Głośne kłamstwa

Głośne kłamstwa

Najbardziej niepokojącą wiadomością związaną z aborcją jest moim zdaniem ta:

Najwięcej zwolenników zaostrzenia ustawy aborcyjnej jest wśród 18-24-latków. W tej grupie wiekowej postawa pro-life jest częstsza niż w pozostałych - wynika z sondażu CBOS.
 

Postawy osób w grupie wiekowej 18-24 lata
 

Z czego wynikają te nieludzkie postawy (aż 65% jest za zaostrzeniem obecnej ustawy)? Moim zdaniem jednym z czynników jest zmasowana akcja propagandowa, prowadzona od co najmniej dwóch dekad w szkołach, gdzie szczególnie lekcje katechezy, ale czasami też innych przedmiotów, używane są do promowania odrazy do idei decydowania o sobie przez kobietę w ciąży, a także kłamliwego przedstawiania aborcji jako zabiegu okrutnego mordu na bezbronnym dzieciątku.

O jednej z takich lekcji mogliśmy przeczytać niedawno, praniu mózgu poddawała katechetka piątoklasistów:

Jak mówi jedna z matek, katechetka opowiadała szczegółowo o "mechanicznej" aborcji. - Dzieci usłyszały, że najpierw z ciała kobiety wyciąga się główkę, którą się odrywa od ciałka, a później pozostałe części - przytacza.

- Te dzieci mają po 11 lat. Dziewczynki nawet nie zaczęły jeszcze miesiączkować, a co dopiero mają wiedzieć o seksualności człowieka. Przejrzałam podstawę programową dla lekcji religii w podstawówce i nie ma tam słowa o takim temacie - denerwuje się inna mama.

Rodzice relacjonują, że dzieci zapytane o to, co działo się na lekcji, o swoje odczucia, odwracają się i nie chcą rozmawiać, zamykają się w sobie.

- Jedna z dziewczynek ma młodsze rodzeństwo. Ten przekaz zrozumiała w ten sposób, że ręce i nogi wyrywa się nie tylko płodom, ale też małym, żywym dzieciom. Pilnowała młodszej siostrzyczki w nocy, żeby rodzice nie zrobili jej krzywdy - mówi kobieta.

Na ilu lekcjach katechezy dzieją się takie rzeczy? Nie wiem. Pamiętam jednak, że podobnych bredni sam wysłuchiwałem, nie tylko na religii, ale i na przedmiocie, który bodaj miał mnie przygotowywać do życia w rodzinie. Nic na tym przedmiocie nie było o seksualności, za to bardzo dużo o małych żeberkach płodu odsłanianych łyżeczką abortera.

Gdy wrzuciłem informację o powyższej historii na Facebooka, wielu czytelników podzieliło się podobnymi doświadczeniami. Nie oszukujmy się, celem Kościoła katolickiego, a w każdym razie jego męskiej hierarchii, jest jak największe udręczenie kobiet. Cóż do tego się nadaje lepiej, niż kilka godzin w tygodniu z młodymi, chłonnymi na nienawiść umysłami, które poić można krwawymi wizjami okrucieństwa bezlitosnych aborterek?

Ruch zwolenników torturowania kobiet nie waha się uciekać do kłamstwa, widzieliśmy to ostatnio, gdy rozpętano nagonkę na lekarzy w szpitalu Madalińskiego. Mocno uszkodzony płód, po legalnej aborcji leżał pono godzinę i krzyczał.

Rzecz jasna cała historia jest wyssana z palca:

Już nie mogę słuchać, jak kolejne osoby opowiadają rzeczy, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Chodzi mi przede wszystkim o aspekty medyczne. Na przykład opowieści o tym, że płody rozczłonkowuje się na kawałki. To nieprawda. Tak się nie robi. Zawsze wywołuje się poród. W tym głośnym przypadku ze Szpitala Świętej Rodziny powtarza się w kółko opinie, że dziecko płakało przeraźliwie przez godzinę. Ono żyło 20 minut. (…)

Jeżeli żyje dwadzieścia minut, jest w stanie agonalnym. Jeżeli godzinę czy więcej, każdy sobie wyobraża, że faktycznie to dziecko mogło przeżyć i powinniśmy byli mu pomóc. To już stawia tę sprawę w innym świetle. Nawet jeżeli i tak nie mamy do czynienia z sytuacją czarno-białą. (…)

Poród jest przedwczesny od 22. tygodnia. Poronienie do 21. tygodnia i sześciu dni. Taka jest granica. Dlaczego o tym mówię? Bo to kwestia tego, od kiedy dziecko może przeżyć. Kiedy jest sens je ratować. Przy czym dzieci z 22. tygodnia nie przeżywają w ogóle. Są zbyt niedojrzałe. Ale kiedy dochodzi do przedwczesnego porodu po ukończeniu 22. tygodnia i rodzi się dziecko, to może mieć pojedyncze objawy życia. I tu pojawia się pytanie o to, co ono czuje i na jakim jest etapie życia. Zazwyczaj jest tak, że ma oznaki życia, dopóki nie jest przecięta pępowina. Za dziecko oddycha wówczas matka. Zaopatruje je w tlen za pomocą łożyska przez pępowinę. Takie dziecko nie ma możliwości przeżycia. Ma tak niewykształcone płuca, że nawet gdybyśmy włożyli rurkę do krtani, podłączyli do respiratora, to może przeżyć zaledwie parę godzin, bo wtłaczane powietrze nie przenika do krwi i nie będzie rozprowadzane do tkanek. Nic z tego nie będzie. Więc nie wkładamy rurki, tym bardziej w przypadku terminacji ciąży. Przecinamy pępowinę i dziecko może mieć dwa westchnięcia, dwa uderzenia serca. Także serce płodu i małego noworodka ma inną budowę niż dojrzałego dziecka. Ma inny typ włókien mięśniowych, znacznie łatwiej pobudliwych. Może mieć skurcze. I był taki przypadek, że serce dziecka uznanego za zmarłe nagle przyspieszyło. Tego dziecka nie udało się uratować. To pokazuje, że mięśnie pracują na innych zasadach.

Innymi słowy zwolennicy torturowania kobiet, którzy od tygodni rozgłaszają w mediach kłamliwe historie o horrorze dzieciobójstwa musieli słyszeć prawdziwie niemy krzyk. Samo w sobie byłoby to wstrętne, ale oni to robią w konkretnym celu: by sprawić, że lekarze będą zabijać, przez zaniechanie, kobiety w ciąży. A czasami tylko torturować, zmuszaniem do rodzenia dzieci takich, jakie musiała urodzić pacjentka Chazana, która tak mówiła o swoim doświadczeniu:

Powinniśmy pokazać zdjęcie naszego dziecka. Wodogłowie, brak części kości czaszki, w miejscu nosa dziura, rozszczepy kości policzkowej, wypłynięte oczy, brak powiek. Widok drastyczny. Ale może wtedy ludzie, którzy uważają, że prof. Bogdan Chazan uratował życie, zrozumieją, że tego życia nie można było ratować, że to dziecko nie było niepełnosprawne, takie, które można pielęgnować, leczyć, wozić na wózku. Po urodzeniu lekarze bali mi się je pokazać. Sami byli wstrząśnięci. A prof. Chazan przedłużył tylko jego agonię. Tak, powinniśmy pokazać to zdjęcie, ale bylibyśmy oskarżeni o obrażanie czyichś uczuć. Za to prof. Chazan może bezkarnie obrażać nasze uczucia, mówiąc, że chcieliśmy zabić własne dziecko. Wmawia opinii publicznej, że przerwanie ciąży ze wskazań medycznych to rozszarpywanie dziecka na kawałki. A „obrońcy życia” robią pikiety, wywieszają wystawy ze zdjęciami rozszarpanych płodów. Tak, takich zdrowych płodów, zdrowych dzieci, które jeszcze niedawno rozszarpywał prof. Chazan, który teraz swoje winy chce odkupić naszym kosztem. (…)

W panu Chazanie nie było litości, chrześcijańskiego miłosierdzia, jego decyzja była po prostu wyrokiem. Dla dziecka, dla mnie i dla całej naszej rodziny. Po urodzeniu nie interesował się naszym dzieckiem. Nikt, z ruchów pro-life też nie. A przecież wszyscy lekarze, biegli, konsultanci powiedzieli, napisali, że to dziecko nie ma szans na życie. Żadnych szans. Głowa była otwarta. Infekcja od razu. Nie wiem, co prof. Chazan chciał operować. Przeszczepiać mózg? Wodogłowie sprawiło, że mózg się nie rozwijał, była tylko jego cienka warstwa na zewnątrz, a w środku woda. (…)

W naszym dziecku nie było życia. Biło serce i tyle, mózg nie działał, bo był tylko jego niewielki fragmencik. Z deformacją twarzy nasz syn mógłby żyć, bez mózgu nie. Minął rok, a ludzie jakby o tym zapomnieli, nie wierzą w to. Słyszę, jak mówią, że można było odtworzyć nos, którego nie ma, bo jest tylko fałd skóry, powieki, których nie ma, wcisnąć oko do głowy, kości policzkowe pozszywać, rozszczep twarzy był niewielki. Pewnie można, tylko co z tego, jak kości czaszki z tyłu głowy już trudniej, otwartą ranę głowy, z której widać maleńki kawałek gnijącego mózgu i przemieszczony móżdżek też. Nie, na zdjęciu tego nie widać, jest tylko ta zdeformowana twarz. Wodogłowie widać. Słyszałam, jak ktoś publicznie mówił, że dziecko było brzydkie, dlatego chciałam terminować ciążę. Albo że nie chciałam się nim zajmować po urodzeniu, rehabilitować, wozić na wózku może. Ludzie, nasz syn tak naprawdę nie żył, biło tylko serce, a mózg gnił! Wiem, że prof. Chazan teraz triumfuje, ale proszę wszystkich tych, którzy się nim zachwycają, żeby pamiętali, że mija się z prawdą, żeby pomyśleli choć przez chwilę, że sami mogą być kiedyś w podobnej sytuacji. Ja bardzo kochałam to dziecko i chciałam je mieć, nie po to staraliśmy się z mężem od lat o ciążę. Nie mówimy tu o różowym, ślicznym dzidziusiu, tylko o ciężko uszkodzonym dziecku, które jest w stanie wegetatywnym, z otwartymi ranami, cierpi...

Kłamstwa zwolenników torturowania kobiet są ich główną, ale niestety nader skuteczną bronią. Czym innym mieliby sie posługiwać? Sednem idei torturowania kobiety ciążą jest przekonanie społeczeństwa, że kobieta to wór na płód, a każdy płód to już zupełnie rozwinięty, czujący człowiek. Trzeba przedstawiać kobietę jako wór na płód, który, jeśli nie chce donosić ciąży, jest zdefektowany morderczym zaburzeniem. Wór ma rodzić, jeśli aktywnie z tym walczy, trzeba go zamknąć w więzieniu.

Z kolei każdy, najbardziej nawet niedorozwinięty płód, choćby się składał z tułowia i kikutów kończyn, będzie w narracji zwolenników torturowania kobiet czującym dzidziusiem, bezbronnym maleństwem, którego obrona wymaga surowego karania buntującego się, pozbawionego naturalnych matczynych uczuć, wora na płody.

Strategia ta często wykorzystuje propagandowo film Niemy krzyk, już samym swoim tytułem wskazujący na podstawową taktykę: skoro nie słychać i nie widać by zarodki i płody cierpiały, po prostu mówmy, że tak się dzieje. Jak powiedział pewien specjalista od propagandy, kłamstwo powtórzone tysiąc razy stanie się wszak prawdą. Ten film pojawił się także w historii wspomnianej wyżej katechetki, straszącej dzieci aborcją.

Niemy krzyk nie ograniczał się jednak tylko do mówienia. On też pokazywał. Pokazywał sonogram aborcji, na którym rzekomo widać było wierzgający płód, uciekający przed narzędziami aborcjonisty.

Jak się okazało, owo nagranie otrzymano w ten sposób, że w kluczowym momencie nagranie sonografii zostaje zwyczajnie przyśpieszone, a przypadkowe, niezorganizowane ruchy płodu przez to wydają się nagle wzmagać w reakcji na dotyk aborcyjnego narzędzia.

Niewyraźne plamy zostają nazwane rozwarciem ust w krzyku niemej agonii, choć w rzeczywistości w czasie, w którym odbywa się pokazany zabieg, płód pozbawiony jest czucia i świadomości, bo ma nadal nieuformowaną i nieczynną korę mózgową.

Najbardziej manipulacyjną sceną jest chyba ta:

Kadr z filmu Niemy krzyk.

Kadr z filmu Niemy krzyk.

Na ekranie widać sonogram aborcji w 12 tygodniu ciąży. Na ekranie niewyraźne plamy. Lekarz, o którym więcej za chwilę, w ręku trzyma model dziecka zbliżonego wielkością do płodu niedaleko od rozwiązania. W rzeczywistości to co widać na ekranie, ma w tym wieku pięć centymetrów.

Pięć centymetrów.

Kim jest pan, który ucieka się do tej obrzydliwej manipulacji? To Bernard Nathanson. Jeden z lekarzy, których działanie było kluczowe dla zapewnienia prawa do legalnej aborcji dla amerykańskich kobiet. Sam przeprowadził ich wiele. Później przeżył nawrócenie – na katolicyzm. Jak sam mówił, najbardziej w tej religii podobało mu się przebaczanie.

Uzyskawszy od Boga przebaczenie za wszystkie przeprowadzone przez siebie aborcje, rozpoczął krucjatę przeciwko kobietom niegodzącym się być worami na płody, jak i lekarzom, którzy wykonują swoje obowiązki.

Zwraca się uwagę, że to film Niemy krzyk odwrócił uwagę publiki od gehenny kobiet poddających się pokątnej aborcji, często płacących za to śmiercią w męczarniach lub innymi powikłaniami, a skierował ją na rzekome cierpienia abortowanego płodu.

Gdy ktoś was chce do czegoś przekonać opowieściami o niesłyszalnych wrzaskach kilkucentymetrowych zarodków, to znaczy, że prawdopobnie nie ma czystych intencji.

Jednak nie nowy typ

Jednak nie nowy typ

Jeden argument

Jeden argument