Mózgożerna ameba

Mózgożerna ameba

Ze zdumieniem odkryłem, że nie mam jeszcze na blogu wpisu o mózgożernej amebie. Tymczasem bądźmy szczerzy, mało który temat nadaje się równie mocno na blog fana filmu Blob, niż właśnie życie i piękno mózgożernej ameby. Ponadto, ameba ta lubi ciepła wodę. Zgadnijcie, jaka jest teraz woda w stawach i jeziorach? Tak – ciepła.

Ok, to pozbawione podstaw straszenie. Ameba lubi ciepłą wodę w ogóle, nie tylko przez miesiąc czy dwa w roku. Dlatego w Polsce jej nie uświadczysz. Jeszcze.

Życie mózgożernej ameby

Życie mózgożernej ameby (przy okazji, jej naukowa nazwa to Naegleria fowleri) przebiega w trzech formach. Może być otorobioną cystą spoczywającą gdzieś na dnie słodkowodnego zbiornika, może być, uhm..., amebą, czyli galaretowatym pierwotniakiem, który pełza przelewając cytoplazmatyczną zawartość swojej komórki, ale może też wyprodukować wić i za jej pomocą, jako wiciowiec, pływać aktywnie w toni wodnej. Owe trzy formy mogą się przekształcać jedna w drugą:

Naegleria w postaci cysty przetrwać może nawet zupełne wysuszenie. Jako ameba lub wiciowiec zamieszkuje dno i wodę małych stawów, jezior czy rzek. Ogólnie – wszystkich słodkowodnych, względnie ciepłych zbiorników wodnych. Dlatego spotkać ją można na południu USA czy w południowych rejonach Europy.

Nie jest łatwo zarazić się Naeglerią. Żeby do tego doszło trzeba zwykle nałykać się sporo wody, a dokładniej nabrać jej możliwie dużo do nosa. Wtedy ameba ma szanse przylgnąć do komórek receptorowych w jamie nosowej. Komórki te mają bezpośrednie połączenie z mózgiem przy pomocy nerwów węchowych...

Ameba dostaje się do mózgu przez nerw węchowy, który z kolei może zaatakować, jeśli człowiek połknie wodę, która dostanie się głęboko do jamy nosowej. Grafika wykorzystuje ilustrację Patricka J. Lyncha, użytą na licencji CC BY 2.5.

Ameba dostaje się do mózgu przez nerw węchowy, który z kolei może zaatakować, jeśli człowiek połknie wodę, która dostanie się głęboko do jamy nosowej. Grafika wykorzystuje ilustrację Patricka J. Lyncha, użytą na licencji CC BY 2.5.

Mózg zaatakowany przez Naegleria. Źródło: CDC.

Mózg zaatakowany przez Naegleria. Źródło: CDC.

Możecie domyślić co dzieje się dalej. Ameba wędruje wzdłuż nerwu węchowego i dostaje się do mózgu, pożywnej, obfitej pożywki, w sam raz dla mózgożernego pierwotniaka. Komórki ameby zaczynają żywić się neuronami, co prowadzi do miejscowych nekroz i krwotoków. 

To samo w sobie prawdopodobnie nie byłoby przyjemnym stanem, ale u chorego dochodzi dość szybko do gwałtownego zapalenia mózgu (neglerioza) wywołanego reakcją odpornościową na obecność pierwotniaka. Efekt? Mózg zaczyna puchnąć, co z kolei prowadzi do wciśnięcia pnia mózgu w podstawę czaszki, co prawie zawsze kończy się śmiercią pacjenta.

Jeśli chodzi o sam przebieg choroby, oto opis objawów zaczerpnięty z Wikipedii:

Choroba występuje w około tydzień od zakażenia. Przebiega z gorączką, silnymi bólami głowy, zaburzeniami widzenia, nudnościami i wymiotami. Mogą wystąpić zaburzenia psychiczne, pod postacią splątania lub pobudzenia, rzadziej halucynacji. Choroba zwykle doprowadza do śmierci w ciągu 72 godzin.

Zakażenia Naegleria są bardzo rzadkie (w USA między 2003 a 2012 rokiem było to zaledwie 31 przypadków), ale jeśli już ktoś ma pecha się zarazić, ma 97% szans na śmierć. Obcnie prowadzi się badania nad kilkoma formami antybiotykoterapii wymierzonych w pierwotniaka.

Ameba i ocieplenie klimatu

Zachorowania na zapalenie mózgu wywołane infekcją Naegleria mogą być bardzo rzadkie, ale epidemiolodzy w USA obserwują ostatnio wzrost ich częstości. Co więcej, obserwują, że Naegleria atakuje na nowych, wysuniętych bardziej na północ terenach:

Although deadly, infections are exceedingly uncommon—there were only 34 reported in the U.S. during the past 10 years—but evidence suggests they may be increasing. Prior to 2010 more than half of cases came from Florida, Texas and other southern states. Since then, however, infections have popped up as far north as Minnesota.

Wygląda na to, że to globalne ocieplenie sprawia, że zwiększa się zasięg pierwotniaka. To nie jedyna choroba o dotychczasowym dość ograniczonym zasięgu, która korzysta w ten sposób ze zmian klimatu.

W Polsce temperatura dla rozwoju tych pierwotniaków jest zbyt niska. Kto wie jednak, co będzie za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat...

Możesz polubić mój blog na Facebooku.

PS: wychodzi na to, że z Naegleria mają właśnie problem w Pakistanie.

Stałem się śmiercią; niszczycielem światów

Stałem się śmiercią; niszczycielem światów

Kleszcze

Kleszcze