Okiem denialisty, czyli przemyślenia krakowskiego przyrodnika

Okiem denialisty, czyli przemyślenia krakowskiego przyrodnika

Przez timeline facebookowy dowiedziałem się o istnieniu bloga przyrodnika, który jest mocno sceptyczny co do tego, czy globalne ocieplenie powodowane jest przez ludzi:

Dużo się ostatnio mówi o szczycie klimatycznym, który odbył się w Paryżu. Panowie i panie politycy zjechali i ku ogólnej radości stwierdzili, że trzeba przeciwdziałać globalnemu ociepleniu. Czyli generalnie stop gazom. Gospodarki wszystkich krajów zażyją gospodarczy espumisan i będzie coraz lepiej. (...)

Ale cosik nie za bardzo mnie to całe gadanie podnieca. Dlaczego? Zmiany klimatu na naszej planecie są obecne od początku jej istnienia. Wszyscy wiemy, że w ostatnich setkach tysięcy lat na obecne tereny Europy nasuwał się lądolód, który potem w cieplejszych okresach znikał. Były naprzemienne okresy zimne i okresy ciepłe. Dodam, że każdy nasuwający się lądolód niszczył nasza florę w 99.99%, która potem się odradzała.

W sensie, że gdyby nam teraz się nasunął lądolód i starł z powierzchni Ziemi (dosłownie) większość UE, całą Kanadę i niemałe fragmentu USA, to by nie było dramatu, bo za x tysięcy lat, po wycofaniu się, odrodziłaby się flora? Niestety kulawe argumenty z odwołaniem się do natury zwykle tak kończą – zredukowane do absurdu. A to dopiero początek.

Dziś mówi się o gwałtownym ociepleniu. Spora część osób wini za to działalność człowieka, który wpuszcza do atmosfery gazy cieplarniane z CO2 na czele. Nie mam wątpliwości co do tego, że ma to jakiś wpływ na ocieplenie klimatu. Pytanie tylko jaki? W jakim stopniu to my za to odpowiadamy? Panie i panowie z Greenpeace stwierdzą pewnie, że w 90%… ja byłbym ostrożniejszy. Obstawiałbym 20%.

Tak się uprawia porządną klimatologię: rzucamy liczbami z sufitu, a prawda zapewne leży pośrodku, nieprzytomna po okrutnym gwałcie zadanym tą osobliwą logiką.

Bo przecie nie analizą pieczołowicie przez dziesiątki lat gromadzonych danych, wpychanych następnie do programów komputerowych, próbujących przewidzieć zmiany klimatu modelowaniem tak złożonym, że wymagają uruchamiania na najpotężniejszych dostępnych superkomputerach, co by dawały jakiekolwiek wyniki w rozsądnym czasie. Efekty zaś są takie, że panuje światowy konsensus klimatologów: jesteśmy w fazie gwałtownie postępującego globalnego ocieplenia, które wywołane jest uwalnianiem CO2 i metanu wynikłym z ludzkiej aktywności.

Nie, nie jest to opinia Greenpeace.

Okres średniowiecza zapisał się w historii jako czas bardzo ciepły. Wikingowie dotarli wtedy do zielonej wyspy, którą nazywamy Grenlandią i która jak wiemy dziś zielona nie jest. Następnie nastąpiła tzw. „mała epoka lodowa”, temperatura spadła według różnych wskaźników o 0.4 – 1.0 stopnia. Zieloną wyspę trafił szlag, przykrył ją grubaśny lód, który jest tam do dziś i trzyma się niczym leniwy kocur narzuty łózka.  Od około 150 lat notujemy ocieplenie, z tego co czytam i zerkam na wykresy jest już cieplej niż w średniowieczu. Tylko Grenlandia nadal jakaś biała… Może jednak 1000 lat temu było jeszcze cieplej i niedoszacowujemy temperatury z czasów Bolesława Chrobrego?

Niektórzy twierdzą, że średniowieczny okres ciepła nie dotyczył tak jak teraz całej planety. Może i tak. Spotkałem się z określeniem, ze to było „lokalne”. Tylko czy określanie zjawiska, które było i w Europie i w Ameryce jako „lokalne” nie jest nieco nie na miejscu? To tak jakby napisać, ze na ziemi lokalnie występują oceany.

W tym miejscu skończę cytowanie autora tego nasyconego bredniami blogaska.

Obecny lądolód grenlandzki ma nie tysiąc lat, a co najmniej 110 tysięcy lat. Uważa się też, że Grenlandia była pokryta jednym wielkim lub kilkoma mniejszymi lądolodami przez ostatnie... 18 milionów lat, może dłużej.

Nie ma żadnych dowód, że zielona kraina była czymś więcej, niż skrawkiem wolnego lądu, między potężnymi lodowcami a oceanem. Na pewno w średniowieczu nie była zielonymi pastwiskami wolnymi od lądolodu. Skąd więc nazwa Grenlandii?

Legenda mówi, że nazwał  ją tak Eryk Rudy, wiking wygnany z Islandii za morderstwo, który założył pierwsze wikińskie osady na Grenlandii. Nazwę taką nadał, by zachęcić innych do przybycia, roztaczając wizję urodzajnego kraju chętnego przyjąć nowych osadników. Jest prawdą, że Grenlandia tamtych czasów była cieplejsza niż dzisiaj, gdyż faktycznie trwało wtedy lokalne ocieplenie. Jest też prawdą, że późniejsze ochłodzenie doprowadziło do zaniku osiedli wikińskich, choć nie było jedyną przyczyną tegoż.

Różnica w temperaturach zrekonstruowanych dla okresu 950-1250 a 1961-1990. Barwy ciepłe zaznaczają obszary, gdzie temperatura była wtedy wyższa, barwy chłodne, gdzie niższa. Jak widać większość świata była wyraźnie chłodniejsza. Źródło.

Różnica w temperaturach zrekonstruowanych dla okresu 950-1250 a 1961-1990. Barwy ciepłe zaznaczają obszary, gdzie temperatura była wtedy wyższa, barwy chłodne, gdzie niższa. Jak widać większość świata była wyraźnie chłodniejsza. Źródło.

Ale owo średniowieczne ocieplenie było lokalne. Nie ma nic niestosownego w mówieniu o lokalnym ociepleniu, skoro globalna średnia temperatura była wtedy niższa, niż obecnie. Mapa obok dobrze to wizualizuje. Porównanie temperatur z okresu średniowiecznego "ocieplenia" z tymi ze schyłku XX stulecia wyraźnie pokazuje, że owo ocieplenie charakteryzowało się niższą niż obecnie temperaturą na prawie całym świecie, właśnie za wyjątkiem obszaru Grenlandii i fragmentu Ameryki Północnej.

Pod wpisem z cytowanego tu blogaska znalazłem jeszcze taki błyskotliwy komentarz:

Nieważne kto powoduje, ja nie mam nic przeciwko. Mrozu nie ma, śniegiem nie wali. I tak trzymać. Trzecia zima z rzędu na której wszyscy oszczędzają.

Wszyscy.

EDIT: Acha, jeśli zastanawiacie się czemu wywlekam jakiegoś blogaska, którego czyta nikłe grono, to zwracam uwagę co pisze o sobie autor (podkreślenia moje):

Z wykształcenia jestem biologiem (spec. ochrona przyrody) oraz geologiem, młodym pracownikiem naukowym związanym z PAN, Uniwersytetem Jagiellońskim oraz Uniwersytetem Rolniczym w Krakowie.  (...) Dodatkowo pracuję jako ekspert przyrodniczy przy unijnych dotacjach rolno-środowiskowych oraz  inwentaryzacjach i ekspertyzach przyrodniczych, wykonywanych m. in. w ramach projektów finansowanych z funduszy norweskich i Europejskiego Obszaru Gospodarczego.  Interesuje mnie szeroko pojęta botanika i ochrona przyrody.

Możecie śledzić mnie na Twitterze lub polubić fanpage bloga na Facebooku.

Makbet

Makbet

Trzy seriale

Trzy seriale