Ku słońcu

Ku słońcu

Gdybym miał wskazać jedną rzecz, która mnie najbardziej zaskakuje w nowej płycie Kapeli ze wsi Warszawa, to fakt, że taką płytę nagrali blisko dwie dekady po debiucie (przypomnę, że HopSaSa wyszło w 1998 roku).

słońce.jpg

Co przez to mam na myśli? Wielkie zespoły to rzadkość, mniej często się nawet przytrafiająca, niż wielcy solowi artyści. Nietrudno pojąć czemu tak jest. Czysta statystyka. By mógł się uformować naprawdę ciekawy zespół, cała grupa odpowiednio utalentowanych ludzi musi spleść swoje losy.

O ile solowi artyści, jeśli starcza im talentu, mogą latami płodnie pracować, tworząc sztukę dojrzewającą wraz z nimi, z zespołami, tak mi się wydaje, jest zwykle inaczej. Jakakolwiek chwilowa synergia daje im początek, naturalne zmiany zaczynają szybko odciągać od siebie ludzi, którzy jeszcze niedawno ze sobą twórczo współpracowali.

Jeśli poszczególni członkowie mają własne, odmienne wizje rozwoju, prędzej czy później ich to ze sobą artystycznie skłóci. Prawdopodobieństwo, że grupa ludzi będzie miała wizję na tyle zbliżoną, by stworzyć udany zespół, jest małe. Prawdopodobieństwo, że ta wizja będzie ich jednoczyć przez lata, jest już infinitezymalnie małe.

Tak, istnieją zespoły, które potrafią ze sobą grać przez całe dziesięciolecia. Ale trudno na przykład Rolling Stones chwalić za jaskrawo oryginalną twórczość w ostatnich dekadach ich kariery, prawda? Jednoczy ich już tylko kasa, nie żadna wizja.

Choć to pewno świadczy bardziej o moim niedouczeniu, to niespecjalnie mi przychodzą na myśl nazwy zespołów, które po dwóch dekadach razem potrafiły nadal nie tylko zagrać wspólnie koncert złożony z najlepszych kawałków, ale wejść do studia i tworzyć coś nowego i oryginalnego.

Święto słońca pokazuje, że Kapela ze Wsi Warszawa jest najwyraźniej jednym z takich zespołów. Bo to nie tylko ich szósta płyta, ale chyba jedna z dwóch najlepszych (obok Wykorzenienia). Gdyby KzWW była muzykiem, to by mnie szczególnie nie zdziwiło: ot, tego można się spodziewać po akumulacji 20 lat doświadczeń i artystycznego dojrzewania.

Ale to grupa ludzi. Fakt, że przez kilkanaście lat potrafią współpracować ze sobą jako zgodny i twórczy kolektyw jest dla mnie niebywały. Gdybym miał sobie pozwolić na żart, to przypomniałbym fragment z poprzedniej płyty, wsamplowane w utwór Kujawiak czart zdanie wypowiedziane przez jakiegoś ludowego muzyka: "Ten co gra na skrzypkach, to on ma diabła". Może to jest jakimś wyjaśnieniem sekretu Kapeli.

Foto: Michał Sitkiewicz i Paweł Sokołowski, materiały prasowe.

Foto: Michał Sitkiewicz i Paweł Sokołowski, materiały prasowe.

Prawdę mówiąc niezbyt lubię pisać o muzyce – brakuje mi ku temu narzędzi. O tej płycie napisałem głównie dlatego, że niezależnie od małego zasięgu mojego bloga zawsze daje to nadzieję, że dowiedzą się o niej jakieś osoby, które bez tego nie miałyby na to szansy. A zdecydowanie jest to wydawnictwo warte, by poświęcić mu uwagę.

Nawet jeśli niezbyt potrafię pisać o muzyce, mogę napisać o faktach. Wśród szczególnie godnych odnotowania znajdują się te dotyczące współpracowników, którzy pomagali Kapeli nagrać płytę. Na poprzednich wydawnictwach Kapela lubiła flirtować a to ze współczesną muzyką elektroniczną (tak jak to miało miejsce na Wykorzenieniu), a to z innymi tradycjami muzycznymi (jak na przykład na Nord, gdzie zagrali z legendą skandynawskiego folku Hedningarną).

Święto słońca flirtuje z czym się da. Wśród wykonawców zaproszonych do współpracy znajduje się galicyjska eksperymentalna pieśniarka Mercedes Peón. Na niektórych ścieżkach wibrują sarangi, na których gra Ustad Liaquat Ali Khan i harmonium, na którym grał Sanjay Khan. Obaj panowie wzbogacili też album swoimi wokalizami. Jak na Wykorzenieniu, choć subtelniej, da się dosłyszeć wplecioną tu i ówdzie elektronikę i skrecze DJ Feel-X'a.

Foto: Radek Polak, materiały prasowe.

Foto: Radek Polak, materiały prasowe.

Ta daleko posunięta synkretyczność w żaden sposób nie dezorganizuje nagrania. Określenie organiczna całość to w sumie dość wyświechtana klisza, ale trudno mi lepiej opisać to, co się dzieje z dźwiękami na Święcie słońca.

Tarninowy ogień, ponad dziesięciominutowy utwór ze środka albumu, stanowi jego muzyczne i filozoficzne sedno. Zbudowany wokół rytmicznego, niemal trip-hopowego rdzenia, stopniowo rozwija się w instrumentalny i wokalny tour de force, kulminujący w niesamowitej transformacji, gdy przynosząca skojarznia z prastarymi kultami pieśń przemienia się na kilka chwil w elektroniczne, pełne sampli i efektów szaleństwo.

Nie jestem nawet pewny jakie znaczenie zawarte jest w tym utworze, choć niejasne intuicje przezeń we mnie wzbudzone prowadzą w kierunku wyobrażeń o starych bogach, skrytych w świecie autostrad i internetu, gdzieś na peryferiach naszego pola widzenia.

Cóż, ci co czytali Gaimana być może wiedzą, co mam na myśli.

 

Kapela ze Wsi Warszawa

Święto Słońca

Mój blog ma fanpage, możesz też mnie śledzić na Twitterze.

Jaś sucks

Jaś sucks

Konkretne istoty ludzkie

Konkretne istoty ludzkie