Honor

Honor

Zapomnijmy na chwilę o Bogu i Ojczyźnie. Czytam właśnie książkę, która, mimo, że mam za sobą dopiero kilka rozdziałów, już należy do najbardziej pouczających z jakimi miałem okazję się dotychczas zapoznać:

The-Better-Angels-of-Our-Nature-Cover.jpg

Steven Pinker

The Better Angels Of Our Nature

Why Violence Has Declined

Viking Books, 2011

(można kupić na przykład tutaj

Książka ta jest przedstawieniem i udokumentowaniem tezy, że w trakcie rozwoju ludzkości zachodził znaczący i wyraźny spadek poziomu względnej przemocy. Jak wyraźny? Zerknijmy na jeden z wykresów przedstawionych w omawianym tomiszczu:

wykres.jpg

Oś po lewej wyskalowana jest w skali logarytmicznej (a więc, równe odległości odpowiadają dziesięciokrotnemu przyrostowi) ujmującej ilość zabójstw na 100 tys. mieszkańców na rok. Linia przedstawia wynik analiz kryminologicznych, pokazujących poziom przemocy ujętej za pomocą wspomnianego wskaźnika w kolejnych stuleciach w Europie, począwszy od średniowiecza. Dla porównania umieszczono także punkty odpowiadające poziomowi współcześnie obserwowanej przemocy w społecznościach  łowców zbieraczy takich jak Innuici, oraz ludy !Kung i Semai. Pokazano także średnią wyliczoną dla wszystkich znanych społeczności nie funkcjonujących w formie państwa.

Centralna teza, że w trakcie cywilizacyjnego rozwoju poziom przemocy spadał o całe rzędy wielkości i dziś w rozwiniętych państwach jest najniższy w całej historii, przy czym tej statystyki i trendu nie modyfikują w żaden istotny sposób nawet wliczenia ofiar wielkich XX-wiecznych genocydów będących produktami nazizmu i komunizmu, była wystarczająco kontrowersyjna, by książka stała się jedną z bardziej omawianych w ostatnich latach.

Większość recenzji pracy Pinkera jest pozytywna.  Takoż, gdy przyjmiemy jej twierdzenia, musimy poczynić szereg istotnych przewartościowań ocen różnych zjawisk. Na przykład obserwowane powszechne przekonanie o wzroście przemocy okazuje się mieć raczej źródła w skrzywionym przez wszechobecny i wszechdocierający przekaz medialny oglądzie świata, niż w faktach.

Nie znaczy to, że Pinker sugeruje zapanowanie cudownych czasów, gdzie człowiek człowiekowi już nie jest wilkiem. Trend spadku przemocy nie ma charakteru ścisłego, są miejsca i czasy gdzie/gdy nie zachodzi tak szybko, lub zgoła ulega, chwilowemu co prawda, ale odwróceniu. Jak na przykład w latach 60 XX wieku, gdy we wszystkich krajach "zachodu", zarówno europejskich, jak i amerykańskich, obserwowano wzrost przestępczości.

Kolejnym intrygującym "outlinerem" są Stany Zjednoczone, kraj istotnie odbiegający, w negatywnym sensie, od poziomu przemocy obserwowanego w innych krajach rozwiniętych, co sumarycznie pokazuje mapa poziomu przemocy na świecie reprodukowana z omawianej tu książki:

świat.jpg

Co jest tego przyczyną? Jak się okazuje, przyczyny muszą być złożone i Pinker dość obszernie je dyskutuje. Na pewno nie wystarczą żadne proste tłumaczenia, na przykład o dostępności broni. Nawet odliczając zabójstwa z użyciem broni palnej, USA wciąż przodują w liczbie zabójstw w porównaniu do Europy czy Kanady. Jak zauważa Pinker, czynnikiem który trzeba wziąć pod uwagę, jest zróżnicowanie samych Stanów Zjednoczonych. Bo jak się okazuje, nieciekawy obraz poziomu przemocy, gdy ten kraj bierze się jako całość, staje się jeszcze bardziej skomplikowany, gdy przyjrzeć się przestępczości na poziomie pojedynczych stanów. Jak wszystkie inne ilustracje w tej notce, także i ta pochodzi z The Better Angels..., z tym, że wprowadziłem do niej modyfikację zwracającą uwagę, na obszarowo małe terytorium, gdzie poziom przemocy jest tak ekstremalny, iż dorównuje poziomowi w najbardziej niebezpiecznych krajach Afryki czy Ameryki Południowej.

stany.jpg

Z drugiej strony, są stany w USA równie "cywilizowane" co zachodnia Europa. Nie trudno zauważyć też pewne prawidłowości: im bardziej na południe, tym większa przemoc. Analizując ten rozkład Pinker przywołuje szereg interesujących związków. Przykładowo, jednym z czynników, który może rzutować na poziom przemocy we współczesnych Stanach jest źródło osadnictwa, w ramach którego napływała biała ludność danych obszarów. Północne obszary USA kolonizowane były przez purytan, kwakrów, Holendrów i niemieckich farmerów. Ale centralne południe raczej przez irlandzkich i szkockich imigrantów, zazwyczaj o pasterskich korzeniach.

W tym miejscu musimy się cofnąć i przejść do szerszego ujęcia, które Pinker przedstawiał, nim zajął sie omawianiem specyficznych problemów, takich jak przemoc w USA. Okazuje się, że globalny spadek poziomu przemocy dość dobrze koreluje z rozwojem państwa, czyli, jak to nazywał przywoływany często przez Pinkera Hobbes,  lewiatana. Społeczności, w których centralna władza państwowa nie ma jeszcze monopolu na przemoc muszą się uciekać do form sprawiedliwości  nie opartych na strukturach podobnych policji, oraz zbrodni rozumianej jako zbrodnia wobec państwa. Krótko mówiąc, mord jest występkiem przeciwko rodzinie zabitego i rodzina zabitego zwykle wymierza sprawiedliwość.

Zaś elementem społecznych norm regulujących interakcje w takich warunkach jest pojęcie honoru . Honor dziś jest często postrzegany przez różowe okulary romantycznej idealizacji, która widzi w nim jakąś wierność wyrafinowanej etyce i niezłomnym zasadom. W rzeczywistości był to społeczny "zasób", którego wściekła ochrona była podstawą "odstraszającej" strategii. Zaś korzeniem tego zasobu była zawsze duma osobista, której naruszenie, w postaci najbłahszej nawet zniewagi, okupiona musiała być krwią.

Honor pojawił się w Europie jako pojęcie istotne dla funkcjonowania rycerstwa, warstwy społecznej, którą można rozpatrywać jako wojennych watażków, bez końca walczących ze sobą o wpływy i dobra. Jak pokazuje pierwszy wykres w tej notce, Europa w czasach rycerstwa miała prawie stokrotnie wyższy poziom przemocy niż współcześnie. Honor był niezbędny w mechanizmie "odstraszania". W tak trudnych czasach rzeczą pierwsze potrzeby były przekonanie innych, że jakiekolwiek naruszenie czyichś interesów pociągnie za sobą natychmiastową, nieuniknioną i agresywną odpowiedź. Na poziomie kodu kulturowego przyjęło to właśnie postać "honoru", zaś naruszeniem honoru mogło być każde, nawet najbłahsze przewinienie, włącznie z obelgą.

Honor jako fundament społecznych stosunków funkcjonował w wielu społecznościach bez zorganizowanej władzy państwowej, nie tylko Europie rycerzy, nie dziwi więc, że w obrębie  istniejących państw "kultura honoru" utrzymywała się najdłużej w populacjach izolowanych, żyjących w trudnych warunkach. Na przykład wśród górali ze szkockich gór.

Ta kultura, argumentuje Pinker, potrafiła następnie wraz z migrantami, przeniknąć na nowe obszary i osiąść tam, a nawet przetrwać zanik innych form społecznej organizacji, które pierwotnie dały jej początek. Stąd jedna z różnic między stanami – tylko niektóre z nich zasiedlane były przez ludzi wywodzących się z kultur wciąż operujących pojęciem "honoru".

Zachowaniu tej pierwotnej różnicy sprzyjał jeszcze jeden specyficzny fakt związany z historią USA: jak to ujął pewien historyk cytowany przez Pinkera, USA zbyt wcześnie uległo demokratyzacji. W Europie państwowy aparat najpierw spacyfikował mieszkańców odbierając im broń, dopiero potem ogół ludności przejął władzę w ramach demokratyzacji.  USA tymczasem uległo demokratyzacji w momencie, gdy tylko część ludności była już spacyfikowana. Reszta nie tylko nie "złożyła broni", ani nie wyzbyła się niedorzecznej koncepcji honoru, oni zagwarantowali sobie respekt dla "konieczności" posiadania broni, jak i dla "honoru" w ramach prawa.

Ale czy oskarżanie "kultury honoru" nie jest tylko odwołaniem się do danych anegdotycznych? Okazuje się, że nie. Istnieją nawet empiryczne badania, potwierdzające, że przedstawiciele południowej populacji wyznają wartości, które sprzyjają przemocowemu rozwiązywaniu konfliktów bez uciekania się do pomocy państwowej sprawiedliwości. 

Pinker opisuje dwa takie eksperymenty. Jeden z nich polegał na rozsyłaniu spreparowanych listów motywacyjnych do firm w stanach południowych i północnych. W listach tych "aplikujący" deklarował, że chce być w pełni uczciwy i przyznawał się, iż był skazany. Z tym, że połowa listów zawierała historię, w której "aplikujący" skazany był za kradzież samochodu (byłem młody i głupi i teraz wiem, że źle zrobiłem), w innych za zabójstwo w, jakbyśmy to określili, afekcie (ktoś publicznie wyzwał moją narzeczoną od puszczalskich i przecie musiałem zareagować, choć dziś wiem, że źle zrobiłem).

Efekt? Firmy z południa i zachodu chętniej i częściej odpowiadały na list domniemanego zabójcy ich odpowiedzi zaś były przyjaźniejsze. Pinker cytuje jedną, w której potencjalny pracodawca ubolewa, że nie może dać pracy, ale jednocześnie, w nawiązaniu do "wydarzeń z przeszłości" stwierdza, że każdy by tak samo postąpił na miejscu "aplikanta". Podobnej odpowiedzi nie wysłała żadna z firm z północy. Co ciekawe, ani firmy z północy ani południa nie wysyłały tak empatycznych listów do domniemanego złodzieja.

Wniosek? Nikt nie zrozumie motywacji złodzieja, ale na południu USA możesz liczyć czasami na zrozumienie, jeśli zabiłeś, bo ktoś cię obraził. Ci sami badacze, którzy wykonali eksperyment z listami motywacyjnymi, spróbowali także zbadać oddziaływanie "kultury honoru" na poziomie psychologicznym (czy nawet psychosomatycznym). Zaprosili oni studentów na badanie nazwane dla niepoznaki jako "Wpływ ograniczonego czasu odpowiedzi na określone ludzkie osądy". W drodze do pokoju badawczego studenci mijali współpracownika eksperymentatorów, który wypełniał jakieś papiery w gabinecie. W połowie przypadków, człowiek w gabinecie zatrzaskiwał szufladę w momencie gdy przechodził student i mamrotał "dupek". Następnie eksperymentator, który nie wiedział, czy dany student był świadkiem opisanego działania, określał jego ogólny nastrój, dawał mu do wypełnienia kwestionariusz, oraz pobierał próbkę krwi.

Jakie były efekty tych badań? Studenci z południa, którzy przeszli obok człowieka w gabinecie w momencie, gdy mówił "dupek" w porównaniu do studentów kontrolnych i studentów z północy, którzy też słyszeli tę obelgę, wykazywali niższą samoocenę (wedle wypełnionego kwestionariusza), mieli podwyższony poziom hormonów stresu we krwi, zaś eksperymentatorzy powtarzalnie raportowali zachowania cechujące się większą stanowczością (jak silniejsze potrząsanie reki na powitanie).

Coś w studentach z południa sprawiało, że znosili "zniewagę" gorzej niż inni. Coś dobrze korelującego z anegdotycznym przekonaniem o cenieniu "honoru" na południu Stanów. Ten honor wyraźnie sprzyja agresji. 

Tak więc to tylko jedno zagadnienie omawiane w książce Pinkera, zajmujące zaledwie kilka z ponad tysiąca stron. Mam nadzieję, że zainteresowało was tak samo jak mnie. Jeśli tak, to polecam wam też lekturę całości, najpewniej nie będziecie mogli się oderwać tak samo jak ja nie mogę.

Najbardziej krwawe stulecie

Najbardziej krwawe stulecie

Gravity

Gravity