Jaś sucks

Jaś sucks

Bractwo Małych Stópek (srsly) chwali się zdjęciami, na których wolontariusze scyzorykami doprowadzają do perfekcji "Jasiów", czyli modele embrionów z 10 tygodnia ciąży, używane w propagandzie torturowania kobiet (każdy może kupić własnego, jedyne 11 zł sztuka). Pewna rzecz w Jasiu zwróciła moją uwagę.

Jaś ssie paluszka! Nie dziwota, trudno nie wzruszyć się widokiem takiego bezbronnego dzieciątka, trudno nie wzbudzić w sobie chęci pomęczenia jakiejś wyrodnej matki, która by chciała się takiego słodkiego Jasia pozbyć.

Oczywiście paluszki i rączki u Jasia, tak jak nosek, oczka i usteczka, są wypisz wymaluj jak u takiego 9-miesięcznego płodu, tuż przed narodzinami. Jawny znak, że trochę ponad dwumiesięczny embrion  to już maluszek taki jak inne dzieci, mający niewinną twarzyczkę, zapewnie okrutnie masakrowaną w trakcie nieświętego zabiegu aborcji.

What if the opposite is true? Tutaj prawdziwy Jaś ze szczegółami:

Zamiast uroczego noska, szpary niczym u Voldemorta w filmowej ekranizacji Harry'ego Pottera. Zamiast oczek zamkniętych we śnie, puste pęcherzyki, patrzace w nicość i wypełnione nicością. Zamiast rączek wsadzonych do buzi, z ssanym paluszkiem, pokrzywione odnóża i dopiero rozwijająca się jama gębowa, jeszcze bez działającej muskulatury. Całość proporcji też, jeśli się przyjrzycie, subtelnie odmienna od tego, co ukazuje troszeczkę bardziej niż w rzeczywistości uczłowieczony model Jasia.

Tak właśnie działa maszyna propagandowa, która służy nakłanianiu społeczeństw do masowego torturowania kobiet niechcianymi ciążami. Dehumanizacja kobiety chcącej się pozbyć niechcianej ciąży przez absurdalną humanizację zarodka, w wyniku aborcji unicestwianego.

Jak bardzo perwersyjnym jest takie działanie? Bardzo, jeśli przyjrzymy się głównemu kontrastowi w przekazie pro-torturowym. Kontrast ten ma polegać na rzekomej przepaści między porozrywanymi szczątkami ofiar aborcji, a błogimi wizerunkami nienaruszonych dzieciątek, pędzących swój embrionalny żywot.

Wystarczy porównać dowolną agitkę zwolenników torturowania kobiet (po lewej stronie) z obrazami z legendarnego albumu szwedzkiego fotografa Lennarta Nillsona A child is born (po prawej stronie).

 
 

Obrazki Nillsona, szczególnie ten z płodem ssącym sobie kciuk, czy wzorowane na nich, stały się symbolami niewinności i kruchości malutkich dzieci nienarodzonych, ukazującymi jak to wszystko wygląda, jeśli szczypce bezdusznego ginekologa nie wyrwą ich, po kawałku, z przyjaznego łona matki.

Z tymi sielskimi obrazami jest jeden problem: one także przedstawiają płody i zarodki po aborcji. Nie da się wepchnąć aparatu do wnętrza kobiety, zaś wziernik endoskopowy nie pozwoli otrzymać pięknego, wyraźnego zdjęcia ze świetnym światłem i doskonałym odwzorowaniem barw.

Wszystko to są martwe zarodki i płody, rzucone na czarne tło, czasami upozowane. Album mógł się równie dobrze nazywać A dead foetus is posed.

Tak, dobrze myślicie. Ten paluszek w usteczkach? Cóż, żaden mały trupek nie protestował, gdy fotograf, dla lepszego efektu, wepchnął martwą rączkę do martwej buzi. Na takich fotografiach widać nie piękno życia prenatalnego, a prenatalnej śmierci.

Ten blog ma fanpage. Możesz też śledzić autora na Twitterze.

Edytowanie genów

Edytowanie genów

Ku słońcu

Ku słońcu