Lekarstwo

Lekarstwo


Wpis ten wykorzystuje spore fragmenty starej notki z tego bloga.


Wychodzi na to, że dni tak zwanych terapii konwersyjnych dla dzieci i nastolatków, czyli formy tortur aplikowanych młodym gejom i lesbijkom z polecenia chorobliwie homofobicznych rodziców, są policzone. Przynajmniej w USA.

Wpisuje się to w długą listę zmianę, które psychiatrię i psychologię z narzędzi dręczenia lesbijek i gejów uczyniły dziedzinami także i dla tych grup użytecznej pomocy.

Kluczowe było oczywiście skreślenie homoseksualizmu z listy chorób. Kulisy tegoż obrosły legendami. Popularna narracja, rozpowszechniania przez kręgi bezinteresownie nienawidzące gejów i lesbijek, jest taka, że oto podstępne, wpływowe lobby, skrytymi naciskami i niezgodnie z duchem obiektywnej nauki, doprowadziło do usunięcia owej przypadłości z listy zaburzeń, kierowane politycznym interesem i wbrew faktom.

Cóż, prawda jest taka, że w tej narracji jest trochę prawdy. Przynajmniej o tyle, że działania politycznie motywowanych aktywistów niechybnie przyśpieszyły proces uzdrowienia nauki z homofobicznych przesądów. Oto jak to nastąpiło.

Fakt 1: homoseksualizm dostał się na listę chorób dzięki działaniom pseudouczonych

Homoseksualizm po raz pierwszy znalazł się w sposób oficjalny na liście zdefiniowanych chorób w 1952 roku, w pierwszym wydaniu podręcznika Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders (DSM). Ten amerykański podręcznik jest chyba najwazniejszym katalogiem zaburzen psychicznych na świecie, obok może analogicznej klasyfikacji światowej organizacji zdrowia zwanej ICD (obejmującej wszelkie choroby, nie tylko psychiczne). Nawiasem mówiąc na listę ICD homoseksualizm trafił w 1972 roku.

W pierwszym wydaniu DSM z 1952 roku homoseksualizm klasyfikowano jako rodzaj socjopatycznego zaburzenia osobowości. W wydaniu drugim z 1963 roku zmieniono klasyfikację homoseksualizmu na dewiację seksualną. Główną podbudową teoretyczną tych klasyfikacji były teorie psychoanalityczne, które aż do lat 60 zeszłego wieku dominowały w psychiatrii i psychologii klinicznej.

W przypadku homoseksualizmu teorie te dotyczyły jego przyczyn. Słynna nadopiekuńcza matka i nieobecny ojciec, które do dziś pojawiają się w fantazjach psychoanalityków, to typowe przykłady psychoanalitycznych fantazji, dziecięcych traum, które miały być źródłem patologii w dorosłym życiu.

Przyjmowano, że traumy te, nieuświadomione, zaburzały właściwy rozwój psychologiczny, zaś lekarstwem na to miałaby być odpowiednia analiza, która wydobyła by je na wierzch, uświadamiając pacjentowi źródła jego problemów i umożliwiając ich przezwyciężenie.

Freud i homoseksualizm

Kenneth Lewes, autor krytycznej pracy o psychoanalizie homoseksualizmu, sugerował, że twórca psychoanalizy stworzył cztery niezależne teorie homoseksualizmu:

  • jako konsekwencja konfliktu Edypa. Chłopiec odkrywa, że jego matka jest „wykastrowana”. Lęk przed kastracją skłania go do poszukiwania „kobiety z penisem”, czyli chłopca o sfeminizowanym charakterze
  • przyszły homoseksualista jest tak przywiązany do matki, że się z nią identyfikuje i narcystycznie szuka obiektów miłości podobnych sobie, by móc je kochać tak jak matka kocha jego
  • jako „odwróconego” kompleksu Edypa, gdy chłopiec szuka miłości ojca i czyni to przyjmując sfeminizowaną identyfikację i wracając do analnej fazy rozwoju psychoseksualnego
  • jako sadystyczna zazdrość o braci i ojca jest przetworzona w miłość do innych mężczyzn

Przytaczam to nie tylko jako ciekawostkę, ale i by uświadomić groteskowość psychoanalitycznych teorii o genezie homoseksualizmu, przynajmniej tych stworzonych przez samego ojca psychoanalizy. Freud nawiasem mówiąc nie postrzegał homoseksualizmu jako czegoś złego, czy czegoś, co by można było co do zasady zmienić. Co więcej, wyznając teorię wrodzonego biseksualizmu ludzi, traktował on homoseksualne zachowania jako składnik normalnej wariacji zachowań wszystkich ludzi.

To postfreudowscy psychoanalitycy stoczyli się w jawną niechęć do homoseksualistów, ledwo tylko maskowaną uczonym dyskursem, mającym zracjonalizować ich fobię wobec niezrozumiałej mniejszości.

Sandor Rado i stworzenie homofobicznej psychoanalizy

Kluczowe dla uformowania homofobicznej pseudonauki były jednak prace innego psychoanalityka, Sandora Rado. Odrzucił on freudowskie teorie o wrodzonym biseksualizmie. W homoseksualizmie widział czysto patologiczną niechęć do przeciwnej płci, konsekwencję ataków rodziców na dziecięcą seksualność przyszłego homoseksualisty.

Poglądy Rado, w mniej lub bardziej zmienionej formie, zostały zaakceptowane przez innych psychoanalityków. To właśnie takie teorie, nieugruntowane w żadnych poprawnych metodologicznie badaniach, a jedynie będących dość swobodnymi konstruktami teoretycznymi, doprowadziły do wpisania homoseksualizmu na listę zaburzeń DSM w 1952 roku.

Psychoanalityczne studium homoseksualisty

Główna praca, która zdawała się potwierdzać psychoanalityczne rojenia o patologicznym charakterze homoseksualizmu ukazała się w 1962 roku. „Homosexuality: A Psychoanalytic Study of Male Homosexuals zawierała efekt badań nad 106 męskimi homoseksualistami i kontrolą w postaci 100 heteroseksualistów. A właściwie nie nad homoseksualistami, tylko nad ich psychoterapeutami, bo badanie polegało na wypełnianiu kwestionariuszy przez terapeutów.

Zrealizowana przez psychoanalityków wprost odwołujących się do teorii Rado, jest chyba głównym źródłem dominujących pseudonaukowych koncepcji genezy homoseksualizmu jako nabytej przypadłości wynikłej ze wzrastania w środowisku dominującej matki i nieobecnego ojca.

Jest też pełna elementarnych błędów metodologicznych. Idea kontroli dobranej tak, by w miarę możliwości odpowiadała grupie badanej pod każdym względem za wyjątkiem czynnika, którego wpływ jest badany, była autorom tego badania całkowicie obca.

Chyba jednak najciekawszym postępkiem było wzięcie jako grupę badaną stu osób, które były dobrane na podstawie kryterium patologii, rzeczywistej lub odczuwanej - wszyscy stanowili pacjentów psychoanalityków. Krótko mówiąc, w badaniu tym nie uczestniczył ani jeden gej, który sam siebie by postrzegał jako osobę zdrową.

Trudno się dziwić szamanom psychoanalizy. Oni prawdopodobnie naprawdę uważali, że nie ma czegoś takiego jak zdrowy homoseksualista. Inny psychoanalityk, autor książki „Reason and Emotion in Psychotherapy, napisał w niej, że:

utrwaleni homoseksualiści są w naszym społeczeństwie niemal niezmiennie neurotyczni i psychotyczni (…) tak więc tak zwana grupa normalnych homoseksualistów jest nie do znalezienia.

Takiej jakości nauka stanowiła podstawę dla uznawania homoseksualizmu za chorobę. I nie miejcie złudzeń, tego rodzaju groteskowe koncepcje są bardzo wpływowe. Dość powiedzieć, że podobne nonsensy powtarza guru polskiej psychoterapii Wojciech Eichelberger, na przykład w tym wywiadzie:

Szukanie miłości w objęciach innych mężczyzn jest także skutkiem ojcowskiej zdrady? 
- Czasami na tym tle mogą pojawić się psychogenne zaburzenia tożsamości płciowej. Gdy ojciec jest uległy, zalękniony, upokarzany przez dominującą, autorytarną matkę, wtedy syn, patrząc na ojca, myśli: "Nie chcę być taki jak on". Takie postanowienie zawiera w sobie potencjalną groźbę odmowy bycia mężczyzną dla kobiet, a nawet bycia mężczyzną jako takim. (...)
Gdy taki chłopiec dorośnie, związek z kobietą jawi mu się jako katastrofa. 
- Nie chce stać się takim mężczyzną jak ojciec. W dodatku, patrząc na to, co dzieje się między matką a ojcem, widzi, że wejście w związek z kobietą musi skończyć się dla niego tym, co spotkało ojca - wstydem, upokorzeniem, "wykastrowaniem". Wiele zależy od tego, co się dalej wydarzy w jego życiu. Tak czy owak będzie podatny na wszelkie próby uwiedzenia ze strony mężczyzn. Bardzo potrzebuje ich towarzystwa, silnych i opiekuńczych ramion. Pragnie kogoś, kto jest dla niego wzorem, intelektualnym i emocjonalnym partnerem, a nie gapą i ciamajdą jak ojciec. 
Będąc gejem, mężczyzna i tak jest najczęściej odrzucany i upokarzany przez swoje środowisko. 
- Tak, bo ciężko uciec od takiego dziedzictwa. Dorosły syn przeżywa te same emocje co ojciec, tyle że ojca upokarzała matka, a jego heteroseksualne otoczenie. Syn chce być za wszelką cenę inny od ojca, a podąża dokładnie jego śladem. Te same emocje i traumy stają się udziałem ich obu. 
Homoseksualizm jest reakcją na zdradę ojca? 
- Nie wszystko o gejach i nie wszystkich gejów da się do końca zrozumieć w tych kategoriach. Tylko u części homoseksualnych mężczyzn psychogenne uwarunkowania są wyraźne i być może decydujące. Zaryzykowałbym jednak przypuszczenie, że coraz powszechniejszy męski homoseksualizm jest wielkim wołaniem o prawdziwego ojca. 


Dla polskiego psychoterapeuty ataki homofobicznego otoczenia są tak naprawdę elementem patologii zdradzonego przez ojca geja, który po prostu replikuje upokorzenia rodziciela podporządkowanego matce…

Wybaczcie, ale dla mnie to niewyobrażalny bełkot, dodatkowo całkowicie wyssany z palucha psycho-mędrca. 

Fakt 2: homoseksualistów nigdy nie leczono, a tylko poddawano torturom

Widzieliśmy już jaka nauka wykorzystana została dla uzasadnienia traktowania homoseksualizmu jako choroby. Nie trudno się domyślić, że wywiedzione z tak aberracyjnych poglądów terapie miały znacznie gorsze skutki, niż rzekoma choroba, której miały zaradzić.

Terapia konwersyjna

Typowym przykładem takowych była terapia konwersyjna, zwana też czasami reparatywną, która występowała w kilku wersjach. Jedna z nich wykorzystywała pornografię i elektrowstrząsy. Nie chodzi o takie elektrowstrząsy jak te stosowane, także dzisiaj, w terapii na przykład depresji, gdy w pewnym sensie resetuje się nimi mózg przepuszczając przezeń prąd elektryczny o odpowiednim napięciu i natężeniu. Chodziło o zwykłe, możliwie bolesne kopanie prądem, mające służyć jako bodziec w budowaniu negatywnych asocjacji, aplikowane elektrodami podłączonymi do rąk lub genitaliów.

Choremu pokazywano pobudzające dla niego obrazki w rodzaju homoseksualnej pornografii i rażono prądem, tak, by zaczęło mu się to kojarzyć z czymś nieprzyjemnym. Potem dawano mu do ręki pornografię heteroseksualną i kazano się masturbować, także celem wytworzenia asocjacji określonych bodźców seksualnych – tym razem z przyjemnymi doznaniami.

Et voila, homoseksualista uzdrowiony potęgą nauki! Tylko że nie. Dziś wiadomo, że w ten sposób można co najwyżej wyprodukować znerwicowanego osobnika z głębokimi zaburzeniami seksualności (i nie tylko seksualności).

Lobotomia

Inni uciekali się do prostszych metod, na przykład lobotomii, czyli pocięcia płatów czołowych. Lobotomia to forma psychochirurgii, niezmiernie popularna w pierwszej połowie XX wieku i części drugiej połowy. Oparta na wziętej z sufitu (to znaczy nie zakorzenionej w żadnej rzeczywistej wiedzy o neurofizjologii i neuroanatomii) teorii o zafiksowanych połączeniach nerwowych, miała leczyć z chorób powodowanych tymi połączeniami przez ich fizyczne zniszczenie. W założeniach taki pocięty mózg miał się adaptować, uwolniony od utrwalonych w połączeniach nerwowych fiksacji.

W praktyce, choć lobotomia rzeczywiście skutecznie usuwała objawy wszelkich stanów sprzed zabiegu, robiła to zamieniając leczonego w roślinę. Dotyczyło to także leczonych w ten sposób homoseksualistów. Człowiek z pociętym mózgowiem zazwyczaj rezygnował z homoseksualnego stylu życia, gdyż rośliny nie są znane ze szczególnie rozbudowanych stylów życia w jakiejkolwiek formie.

Fakt 3: Aktywiści przyśpieszyli przekonanie się środowiska psychiatrów i psychologów do lepszych teorii naukowych

Pod wieloma względami okres po II WŚ był najgorszym dla gejów i lesbijek w całym stuleciu. Systemy prawne większości krajów wciąż zawierały przepisy kryminalizujące zachowania homoseksualne (ich ofiarom padł między innymi Alan Turing). Z kolei lekarze – psycholodzy i psychiatrzy – czyhali na ofiary, które wpadły w sidła medycyny rzekomo stroskanej dobrostanem zaburzonych homoseksualistów. Oferowali lobotomię, kastrację farmakologiczną lub rażenie prądem jako cudowne środki na wykurowanie homoseksualnej przypadłości.

Ale rzeczy miały się zmienić na lepsze.

Nauka na odsiecz

Dotychczas nakreślony przeze mnie obraz psychiatrii i psychologii wyglądał cokolwiek ponuro, przynajmniej z punktu widzenia ludzi LGBT. Nie wszystko było jednak tak straszne.

15144055_115470819365.jpg

W młodości Evelyn Hooker chciała zostać pedagogiem, ale nauczyciele przekonali ją, by zdawała na Uniwersytet Kolorado. Tam dostała się pod opiekę Karla Muenzingera, który uczył takiej psychologii, która faktycznie była nauką: zamiast siedzieć z pacjentem na kozetce i szukać wyjaśnień różnych kompleksów w traumach dzieciństwa jego studenci badali na przykład zdolność uczenia się metodą prób i błędów u szczurów laboratoryjnych w dobrze zaplanowanych, poddanych rygorom statystyki i metodologii eksperymentach.

Gdy później Hooker trafiła na uniwersytet UCLA, została cenionym wykładowcą, zaś na prowadzonych przez siebie kursach wstępnych z psychologii poznała Sama Froma. Zaprzyjaźniła się z nim na gruncie prywatnym. From był nietypowy – był normalnym gejem. Podobnie jak jego przyjaciele, z którymi stopniowo zapoznał Hooker.

W ten sposób uzyskała ona dostęp do demografii, o której psychoanalitycy bez żenady pisali, że w ogóle nie istnieje – gejów, którzy nie byli psychotykami i neurotykami, zalegającymi na kozetkach uczonych eksploratorów tego, co Nieświadome.

W efekcie w środowisku psychiatrów i psychologów panował konsensus, że po prostu jedną z konsekwencji homoseksualizmu są różne patologie i zaburzenia. Ewentualnie, że różne wcześniejsze patologie prowadzą do różnych zaburzeń, wśród których występuje homoseksualizm, stąd ta szokująca wszechobecność nienormalności w zbadanej populacji homoseksualistów. Problemem był mechanizm wzajemnych oddziaływań rzeczonych patologii, nikt nie dyskutował nad tym, czy sam homoseksualny popęd musi być związany z innymi patologiami. To było oczywiste.

Jeszcze w latach 40 XX wieku Evelyn Hooker zaczęła prowadzić wywiady z przyjaciółmi Froma. Niestety pracę tę przerwała na pewien czas z powodu rozwodu. Powróciła do niej po 1951. Ale tym razem postanowiła wszystko przeprowadzić inaczej. Same wywiady uznała za poznawczo bezwartościowe. Cóż, nie była psychoanalitykiem, któremu kilka własnoręcznie zgromadzonych anegdot starczyłoby za podstawę „naukowego postępu” i pozwoliło opracować wyrafinowane teorie na temat trudnego dzieciństwa fatalnie zaburzającego właściwe ukierunkowanie libido.

Zamiast tego zaaplikowała do Narodowego Instytutu Zdrowia Psychicznego o grant badawczy, z którego chciała sfinansować badania porównawcze grupy mężczyzn homo- i heteroseksualnych, dobranych pod względem wieku, IQ i wykształcenia. Potem poddała ich trzem testom psychologicznym: testowi RorschachaMAPS oraz testowi TAT. Były to popularne testy używane w profesji psychologicznej.

Hooker pokazała wyniki tych testów trzem uznanym ekspertom specjalizującym się w badaniach z ich użyciem. Jaki był efekt? Żadne z ekspertów nie potrafił na podstawie wyników wskazanych testów odróżniać homo i heteroseksualistów w sposób statystycznie istotny. Krotko mówiąc, ich decyzje okazywały się losowym zgadywaniem.

Dziś wiemy, że wszystkie te testy mają co najmniej wątpliwą wartość poznawczą (wynik testu Rorschacha de facto nic nie mówi o badanym, za to sposób jego interpretacji może dużo powiedzieć o interpretującym).

W żaden sposób nie dewaluuje to wartości wyników Hooker, która w niezwykle klarowny sposób pokazała, iż twierdzenie, że istnieją obiektywne, naukowe dowody na istnienie wykrywalnych psychologicznymi badaniami różnic w przystosowaniu homo- i heteroseksualnych mężczyzn było zwyczajnie fałszywe i pozbawione naukowych podstaw.

Krótko mówiąc, Hooker nie tylko powiedziała coś niezwykłego o gejach – że być może nie są chorzy – ale też wskazała coś szokującego o badających ich lekarzach i naukowcach: że najwyraźniej produkują oni wiedzę całkowicie wyssaną z palca. Używając tych samych testów, których standardowo oni używali do identyfikacji patologii homoseksualizmu, obnażyła ich uprzedzenia.

Anonimizacja testów w badaniu Hooker odcięła psychologów od jedynego faktycznego źródła rzekomej wiedzy o patologicznych cechach gejów – oczekiwań co do występowania takich patologii. Nie wiedząc z góry kto jest a kto nie jest gejem, zatracili oni zdolność wykorzystania swoich uczonych testów do dokonania jakiejkolwiek statystycznie istotnej dystynkcji między tymi grupami.

Hooker pokazała, że psycholodzy widzący w gejach patologię, widzieli w wynikach swoich badań to co chcieli widzieć.

Wściekłość aktywistów

W 1970 roku Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne (American Psychiatric Association, APA) postanowiło zorganizować swój coroczny zjazd w San Francisco, wtedy chyba najbardziej wyzwolonym mieście USA, przynajmniej gdy idzie o społeczność LGBT. To z kolei dało aktywistom walczącym o prawa LGBT okazję do zorganizowania protestów mających uświadomić psychologom i psychiatrom, że ich przekonanie o homoseksualizmie jako zaburzeniu nikomu nie pomaga, wręcz przeciwnie, stanowi pretekst do nacisków do leczenia (awersyjna terapia z użyciem elektrowstrząsów) czy zwalniania z pracy. 

W latach 50, jak i 60 nawet lekarze homoseksualiści pod względem poglądów na temat patologii homoseksualizmu nie odbiegali od reszty środowiska. Jak tłumaczył po latach jeden z nich, John Fryer, prawdopodobnie przez zinternalizowaną homofobię nikomu z nich nie przyszło do głowy kwestionować panujących opinii.

Każdy lekarz gej żył w cokolwiek schizofrenicznej sytuacji: choć samemu nie postrzegał w sobie nic co przeszkadzałoby uprawiać mu zawód, w przypadku wyautowania mógł być pewny zwolnienia z pracy, trudno przecież by ktoś chory na umyśle leczył lub badał innych chorych na umyśle, lub by uczył psychologii czy psychiatrii. Nawiasem mówiąc w nasyconym homofobią środowisku psychoanalitycznym sytuacja wyglądała w ten sposób aż do końca lat 80.

Niemniej następowały powolne zmiany. Jedną z nich były nieformalne spotkania skrytej grupy psychiatrów-gejów, które organizowano w trakcie corocznych zjazdów APA. Nazywali sami siebie, żartobliwie, GAYPA. Lecz chociaż wszyscy doświadczyli życia w ukryciu, co znamienne, nie kwestionowali otwarcie ustalonych w naukowej społeczności koncepcji.

Owa konformistyczna postawa zderzyła się z zupełnie niekonformistyczną postawą outsiderów, którzy zakłócili i przerwali sesje w trakcie zjazdu w 1970 roku. W zjeździe tym brało udział dwóch psychoanalityków Irving Bieber i Charles Socarides, którzy byli dominującymi postaciami w dziedzinie patologi homoseksualizmu w latach 60.

Obaj stanowili intelektualnych uczniów psychoanalityka Sandora Rado, z którego homofobiczną twórczością spotkaliśmy już się wcześniej. Bieber był też współautorem głośnego psychoanalitycznego studium o homoseksualistach, o którym też już pisałem wyżej. Tego, w którym generalizowano o homoseksualistach na podstawie selektywnie dobranej grupki zaburzonych pacjentów psychoanalitycznych.

Nietrudno zrozumieć, że Biber nie cieszył się szczególną estymą wśród walczących o prawa mniejszości seksualnych. Co oczywiste, stał się jednym z celów ataków w trakcie zjazdów w 1970. Gdy aktywistki i aktywiści, ubrani w kapelusze z powtykanymi ptasimi piórami, wdarli się na sesję, na której obecny był też Bieber, siedzący w pierwszym rzędzie, zwyzywali lekarzy od sadystów a samego Biebera od skurwysynów.

Jak po latach zauważyła Annie Taylor, działania te nie miały szczególnie pozytywnego wpływu na postawę środowiska psychiatrycznego, co najwyżej utwierdziły jego przedstawicieli w poglądzie, że homoseksualizm związany jest z psychiczną niestabilnością.

Głosowanie

Kluczową postacią dla skanalizowania energii aktywistów w konstruktywny sposób była Barbara Gittings. Uznała, że wrzaskiem i atakami na lekarskie konferencje nie uda się przekonać naukowego środowiska do swoich racji. Zamiast tego, rozumowała, lepiej byłoby znaleźć lekarza, psychiatrę, insidera psychiatrycznego środowiska, który przy okazji byłby gejem i mógłby z opowiedzieć co jest złego w podejściu jego kolegów do faktycznych problemów z jakimi stykają się LGBT.

Problem w tym, że w tamtych czasach, gdy jakiś lekarz zostawał rozpoznany jako homoseksualista, jego kariera zazwyczaj się kończyła. Ten smutny los spotkał między innymi wspomnianego wcześniej Johna Fryera. Gdy w 1971 otrzymał pierwszy telefon od Gittings z propozycją wystąpienia w roli swoistego mediatora pomiędzy środowiskiem LGBT a lekarzami, był świeżo po zwolnieniu z posady na Uniwersytecie Pensylwańskim. Jego szef podejrzewał go o bycie gejem. Niedługo potem stracił pracę w szpitalu z tego samego powodu, zaś próby znalezienia zatrudnienia gdzie indziej spełzły na niczym – plotki w lekarskim światku rozniosły się szybko.

Tym bardziej absurdalną wydała mu się prośba Gittings o wystąpienie przed innymi lekarzami. Jego kariera już wydawała się wisieć na włosku, zaś taka akcja całkowicie by ją przekreśliła. Ponieważ jednak Gittings nie była w stanie znaleźć innego chętnego lekarza, kilka miesięcy później Fryer przystał na jej prośbę, wszakże pod jednym warunkiem. Miał wystąpić anonimowo.

dr-anonymous.png

W ten sposób narodził się doktor Anonymous. Ubrany w za duży o kilka rozmiarów smoking, perukę i maskę o twarzy prezydenta Nixona oraz mówiący przez mikrofon zniekształcający brzmienie głosu. Dzięki temu na konwencji APA w Dallas w 1972 roku grono amerykańskich psychiatrów i psychologów miało po praz pierwszy usłyszeć jednego ze swoich przemawiającego nie tylko w roli lekarza, ale także dobrze się czującego, niepatologicznego geja. Przemowa Fryera poruszyła zarówno kwestię życia lekarza-geja, ciągłą presję i ryzyko outingu, ale też ogólne, humanitarne przesłanki jakie powinny leżeć u podstaw pracy każdego medyka.

Po skończonym wystąpieniu, dr Anonymous został nagrodzony owacją na stojąco. Ziarno zmian zostało posiane.

Nadszedł czas bezpośredniego uderzenia na bastion starego systemu – komitet nomenklatury APA, który decydował o tym jakie choroby znajdują się na liście DMS i jak są definiowane. Osobą, dzięki której uzyskano możliwość wpłynięcia na postępowanie komitetu miał być Robert Spitzer.

Jesienią 1972 roku brał udział w konferencji poświęconej terapii behawioralnej zorganizowanej w Nowym Jorku. Na konferencję dostała się także grupka gejowskich aktywistów, która w dość bezceremonialny sposób przerwała  spotkanie. Jako mówca ze strony aktywistów wystąpił Ronald Gold, który zaatakował zgromadzonych lekarzy agresywną tyradą. Po przerwanym spotkaniu podeszła do niego jakaś kobieta i pogratulowała mu, mówiąc, że wraz z innymi robią dobrą robotę. Przedstawiła go też Spitzerowi.

Spitzer był pod mniejszym wrażeniem, nie uważał, by przerywanie naukowych spotkań, nawet jeśli ktoś się nie zgadza z tezami tam prezentowanymi, było stosownym zachowaniem. W trakcie krótkiej wymiany zdań Gold zorientował się, że Spitzer jest członkiem komitetu nomenklatury APA. Zaproponował by Gold zorganizował dla nich spotkanie z przedstawicielami komitetu, oraz panelową dyskusję na kolejnym dorocznym zjeździe APA, na co zgodził się Spitzer.

Spotkanie odbyło się kilka miesięcy później: aktywiści przedstawili swoje racje przed grupą lekarzy z komitetu nomenklatury, ale nie doprowadziło to do żadnych rozstrzygnięć. Przekonało jednak Spitzera, że sensowne jest zrealizowanie drugiej części planu: oficjalnego spotkania zwolenników skreślenia homoseksualizmu z listy chorób z szerokim gronem psychologów, w tym ze zwolennikami patologizacji takimi jak psychoanalitycy Socarides i Bieber.

Spotkanie to miało miejsce na konwencji APA w Honolulu w 1973. Sala pełna lekarzy mogła przyglądać się dyskusji przedstawicieli obu obozów. Ronald Gold wystąpił z przemówieniem pod znaczącym tytułem „Stop It - You're making me sick”. Charles Socarides wspomniał po latach, że zasadniczo zwolennicy leczenia homoseksualizmu zostali zwyzywani od „nieludzkich szczurów będących obrazą dla profesji”. Gold twierdzi jednak, że Socarides odwołał się do argumentów w rodzaju „Zdradzacie swoje męskie dziedzictwo”, za które wybuczała go sala.

(Uwaga na marginesie: czy ktoś buczy, gdy Eichelberger opowiada podobne nonsensy kilka dekad później w kraiku nad Wisłą?)

Choć nie angażowali się jawnie, członkowie GAYPA też byli obecni na zjeździe. Jak często to robili, zorganizowali w pewnym barze dla gejów małe spotkanie po oficjalnych częściach konferencji. Tym razem zaprosili na nie także outsidera – aktywistę Ronalda Golda. Gold przyjął zaproszenie, ale, nie uprzedzając innych, postanowił wziąć ze sobą Spitzera.

Zabronił mu tylko się odzywać, miał on udawać jakiegoś przypadkowego geja. Członkowie GAYPA wciąż byli całkowicie zakonspirowani i zapewne nie życzyli sobie by ktoś odkrył kim są, tym bardziej, gdyby wiedzieli, że ten ktoś należy do APA i pracuje w komitecie nomenklatury. Niestety, plan udał się umiarkowanie. Jak wspominali później uczestnicy tamtego spotkania, Spitzer dość szybko zaczął zadawać pytania, które go zdemaskowały. Wywołało to nerwową atmosferę. Strach członków GAYPA był zrozumiały: zdawało się, że dekonspiracja mogła zakończyć ich naukowe kariery.

Wtedy nastąpiło coś osobliwego. Do baru wszedł żołnierz, który spojrzał na zgromadzonych, po czym rzucił się w ramiona Golda i zaczął szlochać. Oszołomione towarzystwo wkrótce dowiedziało się, że ma do czynienia z wojskowym psychologiem – gejem, który był wcześniej na spotkaniu APA i słuchał przemowy Golda. Po tym po raz pierwszy w życiu postanowił pójść do gejowskiego baru. Trafił akurat tam, gdzie spotkanie mieli członkowie GAYPA, Gold i Spitzer.

Jak wspominał później Gold, zaraz po tej dziwnej scenie Spitzer wypowiedział znamienne słowa: „Napiszmy oświadczenie”.

Draft zmian w nomenklaturze powstał tego samego wieczoru w pokoju hotelowym Spitzera. W projekcie nowego nazewnictwa usunięto słowa o homoseksualizmie jako formie patologii, w zamian wprowadzono kategorię homoseksualizmu egodystonicznego, opisującą sytuację osoby niezdolnej zaakceptować swoją homoseksualną orientację i cierpiącą z tego powodu.

Annie Taylor widzi w tym nie tylko ewolucję naukowych koncepcji, ale tez politycznie motywowany krok, który służył neutralizacji przesłanki finansowej przemawiającej przeciwko demedykalizacji homoseksualizmu. Stanowiło to swoistą osłodę dla tych psychiatrów, których mogłyby zmartwić mniejsze zyski z profesji, mającej mieć nagle znacznie mniej pacjentów.

Projekt zmian został następnie przekazany do oceny komitetu referencyjnego, na czele którego stał John Spiegel, przy okazji prezes elekt APA. Po akceptacji komitetu referencyjnego draft zmian został przesłany do akceptacji zarządu APA.

15 grudnia 1973 roku prezes i jego rada zwołali konferencję prasową, na której ogłosili, że w USA skończył się homoseksualizm jako choroba. Oczywiście – żartuję. Użyli innych słów, ale efekt było dokładnie taki. Niektórzy zaangażowani w to aktywiści mówili nawet o tym jako o Lekarstwie, wszak za jednym zamachem uzdrowiono wszystkich gejów i lesbijki.

Decyzja ta wywołała furię tej części środowiska lekarskiego, które wciąż uznawało homoseksualizm za patologię, a jego „terapie” za istotne osiągnięcia naukowe. Głównie byli to różnej maści szamani psychoanalizy. Zorganizowali oni petycję nawołującą do głosowania wszystkich członków APA nad unieważnieniem zmian. Głosowanie, owo słynne głosowanie, odbyło się w 1974 roku. Większość członków APA poparła decyzję o usunięciu homoseksualizmu z listy schorzeń.

Rok później analogiczny proces przeszło Amerykańskie Stowarzyszenie Psychologów, które ogłosiło, że homoseksualizm nie jest patologiczny. W 1990 roku homoseksualizm został skreślony z listy chorób przez Światową Organizację Zdrowia.

Między aktywizmem a akademią

Historia medykalizacji i demedykalizacji homoseksualizmu to historia tego jak nauka, oraz to, co funkcjonuje na obrzeżach nauki, istnieje zanurzona w społecznym środowisku. Nauka to teoretycznie najlepsze teorie o świecie, ale droga do tych teorii wiedzie przez ich weryfikację za pomocą metodologicznie poprawnych, surowych testów.

Wiedza o umyśle (w tym jego patologiach) wynurzała się z obszaru przednaukowych dociekań bardzo powoli. Nie ma przesady w stwierdzeniu, że na większą skalę metoda naukowa tak rozumiana, jak się ją rozumie w bardziej dojrzałych dziedzinach, zaczęła być stosowana do badania psyche dopiero w drugiej połowie XX wieku.

Medykalizacja takich zjawisk jak homoseksualizm była niczym innym, jak racjonalizowanym za pomocą pseudonauki przekonaniem o pozanaukowym charakterze. Gdy zaczęto ją badać prawdziwie naukowymi metodami, dość szybko okazała się bezpodstawnym przesądem.

Ale gdyby nie naciski aktywistów, którzy jako podmiotowa siła dotknięta negatywnymi następstwami złej nauki domagali się zmian w tej nauce, reforma zajęłaby więcej czasu. Na co zresztą wskazują pierwsze reakcje na badania, których wyniki podważały pierwotny konsensu. Choć Hooker zdobyła przekonujące dowody, że medycy uważający gejów za patologię nie potrafią tego uzasadnić, przez kilkanaście lat nie miało to żadnego wpływu na dominujące w środowisku psychiatrycznym poglądy.

Demedykalizacja homoseksualizmu to najsłynniejszy przykład synergistycznego oddziaływania środowiska uczonych i aktywistów. Ale nie jedyny. O czym napiszę w jednym z następnych wpisów.

 

 
RMF.24 - bliżej faktoidów Der Sturmera?

RMF.24 - bliżej faktoidów Der Sturmera?

Czy syndrom poaborcyjny istnieje?

Czy syndrom poaborcyjny istnieje?