"I watch it for the plot"

"I watch it for the plot"

In space no one hear you workout

Trafiłem niedawno na Reddicie na taki wątek:

 
 

Zaśmiałem się, ale tym co w nim było naprawdę urocze, to nie tyle ironiczne docenienie pewnych walorów Amosa – jednego z bohaterów The Expanse, co raczej fakt, że nawet ten wątek szybko przerodził się w dyskusję o tym na ile realne było, by ktokolwiek mógł mieć takie ciało spędzając większość czasu w warunkach obniżonej grawitacji.

Wychodzi na to, że w świecie przedstawionym serialu jest to realne:

 
 

Nim poświęcę więcej słów owemu światu, jescze jedna rzecz związana z męskimi torsami: gdy zacząłem oglądać The Expanse, to początkowo zmartwiłem się, że będzie to maczystowskie SF. Serial obraca się wokół losów załogi statku Rocinante, która w 75% posiada penisy. Troszkę się niepokoiłem, że dostanę serial zbyt klasyczny w formie.

Moje niepokoje okazały się ostatecznie nieuzasadnione. I choć obsada pozostaje raczej zmaskulinizowana, to mniej niż się obawiałem. Serial wyraźnie unika traktowania kobiet jak rekwizytów, w tym seksualnych rekwizytów. Co przekłada się na to, kto pokazuje w tej serii sutki. Może coś przegapiłem, ale jeśli już ktoś to robi, to raczej faceci.

Oczywiście możliwe, że wynika to nie z głębszego zamysłu, a fejsbukopodobnej pruderii, a więc jest przejawem nie tyle chęci ucieczki od seksistowskich kliszy, co realizacją konserwatywnego ich aspektu. Ale inne aspekty serii skłaniają mnie do bardziej życzliwej interpretacji.

 

Rocinante

Co do załogi Rocinante, to The Expanse ma ciekawych bohaterów. Czasami są rysowani dość grubą kreską. Ale są to postacie spójne. Stopniowo poznajemy ich emocjonalny i etyczny rdzeń, ich psychologiczną specyfikę, jakieś tło doświadczeń, z którego wyłaniają się kształty ich charakterów pozwalające zrozumieć czemu postępują tak, a nie inaczej.

Nie są herosami, ale próbują postępować właściwie, lub choćby przyzwoicie. Trochę kojarzyli mi się z typem bohaterów, którymi swoje książki zaludnia Peter Watts, choć załoga Rocinante to raczej nie osobniki patologiczne (może poza lekkimi problemami adaptacyjnymi Amosa).

Świetne są także inne postacie, w tym absolutnie fantastyczna Chrisjen Avasarala, perfekcyjnie zagrana przez Shohreh Aghdashloo.

Moją ulubioną sceną z nią było, gdy w pewnym momencie pozwaliła sobie na piękną tyradę pod adresem problematycznego miliardera, w której udaje jej się zawrzeć w kilku zdaniach istotę korupcji demokratycznego systemu pożenionego z korporacyjnym kapitalizmem.

Chrisjen w akcji

"And please let him know that, if they can't, I will rain Hellfire down on them all; I will freeze their assets, cancel their contracts, cripple their business. And I have the power to do it, because I am the fucking hero who helped save Mother Earth from the cataclysm that Jules-Pierre Mao unleashed. Tell his children the government is more powerful than any corporation, and the only reason they think it feels the other way is because we poor public servants are always looking for some fat private sector's payoff down the road. And I'm not looking. And by the time they can pull the strings to force me out, it will be too late. Their family will be ruined. Their mother, their children, their children! All of them: pariahs! outlaws! Hunted and on the run for the rest of their days, until we find them, and nail each and every last one to the wall. Make sure you tell them that."

Serial ma jeszcze kilka takich złotych momentów.

Ale wszyscy ci bohaterowie, jak bardzo ciekawi by nie byli, nie zrobiliby takiego wrażenia gdyby nie świat, w którym ich osadzono. A jest nim jedna z bardziej drobiazgowych i ciekawych wizji przyszłości. A także jedna z bardziej realistycznych.

Nauka i licencja poetycka

Oczywiście pojęcie realizmu w kontekście futurystycznego SF jest zawsze podejrzane. Co właściwie ma ono oznaczać? Przecie nie wiemy jak będzie wyglądać przyszłość, więc jakim cudem możemy oceniać, czy jakaś wizja jest realistyczna, czy nie?

Zgoda. Pomijając interesujące wyjątki, takie jak 2001 Kubricka, które naprawdę okazało się realistyczne w tym sensie, że wizja przyszłosci tam przedstawiona nie rozbiegła się jakoś radykalnie z przyszłością, która się faktycznie zrealizowała, zwykle nie sposób sensownie oceniać przyszłościowych wizji, bo po czasie okazują się jednako chybione.

Niemniej niektóre są chybione co do zasady. Naprawdę trudno wyobrazić sobie by coś takiego jak międzygwiezdna cywilizacja zbudowana wokół napędu warp mogła powstać - nie pozwalają nam w to wierzyć podstawowe prawa fizyki.

Z kolei socjalistyczna utopia Star Treku, choć bardzo dla mnie pociągająca, cóż, też wydaje mi się wątpliwa w swym nieograniczenie optymistycznym charakterze.

miller-mobley_the-expanse-7.jpg

Bez whitewashingu

Gdy w drugim sezonie pojawia się postać Bobby Draper fani byli zachwyceni, że w rolę dobrze zbudowanej kobiety z polinezyjskimi przodkami zaangażowano dobrze zbudowaną kobietę z polinezyjskimi przodkami.

Najbardziej realistyczna w The Expanse jest ludzkość.

Warto przypomnieć, że SyFy, stacja produkująca The Expanse, to kanał, który w przeszłości między innymi wybielił Geda w swojej ekranizacji cyklu o Ziemiomorzu Ursuli K. LeGuin.

Foto: Miller Mobley dla Syfy

The Expanse ma swoją dawkę wizji o wątpliwej możliwości ziszczenia się. Serial dzieje się w czasach kolonizacji Układu Słonecznego. Ludzkość co prawda nie wynalazła napędu warp, ale udoskonaliła niebywale wydajność bardziej konwencjonalnych napędów odrzutowych. Do tego stopnia, że podróże między planetami i księżycami krążącymi wokół Słońca stały się równie wykonalne, co setki lat wczesniej morskie podróże między kontynentami.

Zajmują sporo czasu, ale nie stanowią już ogromnego technicznego wyzwania.

Poza tym serial stara się jednak trzymać rzeczywistości. Kosmiczne loty, oraz kosmiczne bitwy, szanują fizykę. Statki mają sztuczną grawitację jaką już dziś potrafimy wytwarzać - to jest przyśpieszenie wynikłe z działania napędu lub obrotu wokół własnej osi. Komunikacja ma postać wiadomości, nagrywanych zawczasu i wysyłanych w trwającą minuty lub dziesiątki minut podróż. Najcenniejszym surowcem w kosmosie jest woda i powietrze.

Nowy Jork zalany jest wodą z roztopionych lodowców. Ziemia to świat zniszczonego środowiska i ogromnych nierówności społecznych. Kolonie Pasa to zawieszone w pustce slumsy. Mars to względnie małe państwo zbudowane na niegościnnej pustyni o silnie zmilitaryzowanym społeczeństwie (coś nam to przypomina?).

The Expanse

Kocham czołówkę tego serialu. Jest w niej wszystko: ludzkie pragnienie ekspansji pomieszane z niepohamowanym niszczeniem własnego domu (zwróćcie uwagę co się dzieje ze Statuą Wolności):

Pewnie najbardziej nieoczekiwaną rekomendacją jakiej doczekało się The Expanse stanowił artykuł Daniela Dreznera, profesora z Tufts University zajmują się polityką międzynarodową, który w The Washington Post chwalił serial jako najlepszą telewizyjną serię o polityce międzynarodowej.

Uniwersum The Expanse ma ciekawą historię. Jego twórcy –  Daniel Abraham i Ty Franck – powołali je do życia jako świat, w którym miała rozgrywać się gra RPG. Gra nigdy nie powstała, ale powstał drobiazgowo zaprojektowany świat przyszłości. Zamiast wyrzucić ten konstrukt do kosza, Abraham i Franck osadzili w nim serię powieści SF, którą ostatecznie później zekranizował kanał SyFy.

Świat The Expanse to świat powoli gasnącej potęgi Ziemi. Mars, do niedawna jeszcze kolonia Ziemi, jest szybko się rozwijającym państwem. No i Pas - ogół kolonii na asteroidach, zamieszkany przez ludzi stanowiących wyrzutków dla Ziemi i Marsa. W Pasie coraz większą polityczną rolę odgrywa terrorystyczne i separatystyczne ugrupowanie OPA.

Wszystko to jest tłem dla intrygi i konspiracji, którą niezależnie odkrywa załoga Rocinante (będąca miksem ziemsko-marsjańsko-pasowym), oraz policjant z jednej z większych asteroid, szukający zaginionej córki biznesowego potentata. Nie będę spojlował i mówił o co chodzi, ale coś co zaczyna się jak dość stonowany, niemal detektywistyczny serial akcji, stopniowo grawituje w kierunku bardziej… ekspansywnej wizji.

 
 

Dwie serie The Expanse, które dotąd powstały, były dla mnie czystą przyjemnością w oglądaniu. Przypomniały mi jaką radość może dać dobrze zrobiona fantastyczna historia, sycąca wyobraźnię. Serial nie ma gigantycznego budżetu, ale chyba wychodzi mu to na dobre. Bo dzięki temu musi polegać na czymś innym, niż efekty i niekończąca się akcja. Doceniając walory Amosa mogę szczerze powiedzieć - oglądałem The Expanse przede wszystkim dla fabuły.

Dosłownie kilka dni temu produkująca serię stacja potwierdziła, że zamówiła trzeci sezon.

Hipertekst:

Wątek z Reddita

Art w Washington Post

O kastingu Bobbie Draper

Soundtrack na Apple Music

Alien: Covenant

Alien: Covenant

Zabójcze wakacje

Zabójcze wakacje