rzeczy.

Kiedy jakiś ksiądz gwałci jakieś dziecko, to czyn ten sam w sobie jest oczywiście odosobnionym przypadkiem, dokładnie tak samo, gdy jakiś szkolny woźny gwałci jakiegoś ucznia.

Gdy następnie obie te ofiary gwałtu, próbując opowiedzieć o swojej gehennie otoczeniu, są zbywane, nie dowierza się im lub oskarża o kłamstwo, to mamy niewątpliwie do czynienia z analogiczną sytuacją, gdy dziecko pada ofiarą specyficznej przemocy swojej społeczności, która z różnych powodów zwykle przedkłada słowa oprawcy nad słowa jego dziecięcej ofiary.

Tu jednak podobieństwa się kończą.

Ksiądz nie tylko może korzystać z ogólnej niechęci do pomagania ofiarom gwałtów, zresztą nie tylko pedofilnych, on korzysta z pomocy Kościoła, instytucjonalnej pomocy, która jest też silnie zrośnięta z nieformalną pomocą wynikłą z politycznej pozycji Kościoła, jak i lokalnych struktur władzy, w których funkcjonują kościelni pracownicy.

Pozwólcie, że zilustruję przykładami.

Kościół wszędzie gdzie tylko mógł zajmował się nie walką z patologiami, a przenoszeniem oprawców z parafii do parafii. Tak było w Irlandii:

The report found that molestation and rape were "endemic" in boys' facilities, chiefly run by the Christian Brothers order, and supervisors pursued policies that increased the danger. Girls supervised by orders of nuns, chiefly the Sisters of Mercy, suffered much less sexual abuse but instead endured frequent assaults and humiliation designed to make them feel worthless.

"In some schools a high level of ritualised beating was routine ... Girls were struck with implements designed to maximise pain and were struck on all parts of the body," the report said. "Personal and family denigration was widespread."

The report concluded that when confronted with evidence of sex abuse, religious authorities responded by transferring offenders to another location, where in many instances they were free to abuse again.

Tak było w USA, gdzie z kolei jeden z arcybiskupów wprowadził innowacyjne rozwiązanie – wypłatę 20 tysięcy dolarów (!) w zamian za opuszczenie stanu kapłańskiego:

Cardinal Timothy M. Dolan of New York authorized payments of as much as $20,000 to sexually abusive priests as an incentive for them to agree to dismissal from the priesthood when he was the archbishop of Milwaukee.

Jakby to nie dotarło: Kościół w USA de facto płacił gwałcicielom za gwałty na dzieciach.

W Australii tysiące księży zajętych było gwałceniem dzieci, ich przełożeni zajęci byli tym, by nikt im nie przeszkadzał w uciechach:

Furness said the accounts of the experiences of the survivors in numerous hearings "were depressingly similar".

"Children were ignored or, worse, punished. Allegations were not investigated. Priests and religious [figures] were moved. The parishes or communities to which they were moved knew nothing of their past. Documents were not kept or they were destroyed," she said.

"Secrecy prevailed, as did cover-ups. Many children suffered and continue, as adults, to suffer from their experiences in some Catholic institutions."

Podsumowując:

  • człowiek zostaje dobrowolnie księdzem, członkiem dość silnie scentralizowanej, sformalizowanej i globalnej instytucji
  • ksiądz brutalnie gwałci dziecko
  • dziecko, o ile w ogóle powie o swoim dramacie, jest ignorowane przez otoczenie
  • jeśli władze kościelne dowiedzą się o sprawie, zastraszą ofiarę, straumatyzują ją ponownie, sprawcę przeniosą gdzieś, gdzie będzie mógł brutalnie gwałcić inne ofiary
  • wszystko to zrobione będzie przez innych księży i urzędników kościoła, z których większość oczywiście nie będzie pedofilami
  • komcionauta na jakimś blogu napisze, że jest niegodziwością obarczać członków tej sformalizowanej i scentralizowanej instytucji o współodpowiedzialność za brutalne gwałty na dzieciach. Są przecież jak woźni, którzy nie ponoszą żadnej współodpowiedzialności za czyny innych woźnych, są po prostu grupą zawodową bez większych struktur, wpływów politycznych, sieci placówek pozwalających przenosić się z jednego pedofilnego żerowiska na drugie.

Pozwolicie, że pozostanę przy swoim stanowisku – nie ma tu żadnej analogii. Kościół jako instytucja, swoimi działaniami przez dziesiątki lat w wielu krajach, a więc na skalę globalną, udowodnił, że albo naprawdę zależy mu na umożliwieniu bezkarnego gwałcenia dzieci, albo zależy mu na innych rzeczach, jak tak zwane dobre imię, i w walce o te rzeczy gotów jest pomagać w bezkarnym gwałceniu dzieci.

To nie stereotyp, to mechanizm działania instytucji.

Zderzenie ze standardami społeczności

Zderzenie ze standardami społeczności

Alien: Covenant

Alien: Covenant