Jeden argument

Jeden argument

Dyskusja o aborcji jest niepotrzebnie skomplikowana. Większość argumentów nie jest doskonała – po obu stronach tak zwanego sporu aborcyjnego. Nie ma sensu spierać się o to, czy zarodki i płody to są ludzie, czy nie (w jakimś sensie są, w innych, w tym niektórych etycznie bardzo istotnych, nie). To po prostu abstrakcyjne, czasami dosłownie metafizyczne kwestie, których nie da się jednoznacznie rozstrzygnąć.

Ale nie ma to żadnego znaczenia dla dyskusji o tym, czy zakaz aborcji jest niemoralny.

To naprawdę proste. Żadne znane nam społeczeństwo nie wymaga przymusu donacji narządów. Oczywiście donacja niektórych narządów jest dość radykalnym działaniem. Nie można oddać serca zachowując swoje życie. Uważamy, że nie można wymagać takich poświęceń.

Ale wiele innych narządów można oddać bez tak daleko idących skutków. Można oddać płuco i przeżyć, można oddać jedną nerkę. Można oddać fragment wątroby lub trochę swojej krwi (tak, krew to też narząd, a przynajmniej tkanka o zdefiniowanej funkcji, którą można oddać).

A jednak uważamy, że nie można wymagać nawet takich poświęceń.

Przecież ten, kto otrzymuje pomoc, zwykle otrzymuje w ten sposób życie. Nie można na dłuższą metę przeżyć bez nerek, zaś na krótszą wiąże się to z ogromnymi niedogodnościami. Nie można przeżyć bez wątroby. W krytycznej sytuacji nie da się przeżyć bez przetoczenia krwi.

Tymczasem te poświęcenia, które ratują cudze życia, życia narodzonych, czujących ludzi, to często żadne poświecenia. Jakim poświęceniem jest oddać 20 minut swojego czasu po to, by pobrano od nas trochę krwi, która potem może uratować czyjeś zdrowie i życie?

A jednak panuje powszechna zgoda, że nawet zmuszenie do czegoś tak trywialnego jak donacja krwi, byłoby nieetyczne. Że ludzi można tylko prosić o oddanie krwi.

Tymczasem z jakiegoś powodu uważa się, że kobieta w ciąży musi oddać całe swoje ciało, swoją godność i autonomię, każdą chwilę z 9-miesięcy ciąży, żyjącemu w niej zarodkowi i płodowi, tylko dlatego, że alternatywą jest śmierć tego zarodka czy płodu. Że musi pogodzić się z tym, że umrze, jeśli ma nowotwór, bo rozpoczęcie leczenia zabije płód, więc nie wolno tego robić (choć nowotwór zabijając matkę i tak zabije tenże, jakże cenny dla niektórych, płód).

Tej samej kobiety, gdyby donosiła ciążę, chwilę po porodzie nie można by zmusić do oddania nawet mililitra krwi urodzonemu dziecku, choćby to było konieczne dla ratowania tegoż dziecka. Czy to nie zadziwiający paradoks?

Innymi słowy, zakaz aborcji dosłownie traktuje kobiety w ciąży jak wory na płody. To ich jedyna funkcja, która momentalnie unieważnia ich całe człowieczeństwo.

Nikt w tym kraju nie może cię zmusić, żebyś poszedł oddać krew, mimo, że przez to realnie umierają narodzeni ludzie.

Mało tego, w tym kraju nie wolno oddać ci dobrowolnie nerki komukolwiek innemu, niż członkowi rodziny. A nawet to wiąże się z wieloma obostrzeniami i kontrolą psychologa:

Osoba, która chce zostać dawcą nerki musi podjąć swoją decyzję świadomie, dobrowolnie (co potwierdza badanie psychologa), a nie na skutek presji rodziny, czy biorcy. Decyzja o oddaniu nerki nie może być podyktowana chęcią zysku i musi być wyrażona w formie pisemnej. Na każdym etapie przygotowań, nawet tuż przed operacją, potencjalny dawca, może się wycofać bez podawania przyczyny. 

Ale wkrótce każda kobieta będzie musiała być gotowa umrzeć, żeby tylko lekarze przypadkiem nie uszkodzili zarodka lub płodu w jej wnętrzu, próbując ratować jej życie. Nikt się nie będzie upewniał, czy chce umierać.

Co z tego, że aborcja zabija płody? Brak przymusu donacji krwi zabija tysiące ludzi, którzy przeżyliby, gdyby banki krwi pełne były tkanki utoczonej pod przymusem z nawet niechętnych temu donatorów, wszystko w imię ochrony życia.

Ale tak nie jest. Czemu? Życie narodzonych mniej cenne?

Jeśli na serio wierzysz, że zakaz aborcji jest moralny, jesteś nieludzko głupi, lub nieludzko niegodziwy. To naprawdę tak proste – albo każdy wbrew swojej woli musi oddawać swoje ciało dla dobra innych, albo nikt nie powinien tego robić. Teraz próbuje się zmusić tylko jedną specyficzną grupę do przymusowych poświęceń: kobiety w ciąży.

To próba zamienienia ich w żywe reaktory biologiczne, dostarczające, czy tego chcą czy nie, tkanek i substancji odżywczych hodowanym w nim płodom.

Tak, hodowanym płodom. Bo jeśli człowieka zamienia się w pozbawiony własnej woli wór na płody, nie mówmy dłużej o macierzyństwie, rodzicielstwie i innych takich farmazonach. Mówimy o hodowli płodów w biologicznych pojemnikach, o prawdziwie szatańskiej, okrutnej biotechnologii.