Gravity

Gravity

Gravity is already on IMDb Top 250 list, in #49 and a rating of 8,8.
— Wikipedia (w wersji artykułu "Gravity (film)" z 7.10.13)

A więc, czy Grawitacja jest tak dobra jak mówią?  Tak. Pomijając wszystko inne i skupiając się wyłącznie na wow-factor ostatnim filmem, który robił takie wrażenie był Avatar. A wcześniej trylogia Władcy Pierścieni. A wcześniej może Titanic? I Park Jurajski?

Czy jest to także tak dobre kino s-f jak wielu mówi? W żadnym razie. To w ogóle nie jest s-f.  Przynajmniej nie mieści się w moim  pojmowaniu s-f. Jeśli uznamy, że Grawitacja to s-f, to wychodzi na to, że wszystko, co dzieje się w przestrzeni kosmicznej, jest s-f. Z tym założeniem jest poważny problem, dobrze obnażany przez omawiany tu film: przyjazna, znajoma, swojska "Ziemia" to tylko pyłek, otulony cienką warstewką atmosfery. Spędzamy swoje nic nie znaczące życia w bezlitosnym, wrogim "kosmosie". Ergo, jeśli "historie w kosmosie" to s-f, to każda historia, to sf.

Nasze lokalne środowisko to statystyczna aberracja kosmicznej normy i takoż nasze życie, to w skali wszechświata, statystyczne odchylenie. Oczywiście, te refleksje nie są zawarte w filmie explicite, ani nawet nie są implicytne.  To ten rodzaj rozmyślań, który po prostu może, choć nie musi, nasunąć się wam, gdy oglądacie film o desperackich próbach przetrwania w próżni.

Krytycy zwracają uwagę (click, ale uwaga na fundamentalne spojlery, więc może click dopiero po obejrzeniu?), że da się Grawitację rozpatrywać jako w sumie prostą metaforę, w której "pustka zewnętrzna" symbolizuje pustkę wewnętrzną. Owa pustka wewnętrzna obecna jest także jawnie. Jednym z bardziej krytykowanych elementów filmu Cuaróna jest "sentymentalizm", wprowadzenie motywu zmarłej córki głównej bohaterki. Nie rozumiem tego zarzutu. W jednej z najmocniejszych scen, zarazem najbardziej kameralnych, postać grana przez Sandrę Bullock opowiada o śmierci swojego dziecka: "Po prostu przewróciła się, uderzyła w głowę i już, po wszystkim.", patrząc jednocześnie na Ziemię, której ogrom wypełnia pół ekranu. Jest w tej scenie ciężki, przygniatający wręcz symbolizm. Nie tylko pokazana jest nam rezygnacja, wewnętrzny bezruch astronautki, ale także, ponownie, jego mikroskopijność, brak znaczenia na tle miriadów, często równie tragicznych, historii, o których wiemy, że dzieją się w każdej chwili tam, na dole.

Ta metaforyka nie jest centrum filmu. Nie jest to film "filozoficzny" w taki sposób jak Odyseja kosmiczna owe tropy są obecne, gotowe do podjęcia przez widza, ale na jego własnych zasadach, i wedle jego własnych potrzeb. Można je zupełnie zignorować i skupić się wyłącznie na survivalowym dramacie.

Oddany jest on z wielką dbałością o szczegóły. Opinie kosmicznych "insiderów" raczej zgadzają, się, że takie rzeczy jak detale technicznego wykonania statków i stacji są imponująco dobrze oddane. Także fizyka przebywania w przestrzeni jest zasadniczo perfekcyjnie przedstawiona, nie licząc jednej kontrowersyjnej sceny. Ale nawet ta słabość ma niezwykły efekt – jak często zdarza się obraz, który skłania szeroką publiczność do dyskutowania zasad zachowania pędu?

Kwestia naukowości Grawitacji jest zawikłana. Wspomniane już detale zachowań różnych rzeczy w przestrzeni są oddane wysoce realistycznie (choć oczywiście były wcześniej filmy o podobnych ambicjach, ponownie na myśl przychodzi przede wszystkim Odyseja kosmiczna).  Ale z drugiej strony widać, że twórcy filmu nie byli niewolniczo wierni faktom i na potrzeby dramatyzacji z łatwością składali w ofierze akuratność. Gdybym miał to podsumować jednym zdaniem, choć nie byli oni w pełni wierni wiedzy o tym jak się różne rzeczy mają w kosmosie, zdecydowanie także nie potraktowali środowiska w którym dzieje się akcja Grawitacji jako nic nie znaczącej dekoracji: pomimo licznych ustępstw, ten film respektuje odmienność i specyfikę miejsca, w którym o życie przyszło walczyć jego bohaterom. Właśnie to chyba sprawia, że nawet osoby jako tako orientujące się w kwestiach naukowych by wiedzieć liczne nieadekwatności, wychodziły z seansu zadowolone. Pięknie w serii tweetów podsumował to Neil deGrasse Tyson. Najpierw wypunktował on wiele fizycznych osobliwości Grawitacji, ale zakończył stwierdzeniem, że jeśli kogoś to interesuje, to on się świetnie bawił na filmie.

 
 

Ostatnia deklaracja najwyraźniej nie była wystarczającą. W mediach zaczęły pojawiać się liczne teksty oparte o jego tweety, których wspólnym mianownikiem były krzyczące nagłówki "Grawitacja nieprawdziwa - mówi astrofizyk" . To na tyle zirytowało Tysona, że na swoim Facebooku umieścił dłuższy tekst. Zauważył w nim na początku, że film w ogóle musi najpierw posiadać naprawdę nietypową porcję dobrej nauki  nim ktokolwiek zechce się nim zajmować z punktu widzenia naukowej właśnie akuratności. Nikt nie rusza do naukowej krytyki takich obrazów jak Transformers czy Człowiek ze stali. Wreszcie, Tyson zauważa, że gdyby przewidział reakcję na swoje tweety, najpierw zrobił by serię o tym wszystkim, co w Grawitacji oddane jest świetnie:

To “earn” the right to be criticized on a scientific level is a high compliment indeed. So when I saw a headline proclaim, based on my dozen or so tweets, “Astrophysicist says the film Gravity is Riddled with Errors”, I came to regret not first tweeting the hundred things the movie got right: 1) the 90 minute orbital time for objects at that altitude; 2) the re-entry trails of disintegrated satellites, hauntingly reminiscent of the Columbia Shuttle tragedy; 3) Clooney’s calm-under-stress character (I know dozens of astronauts like that); 4) the stunning images from orbit transitioning from day to twilight to nighttime; 5) the Aurorae (northern lights) visible in the distance over the polar regions; 6) the thinness of Earth’s atmosphere relative to Earth’s size; 7) the persistent conservation of angular and linear momentum; 8) the starry sky, though a bit trumped up, captured the range and balance of an actual night sky; 9) the speed of oncoming debris, if in fact it were to collide at orbital velocity; 10) the transition from silence to sound between an unpressurized and a pressurized airlock; ... and 100) the brilliantly portrayed tears of Bullock, leaving her eyes, drifting afloat in the capsule.
— Neil deGrasse Tyson

Tak więc podsumowując: Gravity   to niesamowity, rzadko spotykany film. To przede wszystkim spektakl, prawdziwie mrożący krew w żyła thriller, ja dosłownie   siedziałem przy wielu scenach na krawędzi kinowego fotelu, a nie jestem kimś aż tak łatwo poddającym się filmowo-indukowanym stresom. Techniczna perfekcja robi niesamowite wrażenie, zaś efekty specjalne dają tak nieczęstą już dzisiaj okazję do zobaczenia czegoś rzeczywiście "specjalnego" i wcześniej nie pokazywanego. Scenariusz nie może służyć za podręcznik fizyki, ale zawiera wystarczająco dużo realnych lub realistycznie wyglądających szczegółów, by widzowie nie mieli wrażenia oglądania totalnej fantazji.

To zdecydowany must-watch, nie tylko jednej z na pewno najlepszych filmów tego roku w ogóle, ale po prostu najlepszy film w kategorii kina popularnego i rozrywkowego.  Jeszcze jedna popularna opinia jest w pełni uzasadniona: koniecznie w IMAXie, koniecznie w 3D. Jak dla mnie, to czwarty film, po Avatarze, Prometeuszu i Pinie, który zyskuje naprawdę dużo dzięki zastosowaniu trójwymiaru.

Hasłem marketingowym filmu jest "Don't let go", ale powinno być "In space no one can hear you scream".

Honor

Honor

Sekretne życie kwiatów

Sekretne życie kwiatów