Światowej sławy dendrolog

Światowej sławy dendrolog

Nie wiem czy słyszeliście już o nowej książce Macieja Giertycha, wydanej przez wydawnictwo Fronda we współpracy z wydawnictwem… eee… Giertych. W Wyborczej artykuł na temat tej wybitnej publikacji napisał dr Szymon Drobniak, poleca się. Prymitywna, pseudnaukowa propaganda autorstwa Giertycha jest w tej chwili za darmo rozsyłana do polskich szkół.

Drobniak nazywa w pewnym momencie Macieja Giertycha światowej sławy dendrologiem. Odczytuję to jako zjadliwą ironię. Wpisanie Maciej Giertych do PubMed-u, największej bazy danych literatury naukowej, zwraca dosłownie jeden wynik – list do redakcji Nature, w którym światowej sławy dendrolog kwęka, że napisano o nim nieprawdę w innym numerze tego szacownego periodyku. Oczywiście PubMed to baza skupiona na literaturze z szerokopojętymi związkami z medycyną, więc dendrolog jest trochę usprawiedliwiony, że nie ma tam jego dorobku. Niestety wyszukanie w innych bazach daje kilka, czasami kilkanaście (to jest mniej, niż dwadzieścia) publikacji.

List Giertycha to reakcja na krótką notkę, która ukazała się w 2006 roku w Nature, a która dotyczyła naukowo-edukacyjnych aspektów szalejącej wówczas pierwszej #dobrejzmiany PiS-owskiej. To dość osobliwe wrażenie, gdy czytam zachodnią prasę piszącą o Polsce sprzed niemal dekady, widząc, jak niewiele się w istocie zmieniło (tłumaczenie moje):

„Teoria ewolucji to kłamstwo” sekretarz w polskim ministerstwie edukacji Mirosław Orzechowski powiedział Gazecie Wyborczej 14 października. „To błąd, który zalegalizowaliśmy jako powszechną prawdę”.

LPR weszła do koalicji rządzącej w maju 2006 roku. Jej przewodniczący Roman Giertych jest także znany z sympatii wobec kreacjonistycznych poglądów. To, tak jak jego otwarcie homofobiczne, antysemickie i nacjonalistyczne poglądy, wywołało protesty, gdy przyjął tekę ministra edukacji.

W tym samym artykule autor twierdzi, że ojciec Giertycha, będąc eurodeputowanym, lobbował za wprowadzeniem kreacjonizmu do polskich szkół.

To właśnie wywołało reakcję starego Giertycha, który w swoim liście do redakcji zaprzeczył jakoby taki lobbing miał miejsce. To mu jednak nie przeszkodziło zawrzeć w tym samym liście informacji, że ewolucja w istocie nie istnieje, zaś nauka jej przeczy. Przy czym naciskał, że jego poglądy są naukowo, nie religijnie motywowane.

Twierdził, że to uprzedzenia mediów sprawiają, że dowody na nieprawdziwość ewolucji są ignorowane. Jakie to dowody, zapytacie? Tworzenie ras, które Giertych nazywa mikroewolucją. Twierdzi, że towarzyszy temu zawsze utrata informacji genetycznej, więc nie może prowadzić do makroewolucji (to w ogóle nie jest prawdą).

Ale zostawmy na boku takie technikalia. Najpotężniejszy w jego liście jest argumentum ad smokum wawelskum, który zresztą ciagle jest przez niego powtarzany przy różnych okazjach, włącznie z najnowszą książką, która dała początek tej notce. Argument ten stwierdza, że ludzkie mity są pełne podań o ludziach i ich spotkaniach z wielkimi gadami, więc ludzie musieli żyć z wielkimi gadami na Ziemi jednocześnie, więc dinozaury żyły niedawno, więc nie ma ewolucji.

Nie wiem co w tym rozumowaniu bardziej przerażające, non sequitur, czy wiara w smoki, z którą zupełnie na serio zdradza się profesor zwyczajny, pracownik PAN-u.

Na koniec swojego listu Giertych rozprawia się z najmocniejszym dowodem na ewolucję, czyli tym, co dla wszystkich przytomnych biologów po prostu jest ewolucją obserwowaną na żywo: adaptacjami bakterii do życia w środowisku z antybiotykami.

Widzicie, jedna z kluczowych tez w pomylonej, pseudonaukowej wizji świata Giertycha to, że nie tylko nie ma ewolucji darwinowskiej, ale zamiast niej ma miejsce dewolucja, którą on rozumie jako wymieranie gatunków i znikanie informacji genetycznej. Giertych twierdzi, że mutacje zawsze są szkodliwe, nigdy nie mogą prowadzić do udoskonaleń.

Oczywiście mutacje, które warunkują odpornośc na antybiotyki są empirycznym sfalsyfikowaniem tej kretyńskiej teorii, są mutacjami dającymi korzyści mutantom, ale to nie zraża wybitnego dendrologa, jeśli fakty mu zaprzeczają, tym gorzej dla faktów.

Aczkolwiek Giertych w swoim liście do Nature wychodzi poza zwykłe wyparcie. Twierdzi, że mutacje dające bakteriom oporność na antybiotyki to nie ewolucja i tworzenie nowej informacji genetycznej, tylko proces analogiczny do wykształcania odporności immunologicznej w reakcji na choroby.

Ma częściowo rację – po prostu warunkiem odporności nabytej są przeciwciała, które organizm tworzy za pomocą komórek, które powstają w wyniku zachodzącej wewnątrz naszych ciał ewolucji darwinowskiej. Tak się składa, że mam o tym w miarę udaną notkę, więc odsyłam do niej. Giertych jako dowód na to, że nie ma ewolucji, daje przykład jednego z lepiej udokumentowanych procesów tworzenia informacji genetycznej de novo, jak i jej selekcji algorytmem ewolucyjnym. Taki geniusz, taki wybitny dendrolog.

List Giertycha, w którym bredzi on o dinozaurach żyjących na Ziemi w czasach historycznych, wywołał wiele reakcji ze strony czytelników Nature:

  1. Creationists pose political, not scientific, threat.
  2. Walking with dinosaurs? Not in the real world.
  3. Pseudoscience should not be published in Nature.
  4. Creationists weaken society's trust in scientists.
  5. There is no new evidence that undermines evolution.
  6. Claim of bias against critics is refuted by publication.
  7. A timely wake-up call as anti-evolutionists publicize their views.
  8. Creationist views have no basis in science.

Jerzy Bańbura z Uniwersytetu Łódzkiego, zwrócił uwagę, że choć Giertych wypiera się religijnych motywacji, jak wszyscy kreacjoniści odwoływał się do argumentów, dla których z jakiegoś powodu nie znalazło się miejsce w naukowych periodykach.

Brian Charlesworth z Uniwersytetu w Edynburgu, a wraz z nim 36 innych podpisanych pod jego listem, nazwał ignorancję Giertycha zapierającą dech w piersiach. Był też, jak inni, zszokowany, że Nature w ogóle wydrukowało list Giertycha. Zwraca uwagę, że biolodzy nie powinni tracić więcej czasu na takie pseudonaukowe ataki, niż przedstawiciele innych dziedzin tracą na obronę swoich fundamentalnych teorii.

Jak sami możecie sprawdzić, reszta reakcji była równie przyjazna wobec Giertycha.

Giertych nic nie zmienił w swoich poglądach przez kolejną dekadę. Jego majaki to ciągle ten sam zbiór wyświechtanych i gruntownie skompromitowanych nieprawd i fantazji.

Ok, powiecie, czy w takim razie nie jest bez sensu robić wielkie halo o pełną bredni książczynę, którą wszyscy specjaliści i tak uznają za bezrozumne bazgroły? Pomijając już fakt, że autor tych bazgrołów zajmuje stanowiska w szacownych polskich instytucjach badawczych, widać niepokojącą reakcję obecnego ministerstwa edukacji:

Resort jednak nie chce opowiedzieć się jednoznacznie po stronie biologów. "Różne wydawnictwa przesyłają do szkół różne rzeczy i nie możemy im tego zabronić. Faktem jest, że książka pana Giertycha nie jest podręcznikiem. W zakresie tego, jak i czy w ogóle z niej korzystać, liczymy na mądrość nauczycieli" - wyjaśnia Mirosław Sanek, dyrektor generalny MEN.

A to już jest bardziej przykre.

Piekło

Piekło

Epitafium Seikilosa

Epitafium Seikilosa