Manowce normatywnej biologii

Manowce normatywnej biologii

W najnowszej Polityce ukazał się tekst sygnowany nazwiskami Edwina Bendyka i Jacka Żakowskiego „Wszyscy jesteśmy gejami”. Choć to niezły tekst, to pojawił się w nim dość rażący fragment:

Dziś wiemy, że oba zachowania [altruizm i homoseksualizm - przyp. slwstr] są zgodne z teorią ewolucji i można je wytłumaczyć mechanizmem doboru grupowego. Liczy się nie przetrwanie jednostki, lecz gatunku, grupy, wspólnoty. Altruizm i homoseksualizm mają ważne społeczne znaczenie. Służą spoistości i trwałości grupy (również u zwierząt). W starożytnej Grecji i Sparcie związki homoerotyczne cementowały wolę bojową oddziałów. Miłość do towarzysza walki powodowała, że hoplici gotowi byli umrzeć jeden za drugiego, więc też za ojczyznę.

Choć rzeczywiście znamy już ewolucyjne wyjaśnienie osobniczego altruizmu, nie jest nim dobór grupowy. Co więcej sugerowanie, że ten dobór jest mechanizmem, w wyniku którego powstał homoseksualizm, jest naginaniem faktów do tezy. 

Altruizm

Dobór grupowy był tradycyjną darwinowską teorią wyjaśniającą altruizm osobniczy. Wśród jej pierwszych orędowników znajdował się sam Darwin. W dziele The Descent of Man postulował swoisty „dobór między grupami” – pierwotnymi społecznościami zbieraczy, w których grupy składające się z osobników nieumiejących współpracować przegrywały z grupami składającymi się z osobników umiejących współpracować i gotowymi poświęcać się dla „dobra grupy”.

Problem w tym, że ten mechanizm nie działa. Samolubny gen Richarda Dawkinsa jest wypełniony po brzegi wyjaśnieniami, czemu taka forma doboru nie jest możliwa, w tym przykładami pokazującymi, jak rzekome przejawy działania dla dobra grupy u różnych zwierząt okazywały się, przy bliższym zbadaniu, formami mniej lub bardziej zawoalowanego egoizmu osobniczego (a dokładniej egoizmu genowego, ale o tym za chwilę)…

Ale nawet abstrahując od empirycznych dowodów na brak zjawiska doboru grupowego, czy zachowań rzeczywiście nakierowanych altruistycznie na dobro grupy jako takiej, mamy też ważne powody teoretyczne, by zachować sceptycyzm co do istnienia dobór grupowy. Jest nim konkurencja wewnątrzgrupowa: niezależenie od presji selekcji międzygrupowej, w grupach zbudowanych z osobników działających wedle strategii altruistycznych (to jest dla dobra grupy) zawsze pojawią się i wyzyskają ich dobro osobniki w pełni samolubne. Symulacje zachowań wynikających z odpowiednich strategii pokazują, że zachowania samolubne zwyciężą nawet, gdy ceną jest unicestwienie grupy jako całości. 

Dobór genowy, dobór krewniaczy

Tradycyjna alternatywą dla doboru grupowego jest dobór osobniczy. Z koncepcją doboru osobniczego wiążą się pewne problemy. Trudno by ewolucja dobierała osobniki skoro są one nader nietrwałe. Tym co faktycznie podlega doborowi, co trwa, jeśli jest odpowiednio przystosowane do środowiska, są genetyczne replikatory – geny. Samolubne geny. W istocie paradygmat współczesnej biologii ewolucyjnej zbudowany jest na założeniu, że życie powstało w wyniku ewolucji konkurujących ze sobą genetycznych replikatorów, które oblekły się w ciała celem skuteczniejszej walki o byt.

Te cielesne ubrania, czyli osobniki, mogą być altruistyczne w tym sensie, że dbają o inne ciała zawierajace ten sam lub bardzo zbliżony zestaw genów.

Na przykład mrowisko, jakkolwiek składa się z odrębnych osobników, to jednak współdziedziczących większość genów. Jedynym sposobem by któraś niepłodna robotnica zapewniła swym genom trwanie, jest pomoc innym robotnicom w opiece nad królową, będąca jedynym płodnym osobnikiem w mrowisku. To królowa dba o to, by geny każdej robotnicy miały szansę przetrwać, a robotnice altruistycznie poświęcają się dlatego dla królowej. Za tym teatrem osobniczego altruizmu stoi jednak pełny egoizm mrówczych genów. 

Innym, nawet bardziej oczywistym przykładem osobniczego altruizmy wynikającego z doboru krewniaczego jest opieka rodzicielska: rodzice poświęcają się dla dzieci, bo to dzieci posiadają kopie ich genów i poniosą je w przyszłość.

Altruizm odwzajemniony

Zwierzęta posiadające odpowiednio złożone mózgi i środowisko społeczne pozwalają sobie na altruizmu wobec osobników niespokrewnionych. Dzieje się tak wtedy, gdy mogą oczekiwać odwzajemnienia udzielonej pomocy. Krótko mówiąc, samolubne geny mogą programować swoje maszyny przetrwania do posiadania tendencji do współpracy, pod warunkiem, że te maszyny potrafią się rozpoznawać, odwzajemniać pomoc i prowadzić rachunek zysków i strat.

Nietoperze wampiry potrafią. Osobniki niespokrewnione dzielą się czasami pokarmem (krwią), co u tych zwierząt jest bardzo ważne, bo nawet krótki okres głodu może je zabić. Ale w zamian oczekują w razie potrzeby takich samych poświęceń od tych, którym pomogły.

Co z oszustami? Nie stanowią problemu tak długo, jak długo są rozpoznawani, wtedy każdy akt ich samolubstwa może zostać ukarany odmową pomocy w przyszłości? W ten sposób geny odpowiedzialne za strategię wzajemnej pomocy mogą w populacji nietoperzy wygrywać z genami samolubstwa. Nie dlatego, że jest to dobre dla grupy, ale dla tego, że jest to dobre dla tych genów.

Nowoczesny ewolucjonizm jest nauką uzależnioną od matematyki. Matematyka ewolucjonizmu przynależy do dziedziny zwanej teorią gier. Grają geny, a ich pionkami są organizmy, maszyny przetrwania, w które oblekają się geny. Zachowania zwierząt można rozpatrywać jak różne strategie gry.

Jak powstały pionki, które ze sobą współpracują, mimo, że każdy pionek sterowany jest przez różnych graczy o zasadniczo odrębnych interesach? To proste. Pozwala im na to strategia wet za wet, oraz fakt, że wiele gier w jakie grają geny to gry o sumie niezerowej. Są to takie gry, w których współpracując każdy może zyskać, zaś konkurencja może doprowadzić do wielkich strat jednej strony. Krótko mówiąc gry, w których czasami lepiej się podzielić nagrodą, bo co prawda każdy dostanie mniej, ale za to na pewno coś się dostanie bez ryzyka zostania z niczym.

Nietoperz, który raz pomógł oszustowi, więcej mu nie pomoże. Oszust może oczywiście szukać wtedy pomocy u innych, ale nawet jeśli przez jakiś czas uda mu się w ten sposób żyć, prędzej czy później okaże się, że większość osobników w jego otoczeniu została już przez niego oszukana i nie chce mu pomagać. Wtedy oszust umrze. Dostatecznie rozwinięte zdolności kognitywne nietoperzy pozwalają im na współpracę i wzajemną pomoc nawet wtedy gdy nie dzielą wspólnych genów, gdyż stosując zasadę wet za wet geny każdego uczciwego nietoperza w dłuższej perspektywie odnoszą korzyści.

Całkiem możliwe, że także altruizm odwzajemniony jest jedną z głównych przyczyn biologicznych korzeni altruizmu ludzkiego. Niezależnie jednak od tego jakie dokładnie są te biologiczne korzenie, nie ma wśród nich doboru grupowego. Grupa nie jest dobrem z ewolucyjnego punktu widzenia, więc nawet gdyby chciało się na tej bazie uprawiać etyczny naturalizm, to należałoby raczej chwalić dbałość o siebie i swoich bliskich, tudzież o klikę ludzi, z którymi wiążą nas stosunki towarzyskie czy pracy.

Lesbijki i geje

Ale, co ważniejsze, argument Bendyka i Żakowskiego, oprócz tego, że myli się co do źródeł altruizmu, zupełnie nijak się ma do lesbijek i gejów. Choć istnieją teoretycznie sensowne teorie ewolucyjnego wyjaśnienia homoseksualizmu, na przykład bazujące na doborze krewniaczym, to tak naprawdę, ewolucyjne korzenie tego zjawiska są wciąż skryte w mroku niewiedzy.

Ale co z tego? Nawet gdyby homoseksualizm okazał się ewolucyjną aberracją (choć pojęcie to, z ewolucyjnego punktu widzenia jest praktycznie pozbawione sensu), czy to mogłoby być przesłanką do innego traktowania lesbijek i gejów?

A czy albinosi powinni być pozbawieni praw, bo ich geny czynią ich słabiej przystosowanymi? Czy zabrania się małżeństwa osobom niepłodnym, bo ich związki są jałowe? Czy traci się prawa obywatelskie po dożyciu wieku post-reprodukcyjnego, które to zjawisko wydaje się być ewolucyjnie bezzasadną, kulturowo wytworzoną aberracją?

Angażowanie biologii w kwestie normatywne, w dociekania jak traktować wolnych ludzi zawsze będzie eugeniką, taką w najgorszym, nazistowskim wydaniu. To tak proste. Po co więc Żakowski i Bendyk sięgnęli po takie argumenty, jako kontrargumenty dla eugenicznych argumentów antygejowskich? Trudno powiedzieć.

Altruizm i wspólnota

Nawiasem mówiąc w Społeczeństwie otwartym Popper słusznie zwraca uwagę, że idea, jakoby wszelki altruizm przynależał do wspólnoty, a indywidualizm niechybnie wiązał się z egoizmem, zmyślona została przez Platona i od tamtej pory regularnie infekuje nowe umysły, dostarczając im argumentów na rzecz tłamszenia indywidualizmu i wolności przez moralny szantaż oskarżenia o samolubstwo. Wygląda jakby Żakowski z Bendykiem ulegli temu szkodliwemu memowi, jakby pragnąc usprawiedliwić gejów szukali dla nich społecznego zastosowania, wskazując ich użyteczność i wiążąc, w chybiony jednak sposób, z altruizmem. Próbują dokonać podobnej moralnej manipulacji, tylko na rzecz słusznej sprawy. Oto mówią: zobaczcie, geje są przejawem społecznego altruizmu tworzącego, w domyśle: dobrą, jedność wspólnoty. I jeszcze ta anegdotka nawiązująca do starożytnego Świętego Zastępu z Teb, zdająca się mówić: wy tu nienawidzicie gejów, a z nich tacy zajebiści i oddani państwu wojownicy.

Tylko, że nie. To nie ludzie muszą być przydatni społeczeństwu, altruistyczni w kolektywny sposób – to społeczeństwo powinno tworzyć przestrzeń do właściwych, albo i niewłaściwych, wyborów jednostek. Tylko wtedy nasze postępowanie może być etyczne, nasza wolność zrealizowaną, nasze życie – szczęśliwym.

Hipertekst

Tekst Bendyka i Żakowskiego.

Foto w nagłówku: Thomas Wensing, CC BY SA 2.0.

Sekretne życie kwiatów

Sekretne życie kwiatów

Opowieści

Opowieści