3000 dowodów

3000 dowodów

Rano w RSS-ach zwrócił moją uwagę wpis z bloga Wojciecha Zalewskiego: Prawie 3000 publikacji dowodzi bezpieczeństwa GMO. Oczywiście co do faktów, jest on zapewne prawdziwy (czy poprawny), a więc istnieje już ogrom badań, które nie znalazły dowodów na szkodliwość dla zdrowia stosowanych obecnie odmian organizmów genetycznie modyfikowanych.

Ale gdy czytam takie nagłówki, zawsze coś mi w nich zgrzyta. Mój wewnętrzny popperysta po cichu popiskuje, protestując przeciwko dwóm rzeczom. Jedna to mówienie właśnie, że coś dowiedziono. Niczego oczywiście nie dowiedziono. NIe da się dowieść czegoś, co ma być uniwersalną prawdą o świecie empirycznym (w rodzaju prawidłowości "GMO nie szkodzą ludzkiemu zdrowiu") na podstawie skończonego zbioru potwierdzających tę prawdę obserwacji.

Po drugie, fakt, że GMO jest bezpieczne, jest kwestią projektu. Rzecz jasna GMO mogłoby być bardzo niebezpieczne, gdyby je takim zaprojektować (stąd nieustanny lęk w kwestii broni biologicznej zrobionej metodami inżynierii genetycznej). Mówienie, że GMO jest bezpieczne oznacza dwie rzeczy:

  • starano się je takim uczynić przez design;
  • ludzie, którzy to robili, byli kompetentni i nie spieprzyli sprawy.

Tak zwani przeciwnicy GMO próbują w istocie przemycić do publicznej świadomości dwa poglądy. Jeden z nich to ten o nieuniknionej niedbałości procesu projektowania i tworzenia GMO. W skrócie: tworzą je głównie wielkie korporacje, dla których jedynym celem jest maksymalizacja zysków, więc prawie na pewno posuwać się będą do działań, w których ewentualne błędy i problemy się ukrywa, nie ujawnia i naprawia.

Oczywiście w tym argumencie jest ziarno prawdy, dlatego nie jest tak, że powinniśmy zrzucić z siebie zupełnie podejrzliwość i z owczą naiwnością przyjmować wszelkie biotechnologiczne dary korpoświata, bez poświęcania wysiłku na ich niezależne zbadanie. Z tego samego powodu weryfikacją tez o bezpieczeństwie konkretnych GMO powinny się zajmować odpowiednio dofinansowane agendy publiczne, same w sobie tak zaprojektowane, by je immunizować na korupcyjny wpływ korporacji.

Tak więc argument o (mniej lub bardziej niezamierzonej) "niedbałości" w pewnym sensie można zwalczać tysiącami badań "potwierdzającymi" bezpieczeństwo GMO, czyli w rzeczywistości pokazującymi jedynie, że konkretne GMO nie są niebezpieczne.

Drugi argument przeciwników GMO jest nieprawidłowy w sposób, którego zrozumienie nie tylko nie wymaga 3000 badań, w zasadzie nie wymaga ani jednego badania. To ten w stylu, że manipulacje genetyczne są nienaturalne i jako takie zawierają nieusuwalne ryzyko. Jest on wysuwany nie tylko przez zupełnych oszołomów mających jakąś pre-darwinowską i abiologiczną wizję rzeczywistości. Zupełnie poważni naukowcy, albo udający takich, też potrafią się doń odwoływać. Starczy przypomnieć Nassima Taleba, który karierę zrobił ubierając prawo Murphy'ego w ciuszki naukowych matematycznych formuł.

Gdy formuły te przyłożył do kwestii GMO wyszło mu, że GMO bardziej zagraża życiu na Ziemi, niż technologia nuklearna. Wyszło mu tak, bo z jego pism dość jasno wynika, że jest biologicznym analfabetą. Czytanie jego ignoranckich elukubracji na temat GMO także jest okazją do popiskiwania mojego wewnętrznego popperysty.

Ów poziom, na którym możemy bez eksperymentów stwierdzić, że GMO samo w sobie, jako technologia przenoszenia genów, nie jest niebezpieczne, to poziom teorii. Żeby taki pogląd o GMO nabrał choć odrobiny sensu, trzeba by zaproponować nową biologię, nowe biologiczne teorie o tym jak działa życie, włącznie z teoriami, które (wbrew faktom) postulować by musiały brak spontanicznego horyzontalnego transferu genów w przyrodzie.

O co chodzi z leczniczą marihuaną?

O co chodzi z leczniczą marihuaną?

Uwolnić marihunaen*?

Uwolnić marihunaen*?