Badanie Regnerusa nad dziećmi homoseksualistów i jego implikacje

Badanie Regnerusa nad dziećmi homoseksualistów i jego implikacje

W skrócie:

  • badanie Regnerusa nie mówi nic o wychowaniu dzieci przez pary homoseksualne, w szczególności przez pary w związkach partnerskich, czy pary, które zawarły ślub;
  • to co z wyników i wniosków Regnerusa zachowuje się, gdy dokonać odrzucenia rzeczy nieprawidłowych metodologicznie, świadczy, że wprowadzenie małżeństw osób tej samej płci jest pierwszym i podstawowym krokiem do poprawienia sytuacji dzieci z takich rodzin.

Kilka dni temu „Rzeczpospolita” opublikowała artykuł pod znamiennym tytułem: Homoseksualizm jest zaraźliwy. Co skłoniło jeden z czołowych tytułów prasowych do skorzystania z tandetnego, kretyńskiego wręcz nagłówka rodem z tabloidu? Tłumaczenie niesławnego artykułu Marka Regnerusa How different are the adult children of parents who have same-sex relationships? Findings from the New Family Structures Study, które ukazało się właśnie w kwartalniku „Fides et ratio”.

Problemów z pracą Regnerusa jest wiele, głównym zapewne publiczny odbiór wyników tych badań i użytek, jaki robi się z nich w politycznym dyskursie. Dobrze ukazuje to właśnie artykuł z „Rzepy”:

Średnio co trzecie dziecko, które wychowywane było przez pary homoseksualne, jest dziś homo- lub biseksualne. Takie wnioski płyną z raportu amerykańskiego badacza, prof. Marca Regnerusa z University of Texas w Austin, z 2012 r. (…) Przystępując do badań, profesor przygotował specjalną ankietę, którą rozesłano do ponad 15 000 respondentów w wieku 18–39 lat. Otrzymał prawie 3000 pełnych ankiet Amerykanów, z których wyodrębnił osiem grup wychowywanych przez różne typy rodzin – m.in. dorosłych, którzy wzrastali w pełnych heteroseksualnych rodzinach oraz wychowywanych przez matki lesbijki lub ojców gejów. Następnie podał je analizie pod kątem badania 40 wybranych zmiennych.

W rzeczywistości, co wyjaśnię dokładnie dalej, badanie Regnerusa w ogóle nie dotyczyło rodzicielstwa par jednopłciowych, było źle przeprowadzone od strony metodologicznej, oraz, jeśli ma być argumentem za czymkolwiek, to za zniesieniem dyskryminacji lesbijek i gejów w dostępie do instytucji małżeństwa.

Badanie Regnerusa

Omówienie badania Regnerusa rozdzielę na trzy części: przedstawienie wniosków, opis metod oraz krótką analizę krytyki, jaką Regnerus formułuje pod adresem innych badaczy.

Wnioski

Oddajmy głos samemu Regnerusowi:

As scholars of same-sex parenting aptly note, same-sex couples have and will continue to raise children. American courts are finding arguments against gay marriage decreasingly persuasive. This study is intended to neither undermine nor affirm any legal rights concerning such. The tenor of the last 10 years of academic discourse about gay and lesbian parents suggests that there is little to nothing about them that might be negatively associated with child development, and a variety of things that might be uniquely positive. The results of analyzing a rare large probability sample reported herein, however, document numerous, consistent differences among young adults who reported maternal lesbian behavior (and to a lesser extent, paternal gay behavior) prior to age 18. While previous studies suggest that children in planned GLB families seem to fare comparatively well, their actual representativeness among all GLB families in the US may be more modest than research based on convenience samples has presumed.

To rdzeń części artykułu, w której autor zamieścił konkluzje swojej pracy. Problem z badaniem Regnerusa widoczny jest od razu. W pierwszym zdaniu pisze o jednopłciowych parach wychowujących dzieci, niedwuznacznie wskazując obszar zainteresowań, którego w mniejszym lub większym stopniu miałyby tyczyć się jego badania. Zwraca nawet mimochodem uwagę, że (amerykańskie) sądy widzą coraz mniej argumentów dla utrzymania zakazów małżeństw jednopłciowych. Jednak już w trzecim zdaniu z rozpatrywanego tu fragmentu dokonuje asekuracji, notując, że jego wyniki w żaden sposób nie mogą się przekładać na argumenty za lub przeciw odbieraniu komukolwiek praw. Jest to co prawda niespójne z medialnymi wystąpieniami Regnerusa, ale potraktowane poważnie wskazuje, że reprezentacja tego badania w mediach, na przykład przez „Rzeczpospolitą” czy „Fides et ratio”, jest niezgodna z założeniami autora.

Ciekawsze z punktu widzenia metodologii rzeczy dzieją się chwilę później. Autor nawiązuje do innych badań nad rodzicielstwem par jednopłciowych, których wyniki wskazują, że rodzicielstwo takie nie wpływa negatywnie na rozwój dzieci. Stwierdza następnie, że wbrew tym poglądom jego wyniki pokazują, że dzieci, które w kwestionariuszu raportowały o homoseksualnych zachowaniach swoich rodziców, wypadają przy pomiarze niektórych wybranych przez badacza parametrów gorzej niż dzieci, które raportowały, że dorastały w nienaruszonej biologicznej rodzinie.

Co jest nie tak z tym wnioskiem? Przeskakując od jednego zdania do drugiego, Regnerus przechodzi od mówienia o dzieciach wychowywanych przez pary jednopłciowe do mówienia o dzieciach, które opisywały (nie wiadomo na ile adekwatnie) jakieś zachowania homoseksualne u któregoś ze swoich rodziców. A przecież to są dwie zupełnie różne rzeczy, jak pokażę w kolejnej części notki, poświęconej metodologii Regnerusa.

Metody

Regnerus dość precyzyjnie opisuje swoją metodologię. Osoby, które wypełniły kwestionariusz, zostały przez niego podzielone na następujące grupy:

IBF

Od urodzenia do 18 roku życia w nietkniętej rodzinie z biologicznym ojcem i matką.

LM

Matka wchodziła w relacje homoseksualne.

GF

Ojciec wchodził w relacje homoseksualne.

Adoptowani

Dzieci adoptowane.

Rozwiedzeni później

Dzieci rodziców, którzy rozwiedli się już po tym, jak dziecko skończyło 18 rok życia.

Rodzina przybrana

Sytuacja, w której tylko jeden rodzic jest biologicznym rodzicem dziecka.

Samotny rodzic

Dzieci wychowywane przez samotnego rodzica.

Inne

Dzieci o sytuacji rodzinnej nie mieszczącej się w żadnej ze wskazanych wyżej kategorii.

Co z dziećmi, które podpadały pod kryteria przynależności do więcej niż jednej z grup wyżej wskazanych? Regnerus nie ukrywa, że jego priorytetem była z jednej strony jednoznaczność, z drugiej – maksymalizacja grup, które go najbardziej interesowały (LF i GF). A więc na przykład dziecko wychowywane przez samotnego ojca-geja było klasyfikowane wyłącznie do grupy drugiej, czyli GF, ale nie do grupy dzieci rodziców samotnych…

Co z sytuacją, gdy dziecko miało oboje rodziców biologicznych utrzymujących homoseksualne relacje? Wtedy klasyfikowane było do grupy GF, bo, jak z rozbrajająca szczerością przyznał Regnerus, była ona najmniej liczna, więc chciał ją uczynić jak najliczniejszą i w sytuacjach spornych preferował zaliczenie badanych dzieci do tej grupy.

Owa dziwna praktyka sama w sobie jest dyskwalifikująca. Można argumentować, że Regnerus powinien albo utworzyć więcej bardziej adekwatnych grup, albo zgoła wyeliminować dyskusyjne przypadki. Ale zostawmy to, bo, mam nadzieję, widać już inny fundamentalny problem.

Wśród wymienionych grup jedynymi, które z definicji obejmowały dzieci wychowywane przez jakiekolwiek pary, były grupy pierwsza oraz czwarta. Wydaje mi się też, że takimi grupami mogły być grupy dzieci adoptowanych i rodziny przybrane. Jak powiedziałem, osobliwa procedura jednoznacznego klasyfikowania, niezbyt precyzyjnie opisana, nie daje pewności co do zastosowanego podziału.

Żadna z dwóch grup obejmujących dzieci rodziców homoseksualnych nie była grupą utworzoną z dzieci wychowywanych przez pary homoseksualne od urodzenia do 18 roku życia. Zaraz zobaczymy, jakie ma to konsekwencje dla oceny znaczenia odkryć Regnerusa dla palących obecnie kwestii społecznych, ale najpierw rozwiejemy pewną wątpliwość.

Może ktoś oponować, że nawet jeśli nie wszystkie dzieci z grupy z homoseksualnymi rodzicami (to jest rodzicami, którzy według wypowiedzi tych dzieci kiedykolwiek wchodzili w relacje homoseksualne) były wychowywane przez pary, to przynajmniej znaczna większość. Zobaczmy, co pisze o tym sam Regnerus:

The NFSS interviewed just under 3000 respondents, including 175 who reported their mother having had a same-sex romantic relationship and 73 who said the same about their father. (…)

The NFSS is not a longitudinal study, and therefore cannot attempt to broach questions of causation. It is a cross-sectional study, and collected data from respondents at only one point in time, when they were between the ages of 18 and 39. It does not evaluate the offspring of gay marriages, since the vast majority of its respon- dents came of age prior to the legalization of gay marriage in several states. (…)

While gay and lesbian Americans typically become parents today in four ways—through one partner’s previous participation in a heterosexual union, through adoption, in-vitro fertilization, or by a surrogate—the NFSS is more likely to be comprised of respondents from the first two of these arrangements than from the last two. Today’s children of gay men and lesbian women are more apt to be ‘‘planned’’ (that is, by using adoption, IVF, or surrogacy) than as little as 15–20 years ago, when such children were more typically the products of heterosexual unions.

Although the NFSS did not directly ask those respondents whose parent has had a same-sex romantic relationship about the manner of their own birth, a failed heterosexual union is clearly the modal method: just under half of such respondents reported that their biological parents were once married. This distinguishes the NFSS from numerous studies that have been entirely concerned with ‘‘planned’’ gay and lesbian families, like the NLLFS. (…)

Fifty-eight (58) percent of those whose biological mothers had a same-sex relationship also reported that their biological mother exited the respondent’s household at some point during their youth, and just under 14% of them reported spending time in the foster care system, indicating greaterthan-average household instability. Ancillary analyses of the NFSS suggests a likely ‘‘planned’’ lesbian origin of between 17% and 26% of such respondents, a range estimated from the share of such respondents who claimed that (1) their biological parents were never married or lived together, and that (2) they never lived with a parental opposite-sex partner or with their biological father. The share of respondents (whose fathers had a same-sex relationship) that likely came from ‘‘planned’’ gay families in the NFSS is under 1%.

Przełóżmy to na liczby. W innym miejscu Regnerus podaje dokładne liczebności grup LM (z matkami lesbijkami) i GF (z ojcami gejami), jest to odpowiednio 163 i 73. Rozumiem, że under 1% z 73 to po prostu jedno przebadane dziecko, które było faktycznie planowanym dzieckiem wychowanym w gejowskim związku. Jeśli przyjmiemy najbardziej życzliwy szacunek, to jest 26% dla grupy LM, da nam to 42 dzieci wychowywanych w planowany sposób przez pary lesbijskie. Tak więc na łączną liczbę 236 dzieci z rodzicami wchodzącymi w relacje homoseksualne tylko 43 (18%) to były planowane dzieci par homoseksualnych.

Nawet nie jedno na pięć. Co więcej, grupa ta nie była lepiej scharakteryzowana, nie wskazano na przykład, ile z tych planowanych dzieci faktycznie wychowywało się w okresie 0–18 lat w stabilnym związku. Czemu to ważne? Bo oto, co jest sednem badania Regnerusa: porównywanie siedmiu z tych grup z grupą IBF, czyli starannie wyselekcjonowaną grupą dzieci, których heteroseksualni rodzice byli ze sobą nieprzerwanie w związku od momentu urodzenia dziecka do momentu wykonania badania.

Regnerus nigdzie w swoim badaniu nie porównuje dzieci wychowywanych przez pary jednopłciowe z dziećmi wychowywanymi przez pary dwupłciowe. Populacja dzieci homoseksualistów, jak przyznaje sam autor w jednym z zacytowanych fragmentów, w ponad połowie składała się z dzieci z nieudanych związków między osobą przeciwnej płci. Zaś 14% tych dzieci miało za sobą jakiś epizod w domu dziecka.

Autor tej pracy odkrył zdumiewającą prawdę, że patologiczne warunki dorastania skutkują patologiami wychowawczymi. Ponadto tak dobrał (patologiczne) grupy badane, by wyraźną mniejszością jednej z nich były dzieci par homoseksualnych (nie wiadomo dokładnie ile, ale mniej niż 1/5). Z kolei dzieci heteroseksualistów używane jako grupa kontrolna były dobrane bardzo wybiórczo. Wystarczyło na przykład, że rodzice tych dzieci rozwiedli się po tym, jak dzieci uzyskały pełnoletniość, a już takie dziecko usuwane było z grupy kontrolnej.

Takie to porównanie rodzicielstwa hetero- i homoseksualnego: z grupy hetero celowo usunięto wszystkie czynniki mogące zaburzać rozwój dzieci, do grupy homo wliczono tak wiele dzieci w rzeczywistości nie wychowywanych przez pary homo (przypomnijmy, połowa to dzieci ze związków różnopłciowych!), za to charakteryzujących się patologiami rodzinnymi, że Regnerusowi, po takim zdefiniowaniu odpowiednich grup faktycznie udało się wykazać negatywny wpływ rodzicielstwa homoseksualnego.

Choć w swojej pracy stara się sprytnie lawirować, to ideologiczna motywacja oraz niezbyt dobrze skrywana zachęta dla takich nadinterpretacji jak w Rzeczpospolitej co rusz wyłażą na wierzch w jego wywodach. Widać to wyraźnie w momencie, gdy Regnerus odnosi się do badań faktycznie poświęconych rodzicielstwu par jednopłciowych.

Krytyczny Regnerus

Najpierw zobaczmy, co Regnerus ma do powiedzenia na temat badań traktujących o skutkach wychowywania prez pary jednopłciowe:

In their 2001 American Sociological Review article reviewing findings on sexual orientation and parenting, however, sociologists Judith Stacey and Tim Biblarz began noting that while there are some differences in outcomes between children in same-sex and heterosexual unions, there were not as many as family sociologists might expect, and differences need not necessarily be perceived as deficits. Since that time the conventional wisdom emerging from comparative studies of same-sex parenting is that there are very few differences of note in the child outcomes of gay and lesbian parents. Moreover, a variety of possible advantages of having a lesbian couple as parents have emerged in recent studies. The scholarly discourse concerning gay and lesbian parenting, then, has increasingly posed a challenge to previous assumptions about the supposed benefits of being raised in biologically-intact, two-parent heterosexual households.

Regenrus ma w istocie cały rozdział pracy poświęcony ograniczeniom metodologicznym poprzednich badań. Co w nim zdumiewające, to rodzaj zarzutów, jakie wysuwa:

One notable example of this is the National Longitudinal Lesbian Family Study, (…). The NLLFS employs a convenience sample, recruited entirely by self-selection from announcements posted ‘‘at lesbian events, in women’s bookstores, and in lesbian newspapers’’ in Boston, Washington, and San Francisco. (…) All such samples are biased, often in unknown ways.

Jego zarzut częściowo jest zasadny. Większość badań nad rodzicielstwem jednopłciowym opiera się na niewielkich, wybiórczych próbkach. Problem leży gdzie indziej. Oto Regnerus kontynuuje swój wywód:

To compound the problem, results from nonprobability samples—from which meaningful statistics cannot be generated— are regularly compared with population-level samples of heterosexual parents, which no doubt are comprised of a blend of higher and lower quality parents. For example, Gartrell et al. (2011a,b) inquired about the sexual orientation and behavior of adolescents by comparing data from the National Survey of Family Growth (NSFG) with those in the snowball sample of youth in the NLLFS. Comparing a population-based sample (the NSFG) to a select sample of youth from same-sex parents does not provide the statistical confidence demanded of good social science.

Regnerus czyni innym badaniom zarzut z tego, że starannie wybraną nielosową grupę rodziców tworzących pary jednopłciowe porównuje do losowej próbki rodziców heteroseksualnych. Abstrahując od tego, że zarzut ten jest niesłuszny (większość badań rodzicielstwa jednopłciowego nie popełnia tego błędu), zdumiewa, że Regnerus nie widzi problemu w tym, że w swojej własnej pracy popełnił właśnie ten błąd, tylko w drugą stronę: starannie dobraną grupę heteroseksualnych, stabilnych związków traktuje jako kontrolę dla heterogenicznych rodzin, których jedyną cechą wspólną jest to, że co najmniej jeden z rodziców wykazywał jakieś relacje homoseksualne – w opinii własnego dziecka, wydanej wiele lat później.

Regnerus co rusz przedstawia losowość próbki w swoim badaniu jako wielką jego zaletę. Problem w tym, że ta losowa próbka została poddana bardzo nielosowemu przetworzeniu, czyli podziałowi na opisane grupy. Po tym podziale jej losowy charakter znika. Jeśli w jednej przegródce są wszelkie formy życia rodzinnego, którego jedyną cechą wspólną jest (domniemany, bo przecie jedynie raportowany przez dzieci) homoseksualizm jednego z rodziców, a w drugiej świadomie przesiane rodziny, które odpowiadają wyidealizowanemu obrazowi, to nie można pisać później, że się dokonuje badań na losowych próbach.

Regnerus pisze, że porównuje wpływy wychowania w rodzinach z rodzicami o orientacji homoseksualnej do wychowania w rodzinach z rodzicami hetero. Po czym usuwa z rzekomej grupy kontrolnej hetero wszystkie te aberracje i zaburzenia, które z jakichś powodów zostawia w grupie homo. By sparafrazować jego własne słowa: comparing a population-based sample to a select sample of youth from different-sex parents does not provide the statistical confidence demanded of good social science.

Krytyka pracy Regnerusa

Debra Umberson

Badanie Regnerusa spotkało się z dość, oględnie mówiąc, oschłym przyjęciem. Debra Umberson, zawodowa koleżanka Regnerusa z jego własnej uczelni oraz redaktorka naczelna pisma Journal of Health and Social Behavior, napisała o jego badaniu:

His definition of children raised by lesbian mothers and gay fathers is incredibly broad – anyone whose biological or adopted mother or father had a same-sex relationship that the respondent knew about by age 18. (…)

On the other hand, to be included in the “heterosexual married family” category, respondents had to have parents who were continuously married from the time of their birth to the time of the survey! (…)

By casting his net so widely for children of supposedly gay and lesbian parents, and so narrowly for the children of heterosexual couples, Regnerus practically guaranteed that his study would find that those with so-called gay and lesbian parents would fare worse than those with so-called heterosexual parents.

Krótko mówiąc, jej zarzuty pokrywają się z tym, co pisałem wcześniej. Regnerus dokonał porównania nie między dziećmi heteroseksualistów i dziećmi homoseksualistów, tylko między starannie i świadomie wybraną grupą dzieci o idealnych warunkach rozwojowych oraz świadomie i starannie wybraną grupą dzieci z możliwie licznymi problemami rodzinnymi, które przy okazji być może miały też (prawie zawsze jednego) rodzica o homoseksualnej orientacji.

Intrygujące, że sam autor przyznawał w wywiadach, że jego badanie miało mało wspólnego z dziećmi wychowywanymi przez pary homoseksualne (nie mówiąc o związkach partnerskich czy małżeństwach), ale jednak w mediach wciąż funkcjonuje mem, że  porównywał wychowanie w rodzinach tworzonych przez rodziców hetero- i homoseksualnych.

Perrin, Cohen i Caren

Z kolei trzech autorów (Andrew Perrin, Philip Cohen, Neal Caren) dokonało dość druzgoczącej krytyki w artykule Responding to the Regnerus study w piśmie Journal of Gay & Lesbian Mental Health. Zwrócili oni uwagę na wewnętrzną niespójność wielu wywodów Regnerusa. Na przykład twierdził on, że jego badanie dostarczało jedynie korelacji i nie miało charakteru wyjaśnienia przyczynowego. Ale jednocześnie, przy grupowaniu respondentów w grupy, gdy dane dziecko przypadało do kilku grup, wśród których znajdowała się grupa obejmująca rodziców homoseksualnych, było zawsze klasyfikowane jako dziecko LM lub GF. To implicite zakłada, że orientacja rodziców jest istotnie ważniejszym czynnikiem od innych, a więc, czy autor się do tego przyznaje czy nie, przyczynowo gra większą rolę. Od siebie dodam, że to wskazuje, że logika wywodu zawarta w koncepcji badania i interpretacji wyników skręca w kierunku błędnego koła.

Perrin i jego współpracownicy poświęcili też sporo miejsca głównej wadzie całego badania, czyli osobliwej konceptualizacji homorodzicielstwa:

The single biggest weakness of the article is the conceptual definition of same-sex parents, as a large proportion of these parents was certainly not raising children in a same-sex household. Indeed, just over half (52%) of respondents who responded that their mothers had had a lesbian relationship had ever lived in the same household with both the mother and her lesbian partner, and 60% of these did so for two years or less. Thus the conceptual definition is certainly invalid, since the group of people catego- rized as LM or GF simply does not match the question of theoretical interest: those who were actually raised in same-sex-parent families.

Zwracają także uwagę na błędy statystyczne i niejasności metodologiczne (na przykład radzenie sobie z brakującymi danymi lub z tymi ankietami, których treść wyraźnie wskazywała, że respondenci nie pisali prawdy). Co znaczące, podkreślają, że kontaktowali się w tej sprawie z Regnerusem, ale odmówił on wyjaśnień. Na koniec krytykują także próbę wyjaśnienia, co jest przyczyną wskazanych różnic, jaką dał Regnerus. Zwracają uwagę, że jest ona sprzeczna z wynikami dotyczącymi innych wyróżnionych przez niego grup.

Amicus brief Amerykańskiego Towarzystwa Socjologicznego

Jednym z interesujących przykładów, gdy przedstawiciele środowiska naukowego wypowiedzieli się o badaniu Regnerusa, była opinia wydana dla Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych Ameryki przez Amerykańskie Towarzystwo Socjologiczne (ASA, American Sociological Association).

Jest to tekst wart przeczytania, gdyż jako opinia dla sądu jest z jednej strony precyzyjny, z drugiej napisany z pełną świadomością, że adresatem są ignoranci w dziedzinie badań socjologicznych. Gdyby się wam jednak nie chciało, to zarzuty tam przedstawione można podsumować następująco:

  • Badanie nie dotyczyło dzieci wychowywanych przez pary jednopłciowe.
  • Grupa kontrolna była celowo dobrana w sposób, który uniemożliwia traktowania jej jako wyznacznika wychowania przez pary heteroseksualne.
  • Wśród grupy dzieci rzekomo wychowywanych przez pary jednopłciowe większość nie była wcale dziećmi wychowywanymi przez pary jednopłciowe.
  • Metoda określenia, którzy rodzice byli homoseksualni, nie spełniała żadnych kryteriów metodologicznych stosowanych w naukach społecznych (opierała się na opisie dzieci wiele lat później).
  • Cechy badane przez Regnerusa w znaczącej większości nie były wyznacznikami efektów wychowania w okresie dzieciństwa.

Opinia ta, co ważne, nie była wydana przez psychologów, tylko przez socjologów i skupiała się na metodologicznej nędzy badania Regnerusa. Padało w niej także dość istotne zdanie, które powinno być oczywiste na gruncie socjologicznych implikacji wyników badań Regnerusa (zinterpretowanych z wzięciem poprawki na błędy metodologiczne):

If any conclusion can be reached from Regnerus’s study, it is that family stability is predictive of child wellbeing.

Polityczne implikacje badania Regnerusa

Przyczyną, że w „Rzeczpospolitej” ukazał się artykuł o zarazie homoseksualizmu, było tłumaczenie pracy Regnerusa w kwartalniku „Fides et ratio”. Oprócz tłumaczenia samego tekstu ukazał się tam komentarz autorstwa Andrzeja Margasińskiego. Niemal na samym początku Margasiński zauważa:

Wystąpienia Regnerusa i Marksa zakwestionowały dotychczasowy porządek sprowadzający się do twierdzenia, jakoby pomiędzy dziećmi wzrastającymi w normalnych nienaruszonych biologicznie rodzinach a dziećmi wychowywanymi przez pary homoseksualne „nie było różnic”.

Abstrahując od dość żenującego określenia normalne rodziny, użytego w sposób patologizujący i poniżający wszystkie formy życia rodzinnego odmienne od absolutnie nienaruszonego małżeństwa kobiety i mężczyzny, badania Regnerusa są skażone fundamentalnymi błędami metodologicznym. Takoż wniosek Margasińskiego o ich poznawczej roli jest nieuprawniony, sugeruje też, że reszta wywodów w komentarzu ma mniej wspólnego z poszukiwaniem prawdy, więcej z ideologią (zapewne nieprzypadkowo związaną z fides w tytule kwartalnika).

Margasiński stara się przedstawiać dzieje badań nad różnymi formami życia rodzinnego jako dzieje zideologizowanej pseudonauki, posłusznej politpoprawnym postulatom wpływowych (pewnie wiecie jakich) lobby:

To krytyka w odniesieniu do decyzji zarządu APA blokującej możliwości dyskusji o zmianie orientacji seksualnej i przedstawiania stanowiska NARTH na łamach biuletynów APA. Cummings i O’Donohue (2005) zarzucają APA uleganie grupowym interesom, podporządkowanie się ideologii politycznej poprawności, tematy tabu w badaniach, wyrugowanie religii z doradztwa psychologicznego, aktywne przeciwdziałanie terapii reorientacyjnej, podczas gdy w stosunku do innych, kontrowersyjnych form terapii Towarzystwo pozostaje bierne i nie zabiera stanowiska (np. w odniesieniu do rebirthingu).

Oczywiście można by uznać za kuriozalne oburzanie się na wyrugowanie religii z dopuszczalnych form poradnictwa psychologicznego, ale bardziej zastanawiające jest manipulowanie, że APA atakuje tylko motywowane religijnie pseudoterapie, a nie inne kontrowersyjne formy, na przykład rebirthing pozostawiając w spokoju.

W istocie ta pseudonaukowa forma terapii doczekała się (negatywnie ją oceniających) wystąpień ze strony większości towarzystw skupiających profesjonalistów związanych z psychologią czy rozwojem dzieci. Czemu służy owo mitotwórstwo Margasińskiego, sugerującego, że tylko pseudonaukowcy od leczenia homoseksualizmu spotykają się z ostracyzmem środowiska? Nietrudno się domyślić, próbie dyskredytacji naukowców, którzy w swej pracy nie kierują się nakazami homofobicznej, religijnej ideologii.

O samym raporcie Regnerusa Margasiński pisze:

Warto jednak podkreślić metodologię amerykańskiego socjologa - może ona stanowić wręcz wzorcową ilustrację klasycznych badań przesiewowych.

Jest to, jak widzieliśmy wcześniej, zupełna brednia, bo akurat od strony metodologicznej raport Regnerusa jest skażony wieloma podstawowymi błędami. Co więcej, Margasiński nie rozumie, lub udaje, że nie rozumie, że badanie Regnerusa w ogóle nie dotyczy dzieci wychowywanych przez pary homoseksualne, a jedyne, co mierzy, choć i pod tym względem jest źle zaprojektowane, to wpływ stabilności środowiska rodzinnego:

Krytyka ta wydaje się nietrafiona z dwóch powodów: nie można stabilności rodzinnej wykluczać z opisu rodziny i „odcinać” ją jako kryterium oceny par homoseksualnych. Ogólnie biorąc to trudna kwestia dla badaczy, problemem jest zdefiniowanie stabilności jako takiej i jej pomiar.

Czyli dla Margasińskiego nie stanowi problemu, że heteroseksualne rodziny używane jako kontrola były w rzeczywistości starannie zbudowanymi konstruktami, tak zaprojektowanymi, by z definicji stanowić niedościgniony wzorzec stabilności, zaś homoseksualne rodziny w zdecydowanej większości nie były nawet homoseksualnymi rodzinami. Rzeczywiście, można brać pod uwagę stabilność rodziny, ale jeśli się rzekomo porównuje rodziny hetero- i homoseksualne, to nie powinno się tak konstruować grupy heteroseksualnej, by obejmowała tylko stabilne związki, a homoseksualnej tak, że obejmuje w istocie nawet niektóre niestabilne i patologiczne związki heteroseksualne.

Margasiński o tym milczy. Czemu? Być może ponieważ nie pasuje mu to do jego politycznej agitki, która z beznadziejnego badania próbuje tworzyć racjonalny argument za utrzymaniem dyskryminacji pewnych znienawidzonych przez katolickiego ideologa grup?

Badanie Regnerusa, które dowodzi niezbyt odkrywczej tezy, że rodziny niestabilne stanowią gorsze środowisko rozwoju dla dzieci niż rodziny stabilne, rzeczywiście może, jeśli ktoś bardzo tego chce, stanowić jakiś argument w debacie o małżeństwach jednopłciowych.

Jego wyniki dość wyraźnie wskazują, że jeśli komuś zależy na dobru dzieci, powinien ze wszystkich sił walczyć o legalizację małżeństw jednopłciowych, co zwiększy liczbę dzieci, dla których dostępne będą stabilne, prawnie chronione formy życia rodzinnego. Z jakiegoś powodu tej oczywistej prawdy ani w badaniu Regnerusa, ani w prawicowych komentarzach do niego, na przykład w „Rzeczpospolitej” czy „Fides et ratio”, nie znajdziemy. Taka to i troska zideologizowanej prawicy o naukę wolną od politycznej poprawności oraz dobro dzieci – bardzo wybiórcza.

Możesz śledzić autora bloga na Twitterze lub blog na Facebooku.

Fotografia tytułowa: Caitlin Childs, użyte i udostępnione na licencji CC BY-SA 2.0.

spacer.jpg

Ważne linki:

Ona

Ona

Beelzebufo

Beelzebufo