Dziecko specyficznie poczęte i inne przykre historie

Dziecko specyficznie poczęte i inne przykre historie

Dziś kolejny dzień #czarnegoprotestu. Przyjrzyjmy się temu co dzieje się w Polsce raz jeszcze.

Dziecko poczęte

Przede wszystkim mieliśmy wielką akcję dezinformacyjną. Ordo Juris i zwolennicy ich ustawy dwoją się i troją próbując sprzedać propagandę, że nie jest groźna dla kobiet. Że wcale nie pozwoli zwyrodniałym pseudolekarzom, a tym bardziej nakaże przyzwoitym, by nie leczyć kobiet, które mają pecha mieć w sobie zarodek lub płód na drodze do leczenia stojący. Że prokurator nie będzie sprawdzał, czy kobieta w chcianej ciąży, która przeżyła dramat poronienia, nie jest przypadkiem morderczynią.

Nie próbują jednak zaprzeczać, że trzeba będzie rodzić skrajnie uszkodzone płody.

Z "The science and art of midwifery", William Thompson Lusk

Z "The science and art of midwifery", William Thompson Lusk

Wielokrotni już obalano kłamstwa o tym, że ustawa nie będzie pretekstem do dręczenia kobiet, także tych w chcianej, ale poronionej ciąży. Tym co mnie zdumiewa, to że w ogóle jest dyskusja na ten temat. Z dwóch powodów.

Pierwszy powód to sam fundament ustawy: definicja dziecka poczętego, czyli próba zdefiniowania wszystkich zarodków, włącznie ze świeżo zapłodnionymi zygotami, jako ludzi w sensie prawnym.

Projekt ustawy postuluje, by wprowadzić następujący zapis:

Art. 1. Każdy człowiek ma przyrodzone prawo do życia od chwili poczęcia, to jest połączenia się żeńskiej i męskiej komórki rozrodczej. Życie i zdrowie dziecka od jego poczęcia pozostają pod ochroną prawa.

Wiecie co między innymi powstaje z połączenia się żeńskiej i męskiej komórki rozrodczej?

Zaśniad groniasty.

Zaśniad jest niezróżnicowaną, stwarzającą ryzyko nowotworzenia, masą komórek, w formie przypominającą niektórym kiść winogron (stąd nazwa). Powstaje z komórki żeńskiej, ale wadliwej - pozbawionej własnego materiału genetycznego, i plemnika, lub dwóch. Jeśli plemnik jest jeden, jego genom ulega duplikacji, tak więc zaśniad posiada podwójny genom, który jest też genomem unikalnym - jak to genomy gamet mają w zwyczaju.

(To nawiasem mówiąc główny biologiczny powód, dla którego konsekwentnie należy mówić o dzieciach niepoczętych, jeśli się mówi o dzieciach nienarodzonych. Ale jakoś nawet zaciekli prolajfowcy nie chcą w swoich nocnych polucjach widzieć wielomilionowego holocaustu).

Jeśli z pozbawionym własnego jądra jajem połączą się dwa plemniki, tak powstała zygota ma od razu diploidalny genom.

Tak, to genom silnie zaburzony. Oddajmy na chwilę głos Paulinie Łopatniuk prowadzącej blog Patolodzy na klatce:

Na pierwszy rzut oka na razie wszystko gra, prawda? Zapłodnienie nastąpiło, zygota powstała. Gdzie tkwi problem? Otóż mamy do czynienia z zygotą bardzo chorą. (…) Na drodze do przemiany w bobasa stoi jej zjawisko zwane imprintingiem genomowym (piętnowaniem rodzicielskim). Że aktywność poszczególnych genów nie jest stała podczas rozwoju zarodkowego, na pewno się domyślacie. Że zarodek w prawidłowych warunkach startuje z dwoma zestawami genów, też już wiecie. Natomiast może być dla was niespodzianką, że nie zawsze obie kopie tych genów są aktywne, a w niektórych przypadkach to, która z nich będzie aktywna, zależy od jej pochodzenia – “ojcowskiego” bądź “matczynego” (o czym decydują zresztą mechanizmy epigenetyczne zachodzące jeszcze podczas gametogenezy, produkcji gamet – plemników i jajeczek, głównie znakowanie poszczególnych zasad DNA poprzez ich metylację) – obecnie znamy takich genów ponad setkę. Fakt, że zaśniadowa zygota dysponuje jedynie materiałem genetycznym pochodzącym z plemnika/plemników okazuje się mieć olbrzymie znaczenie. Geny pochodzenia “ojcowskiego” są u człowieka kluczowe dla rozwoju trofoblastu, czyli tej łożyskowej części zarodka, podczas gdy geny pochodzące z jajeczka – w części, z której docelowo ma powstać płód.

Niektórzy katoliccy teologowie próbują ratować swoją obłąkaną wizję świata, w której każda zygota to człowiek, tłumacząc, że właśnie te genetyczne zaburzenia czynią zaśniad groniasty nie-człowiekiem. Dziwna to logika, która w trisomiach i innych zaburzeniach, choćby skrajnych, kończących się niechybnie śmiercią (acefalia), nie widzi przyczyn utraty człowieczeństwa, ale zaburzeniach genetycznych dających początek zaśniadowi – już tak.

Prowadzi nas to do nieciekawej wizji, że choćby zarodek i płód był worem tkanek, byleby wystawało z niego coś na kształt rączki czy nóżki, a już jest kwilącym prenatalnie dzieciątkiem, które trzeba chronić. Gdy jednak jest kawałkiem mięcha w formie przypominającej kiść winogron – można skrobać, choćby się było bogobojnym anty-aborterem.

Ale czy na pewno? Ustawa Ordo Juris wyraźnie wskazuje, że zaśniad groniasty to też człowiek. Zgodnie z podaną definicja, którą wcześniej cytowałem - powstaje z komórki męskiej i żeńskiej. Używając retoryki prolajfowców w rodzaju Terlikowskiego, normalna terapia tego zaśniadu, czyli aborcja, to nazizm, to eugenika, to zabijanie po prostu bardzo chorego dziecka.

Cóż z tego, że dziecko czasami metastazuje do mózgu matki, osiedlając się w nim jako inwazyjna grupa komórek nowotworowych, zabijając ją w dość przykry sposób?

To życie, trzeba chronić.

Co więcej, pamietajmy, że na kobiety w ciąży czyhają prawdziwi psychopaci. Jeśli są pseudolekarze, którzy potrafią zmusić pacjentkę podstępem i manipulacją do donoszenia płodu z acefalią, który po urodzeniu zaczyna od razu gnić żywcem, któremu resztki mózgu wystają z czaszki, a oczy wypadają z oczodołów – sądzicie, że tacy lekarze nie skorzystają z prawa, które pozwoli im przymusić kobiety do heroizmu urodzenia zaśniadu?

Drugi powód dla którego dyskusja o szkodliwości ustawy Ordo Juris jest dla mnie niezrozumiała to fakt, że stanowi ona zaostrzenie już istniejącego makabrycznego prawa. Jakże może więc budzić jakieś wątpliwości, że to proponowane prawo jest potworne?

Zajmowała się swoim tyłkiem

Tym co jest szczególnie straszne, to wykorzystywanie obłąkanej ustawy Ordo Juris do usprawiedliwiania utrzymywania obecnego, barbarzyńskiego prawa w praktyce delegalizującego aborcję.

Ten tak zwany kompromis – zawarty między skrajną prawicą na stołkach rządowych, a skrajną prawicą na stołkach biskupich – zmusza do rodzenia potworków, jak pokazała sprawa kobiety zmuszonej przez znanego profesora położnictwa do urodzenia dziecka z resztkami mózgu na wierzchu, z wypadającym okiem.

Obecna ustawa zmusza też do rodzenia dzieci z gwałtów, skutecznie dostarczając pretekstów do odwlekania aborcji do czasu, aż staje się nielegalna (niedawny przypadek 12-latki, dziecka rodzącego dziecko, po tym jak zgwałcił ją jakiś pedofil).

Pozwala wreszcie zwyrodnialcom w kitlach bezkarnie zabijać pacjentki – jeśli zwyrodnialec dozna wzbudzenia tak zwanego sumienia – tak jak miało to miejsce ponad dziesięć lat temu z ciężko chorą Agatą Lamczak. Lekarze ją po prostu zabili, odmawiając leczenia z troski o płód. Płód oczywiście też zszedł z tego świata, razem z zostawionym na pastwę choroby żywym inkubatorem – taka jest logika morderców, którzy nazywają się obrońcami życia.

Gehennę Agaty opisała fundacja Federa, trzeba tę historię przypominać, szczególnie teraz, gdy obrońcy ustawy Ordo Juris okłamują społeczeństwo, że zaostrzenie obecnej morderczej ustawy, nie stanowi zagrożenia dla kobiet:

13 lipca dziewczyna, w związku z cukrzycą ciążową, a jednocześnie cały czas skarżąc się na coraz silniejsze bóle odbytu stawiła się w Szpitalu Położnictwa i Chorób Kobiecych w Poznaniu w celu ustawienia poziomów cukrów. W szpitalu tym przebywała trzy dni - do 15 lica. Podczas hospitalizacji koncentrowano się wyłącznie na przebiegu ciąży. Nie zainteresowano się natomiast ciągłym bólem odbytu pacjentki.
19 lipca dziewczyna stawiła się w Poradni Przyszpitalnej Gastroenterologii w Poznaniu, gdzie po konsultacji chirurgicznej stwierdzono opróżniający się ropień podśluzówkowy w kanale odbytu na przedniej ścianie odbytnicy wielkości kasztana. (…) Podczas konsultacji ginekologicznej stwierdzono dodatkowo pojawienie się ropnia o średnicy 5 cm w ścianie pośladka. Dziewczyna była w tym czasie w 16. tygodniu ciąży. 28 lipca została wypisana do domu z zaleceniem kontynuowania leczenia farmakologicznego i stosowania nasiadówek w mydlanej wodzie 3 razy dziennie. Zaleconojej również, by zgłosiła się za miesiąc na wizytę kontrolną do Poradni Gastroenterologicznej. Wypisano ją pomimo tego, ze cały czas skarżyła się na bóle odbytu tak silne, że praktycznie uniemożliwiały chodzenie. (..)
Zaraz po wyjściu ze szpitala, w nocy z 28 na 29 lipca, matka wezwała do domu pogotowie, ponieważ córka Z. nie mogła wytrzymać utrzymującego się cały czas bólu odbytu. (…) Po tygodniu leczenia, matka dziewczyny (Z.) w trakcie rozmowy z lekarzem ordynatorem usłyszała, ze: "to absurd, żeby leczyć ropień cały tydzień. Dziewczyna zajmuje się za bardzo swoim tyłkiem, zamiast zająć się czym innym". Wypisując ją ze szpitala zalecono codzienne wyciskanie ropy z wargi sromowej i stosowanie leków jak dotychczas.
(...) 17 sierpnia zastosowano szersze niż poprzednio nacięcie ropnia wargi sromowej lewej, a następnie każdego dnia odbywało się czyszczenie pojawiającej się cały czas treści ropnej. Pomimo, że stan zdrowia dziewczyny ulegał ciągłemu pogorszeniu lekarze nie zdecydowali się na przeprowadzenie pełnej endoskopii. Na pytanie skierowane do prowadzącego lekarza, dlaczego nie chce wykonać tego badania lekarz odpowiedział: "sumienie mi nie pozwala".
Pod koniec sierpnia, w trakcie pobytu córki Z. w Klinice w Łodzi, jej matka i narzeczony, widząc, jak cierpi i jak bardzo pogarsza się jej stan zdrowia przeprowadzili z lekarzem prowadzącym rozmowę, w której zażądali rozpoczęcia zdecydowanego leczenia, bez względu na konsekwencje dla życia płodu. Lekarz odpowiedział pytaniem: "To, co, mam usunąć ciążę?". Matka i narzeczony dziewczyny jeszcze raz stanowczo zażądali, żeby ratować przede wszystkim jej życie, i pozostawić losowi to, czy ciąża się utrzyma. Niestety, ich żądania i prośby nie przyniosły żadnych rezultatów. (...)
13 września wykonano ponowną laparotomię i usunięto krwiak w jamie Douglasa. Ze względu na duże ilości ropnej wydzieliny w drzewie oskrzelowym wykonywano kilkakrotnie bronchoskopię. 15 września znów przeprowadzono laparotomię i ponownie wypłukano treść ropną, a także usunięto macicę [wcześniej płód obumarł od procesu chorobowego - przy. slwstr]. Po kolejnych dwóch laparotomiach w dniach 17 i 18 września stan chorej uległ dalszemu pogorszeniu, pojawiły się cechy niewydolności nerek, wobec czego zastosowano ciągłą hemodiafiltrację. Pomimo stosowanego leczenia nerkozastępczego, przeciwgrzybicznego i dializoterapii stan zdrowia dziewczyny ulegał pogorszeniu. 29 września w godzinach rannych doszło do zatrzymania krążenia. Zastosowane postępowanie reanimacyjne nie dało żadnych rezultatów. O godzinie 6.30 dziewczyna zmarła.

Tak umiera się – dla rzekomego ratowania życia płodu – w Polsce. W bólu, z ropniami w całym ciele, w tym pośladkach, z lekarzami z sumieniem, którzy mówią, by tyle nie myśleć tylko o swoim tyłku.

Fi-LOL-zof

Dramatem Polek w niechcianej ciąży jest, że nawet wielu z ich obrońców to wilki w owczej skórze. Weźmy Jana Hartmana, który w jednym z ostatnich wpisów na swoim blogu stwierdza:

Prawo aborcyjne jest ważne, ale nie bardzo ważne. Realia aborcji tylko w nieznacznym stopniu determinowane są przez przepisy prawa. Czym bardziej są one restrykcyjne, tym aborcja swobodniej funkcjonuje – w „podziemiu” bądź w formie „turystyki aborcyjnej”. Z pewnością całkowity jej zakaz może sprowadzić cierpienia na pewną liczbę kobiet, u których wykryto ciężkie uszkodzenia płodu i poddano nadzorowi, odstraszającemu od aborcji. Nadal jednak prawie wszystkie aborcje będą dokonywane poza prawem i nadal będzie ich bardzo wiele. Liczba dokonywanych aborcji nie zależy bowiem od restrykcyjności zakazów aborcji, lecz od dostępu do antykoncepcji i kultury seksualnej społeczeństwa, opartej na powszechnej edukacji seksualnej.

W rzeczywistości zakaz aborcji, jak widzieliśmy, zabija kobiety, upadla je – skrobanki w podziemiu to ogromne zagrożenie zdrowotne, bo kobieta nie jest otoczona właściwą opieką medyczną.

Ale cóż to obchodzi Hartmana. Jego tak naprawdę nie interesują pojemniki na płody, szuka tylko kolejnego, efektownego pretekstu do ataku na PiS. Tymczasem za piekło, w którym żyją polskie kobiety w niechcianej ciąży nie odpowiada tylko PiS. Co więcej, niezależnie od tego, że w tej chwili to ta partia puszcza oczko do sadystów chcących znieść wszelkie limity w prawie do dręczenia kobiet w niechcianej ciąży, jej ogólny wkład w udrękę polskich kobiet jest póki co niewielki.

Tymczasem to Hartman nawołuje, by walkę z dalszym zaostrzaniem prawa antykobiecego użyć jako pretekst do zwoływania kolejnych marszów demokratycznej opozycji. Tak jakby w tej opozycji nie było partii i ludzi, którzy przez poprzednie 25 lat utrzymywali lub tworzyli barbarzyńskie prawo, którym się dręczy kobiety w niechcianej ciąży już teraz.

Niech Hartman i jego koledzy i koleżanki z Nowoczesnej czy PO, zapatrzeni w kompromis aborcyjny, po prostu spierdalają. Nikt nie potrzebuje ich pomocy, której oni tak naprawdę nie chcą udzielić. PO była u władzy blisko dekadę. Czy zrobiła coś dla polepszenia losu torturowanych kobiet w niechcianej ciąży? Nie. Zawsze zaciekle broniła pseudokompromisu. PO to tacy sami zwolennicy mordowania i torturowania kobiet w niechcianej ciąży jak inne prawicowe partie, w tym PiS.

Tymczasem ekspremier Kopacz i jej koleżanki i koledzy myślą, że wystarczy wdziać czarne szmaty, by nagle stać się wielkimi obrońcami przez PiSowskim atakiem na autonomię kobiet. Wolne żarty.

Czarny protest to nie tylko protest przeciwko chorej ustawie Ordo Juris, to także protest przeciwko choremu pseudokompromisowi, który już teraz upadla, dręczy, a czasami nawet zabija, nieprzeliczoną liczbę kobiet.

Hipertekst

Zacznij od tekstu o wątłym człowieku, potem poznaj historię Agaty Lamczak, zabitej w imię ideologii czczenia płoda, na koniec przyjrzyj się z odrazą wypocinom Hartmana.

Kompromis się udał

Kompromis się udał

Liczby i obrazki

Liczby i obrazki